08/03/2026
„Zamknij pi*dę t*pa zdz*ro” napisał do mnie wczoraj oburzony słuchacz lokalnego radia, bo z okazji 8 Marca przypomniałam, dlaczego mogliby sobie już panowie darować coroczne: „całujemy rączki” plus tulipanki/czekoladki rozdawane na ulicach.
Kwiatki i czekoladki (plus rajstopki) w PRL-u były elementem propagandy kierowanej do kobiet, żeby nie zapomniały o równościowych sukcesach socjalizmu. Kobiety chciały jednak więcej, chciały pełnej równości i pełnej solidarności.
Ale kiedy Komisja Kobiet „Solidarności” zażądała równych płac kobiet i mężczyzn, elastycznych form zatrudnienia, żłobków i przedszkoli, równego podziału nieodpłatnej pracy w domu i przyznania mężczyznom prawa do dnia wolnego dnia na opiekę nad chorym dzieckiem, mężczyżni „Solidarności” odpowiedzieli rezolucją w sprawie ograniczenia prawa kobiet do aborcji. Oczywiście kobiety „Solidarności” zaprotestowały, więc im rozwiązano Komisję Kobiet. Kobiety wyszły na ulicę, ale łapa fanatyków religijnych na ich ciałach została już położona.
Kobiety zaczęły liczyć na Europę. Ale ich prawa stały się przedmiotem targu między panami w garniturach a panami w sutannach, by panowie w sutannach poparli akcesję do UE.
Dostałyśmy drakońskie prawo aborcyjne.
W analogicznej sytuacji, jak Polki, są kobiety na Malcie i w Watykanie, gdzie kobiet nie ma wcale.
Kobiety wyszarpały sobie ustawę o przeciwdziałaniu przemocy domowej, ściganie zgwałcenia z urzędu, a nie na widzimisię, kwoty wyborcze, natychmiastową izolację sprawcy przemocy domowej, a ostatnio zmianę definicji zgwałcenia.
Prawa do aborcji nadal nie mamy, a sytuacja jest coraz gorsza. Terminacja ciąż z gwałtu czy kazirodztwa to nieustannie fikcja. Kwestia zagrożenia zdrowia i życia ciężarnych kobiet rozwiązywana jest tak, że lekarz może pójść do wiezienia i za terminację ciąży i za jej niezrobienie.
W żaden sposób nie udało się podzielić obowiązkami domowymi, w tym opieką nad dziećmi. Już 2,5 mln dzieci w Polsce wychowuje się po rozstaniu rodziców, z czego milion nie dostaje alimentów. Jedyna odpowiedź państwa, to propozycja opieki naprzemiennej i likwidacji alimentów. Fajnie nie? Zważywszy na to, że takiej opieki chce, wg różnych badan, od 5 do 15% ojców.
Sądy rodzinne przemocą domową się nie zajmują, bo NIE! Ale chętnie by komisja kodyfikacji prawa rodzinnego wsadzała kobiety chroniące siebie i dzieci przed przemocowymi ojcami na 2 lata więzienia za lekceważenie postanowień o przekazaniu dzieci przemocowym rodzicom przez sądy rodzinne, które przemocy nie badają. Izolowaniem sprawców przemocy domowej zajmują się sądy cywilne. Bo sądy rodzinne się zajmują rodzinami, w których przemocy widzieć nie chcą, co nie znaczy, że jej tam nie ma. Ale skoro nie widzą i nie zajmują, to mogą poudawać, że jej tam nie ma. Dulska by tego nie wymyśliła.
Z kraju, który w międzywojniu był liderem prokobiecych zmian i w Europie, i na świecie, sto lat później, w 2026 staliśmy się maruderem świata, nie tylko Europy. Polska ma najsłabsze w Europie mechanizmy ochrony równości i praw kobiet. Przedostatni w Europie Cypr jest dwa razy lepszy niż Polska. Wstyd!
A jeszcze większy wstyd, że sytuacja pogorszyła się od 2021 roku. - Dostałyśmy swoje ministerstwo (już go nie mamy), to się cieszmy. Selfiki są? Są! Kwiatki, czekoladki, rajtuzki i pozory.
Jest tak źle, że zaczęto udawać w Polsce, że Polski nie ma: nic nie widzimy, nic nie słyszymy, nic nie wiemy i o tym nie mówimy. Poprzedni rząd chciał się wycofać z Konwencji Stambulskiej. Ten rząd realizacji Konwencji nie raportuje od 2024 roku. Nie, bo nie. Skali przemocy wobec kobiet Polska nie raportuje także do WHO. Nie, bo nie. Przemocą wobec kobiet się nie zajmuje, a na petycję superwizorom odpowiada, że ma ważniejsze sprawy na głowie niż realizację obowiązków ustawowych.
Aż 189 państw w Pekinie w 1995 roku, w tym Polska, zobowiązało się do realizacji Platformy Pekińskiej, czyli przełomowego planu ONZ na rzecz równouprawnienia kobiet, uznającego ich prawa za prawa człowieka. Dokument wyznaczył 12 obszarów, w tym walkę z przemocą, edukację, zdrowie, udział we władzy i gospodarce, wzywając rządy do działań na rzecz równości. Kto uznał, że zlekceważy ONZ i nie przedstawi jakichkolwiek swoich działań opinii światowej? Tak, zgadliście. Polska.
A Europa? Tak bardzo na nią liczyłyśmy. Ale Europa przygotowuje dyrektywy, a my mamy je wdrażać. No i co? Nico!
No to chronologicznie:
Dyrektywa 2022/2381 („women on boards”), czyli większa obecność kobiet w zarządach i radach nadzorczych spółek publicznych. Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało odpowiedni projekt, który leżakuje w szufladach. Termin wdrożenia dyrektywy minął w grudniu 2024 r. a Komisja Europejska wszczęła już postępowanie przeciwnaruszeniowe;
Dyrektywa 2023/970 o równej płacy za tę samą pracę. Termin wdrożenia upływa 7 czerwca 2026 r. Tu jesteśmy bardzo zaawansowani a odpowiedzialne Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przygotowało świetny projekt, który nadal jest w konsultacjach, więc możemy być spóźnieni. Pytanie, co zrobi Rada Ministrów i co z projektu zostanie po konsultacjach?
Dyrektywa 2024/1500 („equality body”), czyli utworzenie niezależnego organu ds. równości, odpowiedzialnego za monitoring równego traktowania, wspieranie pokrzywdzonych dyskryminacją i edukację. Termin wdrożenia upłynie za trzy miesiące. Ministra ds. Równości terminu nie dotrzyma, nie ma projektu ustawy, nie ma zabezpieczonych środków. Może jakiś kadłubek się wymyśli.
Dyrektywa UE 2024/1385 w sprawie zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (VAW – Violence Against Women). Mamy jeszcze rok i trzy miesiące na jej wdrożenie i nawet nie zaczęliśmy się do wdrożenia przygotowywać. Żeby się nie skończyło tym, że to pierwsze unijne prawo kompleksowo regulujące walkę z przemocą na tle płciowym uznane w Polsce będzie za wdrożone, bo parlamentarzystki przeforsowały poselski projekt zmiany definicji zgwałcenia…
W takich prawicowo-trumpowskich Włoszech wprowadzono kobietobójstwo, a w Polsce nie, mimo, że proporcjonalnie do liczby ludności, zabójstw kobiet z powodu nienawiści do nich, jest więcej w Polsce niż we Włoszech.
Przemoc domowa nadal jest ogromna. W Polsce niemal 90% ofiar przemocy to kobiety, pozostałe ofiary to seniorzy i dzieci. W każdym tygodniu z rąk partnera czy ex partnera ginie kilka kobiet. Ale manosfera twierdzi, że przecież mężczyzn ofiar morderstw jest znacząco więcej niż kobiet ofiar. Zapominają jednak panowie broniący patriarchatu, że mężczyźni są zabijani - uwaga - przez innych mężczyzn.
Manosfera proponuje także likwidację luki emerytalnej między kobietami i mężczyznami zrównaniem wieku emerytalnego. Luka emerytalna i luka płacowa są kwotowo mniej więcej takie same: ok. 1500 zł. W luce płacowej patriarchalna manosfera problemu nie widzi.
Kobiety wychodziły milionami na ulice. Nie pomogło. Głosowały na kobiety i na prokobiece partie. Nie przyniosło widocznego efektu. Moja bańka polityczna uważa, że ze strachu przed Czarnkiem, Braunem i Bosakiem kobiety znów masowo pójdą do urn.
Nie pójdą, pokazały to w czasie wyborów prezydenckich. I nie pomoże budowanie przez skrajną prawicę i Ordo Iuris narracji o „normalnych” Polkach i tych „nienormalnych”, co to chcą jakichś feministycznych aberracji.
Oburzenie naszej politycznej bańki bez uchwalenia owych feministycznych aberracji mobilizujące nie będzie. Wcale a wcale.
Bunt może być na ulicach, może być przy urnach, ale może być też bunt absencyjny. I taki zaczynamy obserwować.
Jarosław Kaczyński powiedział kiedyś, że każda średnio rozgarnięta kobieta poradzi sobie ze zrobieniem aborcji. I tak, prawda, kobiety wypracowały mnóstwo sposobów na radzenie sobie we wrogiej im rzeczywistości. A politycy płci obojga są nieustannie zdziwieni, że 3/4 studentów i doktorantów to kobiety, że 80% pozwów o rozwód składają kobiety, że Polki przestały rodzić (w Polsce nie rodzą, w każdym innym kraju, do którego wyemigrowały - rodzą).
Prawdziwych przyjaciół kobiety w Polsce mają wciąż zbyt mało. Więcej mają przyjaciół i przyjaciółek fałszywych oraz wrogów. Kobiety zaczynają sobie radzić bez państwa, które albo jest im wrogie, albo na ich problemy obojętne. Sfera publiczna stała się miejscem, w którym za domaganie się przez kobiety elementarnego szacunku kobiety czeka permanentne obrażanie, wyzwiska i hejt lub „tylko” lekceważenie. Po co im to?
Polki wycofują się z życia publicznego, by przetrwać. Bo przetrwać muszą dla siebie. Nie dla ojczyzny, w której zawsze są ważniejsze sprawy, niż sprawy kobiet, czyli połowy narodu.
Więc nie zamknę ust (bo przypuszczam, że temu ordynusowi po prostu pomyliły się wargi). I będę przypominać nieustannie, że bardziej niż kwiatków, czekoladek i rajstopek, potrzebujemy prawa i praw.
I tak politycznego święta, jakim jest 8 Marca nie pozwolę i nie pozwolimy sprowadzić do Walentynek bis.
A całowanie rączek wtedy jest przyjemne, gdy nie towarzyszy mu klepanie w tyłek.