29/06/2024
❗Wczoraj u Banitow Zamojskich odbyło się spotkanie autorskie o zamojskich legendach. Po trosze są oni obrońcami Zamościa, jego kultury, zwyczajów z tej okazji udostępnian fragment książki z rozdziału pt. Szwedzi w Zamościu, ku pamięci również zapomnianego Mikołaja Podlodowski ego ⬇️
Gdyby ktoś chciał posłuchać to link do wydarzenia ⬇️
✅(...) Przystanął przy składzie amunicji. Spojrzał na mury wysokie na kilkanaście łokci. Pod nimi grupka osób uwijała się nie gorzej jak mrówki. Fortyfikacje należało wzmocnić i załatać ubytki. Już oblężenie kilka lat temu przez Kozaków Chmielnickiego pokazało uchybienia w potężnej twierdzy. Nie można było powtórzyć tych błędów. W obliczu spodziewanego szwedzkiego zagrożenia już od dłuższego czasu naprawiano i wznoszono dodatkowe umocnienia.
„Pewnie będzie też trzeba niestety spalić domy na przedmieściach, aby było lepsze pole do ostrzału z dział” - zanotował w myślach Podlodowski. Komendant Zamościa stał jeszcze chwile obserwując otoczenie, a potem ruszył lekkim krokiem w stronę pałacu Zamoyskich.
Spod Akademii Zamojskiej obserwował go żebrak. W ostatnim czasie wielu tak zwanych „ludzi gościńca" przybyło do Zamościa. Pułkownik Podlodowski w ostatnich dniach podwoił straże przy bramach miejskich i nakazał rozpytywać skąd i na jak długo przybywają osoby. Sprawdzano wozy i towary wjeżdżające do miasta, ale i tak wszystkich nie zdołano skontrolować.
Włóczęga spojrzał bystro na przechodzącego oficera. Ten nie zwrócił pozornie uwagi na niego, przypatrując się szkoleniu żaków z zamojskiej uczelni w obsłudze broni palnej i w ćwiczeniach z szermierki.
Żebrak poderwał się z ziemi i z chyżością pokuśtykał za nim. Z uliczki prowadzącej na Rynek Wielki wyszło dwóch oberwańców słusznej postury. Włóczęga podniósł laskę i wskazał na pułkownika. Zataczając się jakby byli pijani podeszli w stronę Podlodowskiego. Jeden z nich czknął pijacką czkawką. Oficer drgnął robiąc krok do tyłu. Ruch ten uratował mu życie. Pijaczyna chciał go ugodzić nożem, lecz chybił o milimetry. Żołnierz podstawił mu nogę, wywracając go na ziemię. Jęknął, lecz natychmiast poderwał się z nożem w ręku.
Pułkownik wyszarpnął szablę, lecz zamiast ciąć oberwańca po ręce, zrobił krok w bok, odwrócił się na pięcie i wyrzucił rękę z szablę w stronę drugiego przeciwnika, który skradał się za jego plecami. Uderzenie było tak błyskawiczne i niespodziewane, że ten nie zdążył się zasłonić. Szabla Podlodowskiego przeorała mu twarz i przecięła tętnicę szyjną. Człowiek, który go chciał zajść od tyłu padł martwy.
Pułkownik odwrócił się, wraz z cięciem na wysokości brzucha. Świsnęło powietrze. Pijak odskoczył od oficera i rzucił nożem. Chybił. Zza pleców wyciągnął przewieszoną przez bark siekierę. Podlodowski zrobił klasyczny wypad z włoskiej szkoły fechtunku i końcem wyciągniętej szabli trafił tuż nad brwiami robiąc krwistą szramę na czole rzezimieszka, którego twarz zalała się krwią. W powrotnym ruchu pułkownik ciął go w gardło. Wyrwał się śmiertelny wrzask. (...) ✅
📣Serdeczne podziękowania raz jeszcze Wartownia Zamość Banici Zamojscy Przewodnik Zamość i Roztocze Wojtek Łosiewicz
Ela Wróbel
I wszystkim którzy przybyli na spotkanie 👍💪