03/06/2026
Komisja Skarg, Wniosków i Petycji czy komisja od pieczątek?
Po kolejnej sesji Rady Gmina Łubianka - Słoneczna Gmina coraz trudniej oprzeć się wrażeniu, że Komisja Skarg, Wniosków i Petycji pod przewodnictwem Jarosława Grabowskiego, stała się jedynie formalnym dodatkiem do procesu podejmowania decyzji. Organ, który z założenia powinien stać na straży praw mieszkańców, analizować skargi, wnioski i petycje oraz rzetelnie oceniać działania organów gminy, coraz częściej sprawia wrażenie instytucji ograniczającej się do zatwierdzania wcześniej przygotowanych stanowisk.
Podczas ubiegłotygodniowej sesji mogliśmy obserwować kolejny pokaz działania tej komisji. Rozpatrywano nie tylko petycje o których była mowa w poprzednim wpisie, ale również kilka skarg na działalność Dagna Całbecka - Wójt Gminy Łubianka
W jednej ze spraw mieszkańcy oczekiwali odpowiedzi na problemy zgłaszane przez sołtysa. Z przedstawionego stanowiska wynikało jednak, że skoro Przewodnicząca Rady Kamila Łajczak nie zdecydowała się przedstawić wniosku podczas sesji, to Wójt nie ma obowiązku odniesienia się do problemu. Trudno nie zauważyć absurdalności takiego rozumowania. Oznaczałoby ono bowiem, że możliwość uzyskania odpowiedzi na istotne sprawy lokalnej społeczności, zależy wyłącznie od decyzji jednej osoby, a nie od rzeczywistej potrzeby rozwiązania problemu mieszkańców.
W kolejnej sprawie komisja uznała za bezzasadne zarzuty dotyczące niedziałającego oświetlenia w Zamku Bierzgłowskim. Problem w tym, że mieszkańcy wielokrotnie od kilkunastu miesięcy dokumentowali awarie, przekazywali nagrania, a urząd sam przyznał, że lampy były objęte gwarancją. Co więcej, finalnie po przeprowadzeniu prac serwisowych lampy zaczęły działać inaczej niż wcześniej tzn. dla odmiany świecić się w ciągu dnia. Trudno więc zrozumieć, jak z takich ustaleń można wyciągnąć wniosek, że problemu nie było.
Jeszcze ciekawiej wyglądała sprawa skargi dotyczącej odpowiedzi na interpelacje radnego. Fakty są bezsporne. Interpelacje zostały złożone 19 lutego 2026 r., odpowiedź została udzielona dopiero 9 kwietnia 2026 r. Ustawa o samorządzie gminnym przewiduje termin 14 dni. Komisja sama przyznała, że doszło do opóźnienia, po czym uznała skargę za... całkowicie bezzasadną.
Trudno nie docenić tej niezwykłej logiki. Mamy przekroczenie ustawowego terminu ponad trzykrotnie, komisja stwierdza opóźnienie, a następnie dochodzi do wniosku, że wszystko było w porządku. Gdyby podobną metodę stosować szerzej, można byłoby dojść do wniosku, że przekroczenie prędkości nie stanowi problemu, o ile kierowca ostatecznie dotarł do celu (sic!).
Przewodniczący Jarosław Grabowski podczas sesji wielokrotnie podkreślał, że komisja działa transparentnie i zgodnie z obowiązującymi przepisami. Problem w tym, że transparentność nie polega na wielokrotnym powtarzaniu słowa „transparentność”. Transparentność polega na rzetelnym analizowaniu dokumentów, przedstawianiu mieszkańcom rzeczywistych ustaleń i wyciąganiu logicznych wniosków z faktów i do tego serdecznie zachęcam między innymi radnego Jarosława.
Nie sposób również nie zauważyć, jak bardzo zmieniło się podejście części osób pełniących dziś funkcje publiczne. Przykładowo Przewodnicząca Rady Kamila Łajczak bardzo chętnie odwołuje się obecnie do zwyczajów obowiązujących w poprzedniej kadencji. To o tyle interesujące, że jeszcze całkiem niedawno będąc radną opozycyjną, wielokrotnie te same praktyki ochoczo krytykowała. Jak widać, punkt widzenia rzeczywiście zależy od punktu siedzenia. Podobną prawidłowość można dostrzec również u części radnych, Sekretarza Gminy Bartosza Lewandowskiego czy Wójt Dagny Całbeckiej.
Dlatego pytanie kierujemy dziś do Państwa – mieszkańców Gminy Łubianka.
❓ Czy tak wyobrażacie sobie funkcjonowanie Komisji Skarg, Wniosków i Petycji?
❓ Czy organ powołany do ochrony praw mieszkańców, powinien bezrefleksyjnie akceptować każde stanowisko urzędu?
❓ Czy mieszkańcy sołectwa Łubianka, którzy dwa lata temu obdarzyli zaufaniem Kamilę Łajczak i Jarosława Grabowskiego, są dziś zadowoleni ze sposobu, w jaki reprezentowane są ich interesy i w jakim kierunku zmierza nasza Gmina?
Bo samorządność to nie tylko głosowanie raz na pięć lat. Samorządność to przede wszystkim odpowiedzialność, dialog i gotowość do rozliczania władzy z jej działań. A z tym w naszej słonecznej Gminie bywa coraz trudniej.
Korzystając z długiego weekendu, tym bardziej polecam do przeczytania większości naszym radnym tekst Urzędniczo-Samorządowych Pogaduch.
🩸Radny od nieprzeszkadzania?
„Praca radnych polega na tym, żeby nie przeszkadzać. A wręcz pomagać.”
Takie słowa - jak słychać na przesłanym przez Czytelniczkę Pogaduch materiale - padły podczas sesji rady gminy. Wypowiedział je przewodniczący rady, człowiek z doświadczeniem kilku kadencji.
Przyznam, że przez chwilę zastanawiałem się, czy czegoś nie przeoczyłem. Może w ostatnich dniach zmieniono ustawę o samorządzie gminnym? Może rada gminy przestała być organem stanowiącym i kontrolnym? Może radni zostali zdegradowani do roli asystentów organu wykonawczego?
Sprawdziłem. Nie. Nic takiego się nie wydarzyło.
Żyjemy w czasach niezwykłych. Nigdy wcześniej dostęp do wiedzy nie był tak prosty. W kieszeni nosimy urządzenia mające większą moc obliczeniową niż komputery wykorzystywane przy programach kosmicznych kilkadziesiąt lat temu. Mamy internet, cyfrowe bazy aktów prawnych, komentarze, orzecznictwo, a nawet sztuczną inteligencję potrafiącą wskazać podstawowe przepisy i wyjaśnić ich znaczenie.
A mimo to każdego dnia przekonuję się, że elementarna wiedza o funkcjonowaniu samorządu bywa w niektórych miejscach szczątkowa albo wręcz nie istnieje.
Od mieszkańców nie można wymagać znajomości wszystkich niuansów prawa.
Od radnych już tak. Od przewodniczących rad wręcz trzeba.
Rada gminy nie została powołana po to, by "nie przeszkadzać" wójtowi, burmistrzowi czy prezydentowi miasta. Nie po to mieszkańcy wybierają swoich przedstawicieli. Rada jest organem stanowiącym i kontrolnym. To rada uchwala lokalne prawo. To rada decyduje o kierunkach działania gminy. To rada kontroluje działalność organu wykonawczego. To rada ma patrzeć na ręce tym, którzy zarządzają wspólnym majątkiem mieszkańców.
Nie po to, by utrudniać życie.
Nie po to, by prowadzić wojny.
Ale po to, by pilnować interesu wspólnoty.
Dobry radny nie jest przeciwnikiem wójta. Dobry radny nie jest również jego podwładnym. Dobry radny jest strażnikiem interesu mieszkańców. A to zasadnicza różnica.
W wielu samorządach obserwujemy zjawisko, które można nazwać syndromem „długopisu”. Projekty uchwał trafiają z urzędu, rada podnosi ręce, uchwały przechodzą niemal jednogłośnie, a później wszyscy wracają do domu z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.
Tylko że takie działanie nie jest istotą samorządu. Samorząd, o czym piszę po raz enty, został zbudowany na równowadze.
Wójt/burmistrz/prezydent/zarząd zarządza. Rada kontroluje.
Wójt wykonuje. Rada ocenia.
Wójt proponuje. Rada decyduje.
Tak powinien działać zdrowy organizm samorządowy.
Jeżeli organ wykonawczy działa legalnie, gospodarnie, celowo i rzetelnie, kontrola nie jest dla niego zagrożeniem. Wręcz przeciwnie. Jest potwierdzeniem, że wszystko funkcjonuje prawidłowo. Jeżeli natomiast kontroli nie ma, zaczyna się problem.
Bo władza pozbawiona kontroli bardzo szybko przyzwyczaja się do tego, że może więcej.
A historia samorządu zna wiele przypadków, gdy brak aktywności radnych kończył się problemami finansowymi, organizacyjnymi, a czasem również prawnymi.
Dlatego szczególnie niepokoi mnie sytuacja, gdy przewodniczący rady publicznie sugeruje, że rolą radnych jest przede wszystkim „nie przeszkadzać”.
Przeszkadzać rzeczywiście nie należy. Ale zadawać pytania - należy. Żądać wyjaśnień - należy.
Kontrolować - należy. Analizować dokumenty - należy.
Sprawdzać wydatki - należy.
Reprezentować mieszkańców - należy.
Za to właśnie radni otrzymują mandat społecznego zaufania.
I właśnie za to otrzymują diety.
Samorząd nie jest prywatnym przedsiębiorstwem wójta, burmistrza ani prezydenta miasta.
To wspólnota. Wspólny majątek.
Wspólne pieniądze. Wspólna odpowiedzialność.
Wójt, burmistrz czy prezydent jest pierwszym spośród równych, a nie lokalnym monarchą. Rada nie jest dekoracją demokracji. Nie jest też grupą statystów mających potwierdzać słuszność każdej decyzji organu wykonawczego.
Jeżeli o tym zapomnimy, przestaniemy mówić o samorządzie. Zostanie nam jedynie zarządzanie bez kontroli.
A to zawsze jest droga prowadząca w bardzo niebezpiecznym kierunku. Takie mam dziś samorządowe przemyślenie.
I mam nadzieję, że gdzieś w Polsce jakiś radny właśnie je przeczyta i przypomni sobie, po co mieszkańcy wręczyli mu mandat zaufania.
Postaw kawę autorowi. Stać Cię 😀😀😀 Espresso tylko 10 zł. Kliknij w link buycoffee.to/urzedniczo-samorzadowe-pogaduchy