11/09/2026
"Chodzi o igrzyska i show, a nie o kulturę i sztukę". Ktoś wreszcie napisał o patologii, jaką jest wydawanie z budżetów gmin przeznaczonych na kulturę setek milionów złotych rocznie na coś, co ją tylko udaje, a jest czystą rozrywką: plenerowe (i nie plenerowe), bezpłatne dla publiczności, ale słono płatne dla podatników występy gwiazd i gwiazdeczek. Link do artykułu red. Konrada Wojciechowskiego w dzisiejszej Wyborczej w komentarzu, a tu kilka cytatów:
"Wielu prezydentów, burmistrzów i wójtów zaprasza co roku popularnych artystów na miejski piknik w celu dopieszczenia mieszkańców darmową zabawą, a nierzadko z chęci przypodobania się przed kolejnymi wyborami. Dla ekspertów znających samorząd od podszewki koncerty gwiazd disco polo czy popowo-rockowych weteranów to publiczne pieniądze wyrzucone w błoto. Lepiej zorganizować warsztaty muzyczne dla mieszkańców, bo to inwestycja w lokalność."
"To nie ma nic wspólnego ani z rozwojem kultury w danej gminie, ani z edukacją mieszkańców, ani z promocją miasta. Przecież koncerty topowych gwiazd wszędzie wyglądają tak samo, a discopolowy artysta objeżdża w wakacje dziesiątki podobnych gmin. I co zostaje po takim występie? Zdjęcia na Facebooku i faktury do zapłacenia. Chodzi o igrzyska i show, a nie o kulturę i sztukę – stawia sprawę jasno Paweł Kamiński, prezes Stowarzyszenia Dyrektorów Samorządowych Instytucji Kultury."
"Co robić by festiwalową gorączkę powstrzymać? Wprowadzać limity na wydatki budżetowe czy może biletować imprezy, aby uczestnicy zapłacili chociaż symboliczną cenę? Ale dlaczego mieszkańcy mają ponosić dwa razy ten sam koszt i płacić za wejściówkę, skoro już raz zapłacili – z własnych podatków?"
"Można by część kosztów związanych z organizacją dużych, popularnych koncertów odprowadzać na wspieranie młodych twórców i muzyki alternatywnej. Tak jest na przykład we Francji. Dzisiejsza alternatywa zasila i karmi jutrzejszą popkulturę – odpowiada sentencjonalnie Biolik." (Leszek Biolik, muzyk Republiki i przewodniczący Zawodowego Związku Muzyków RP, przyp. Mateusz A. Radościański)
Stawki za "darmowe" koncerty według innego artykułu w dzisiejszej Wyborczej? Mowa o samych honorariach, bez innych kosztów organizacji koncertów typu scena, nagłośnienie czy ochrona. Skolim w Płocku 55 tys. zł, Perfect z wokalistą Łukaszem Drapałą ok. 70 tys. zł, Żabson w Łodzi 85 tys. zł, Ich Troje w Namysłowie 120 tys. zł, Pezet w Łodzi 250 tys. zł! Wszystko w prosty sposób do sprawdzenia w Centralnym Rejestrze Umów (od lipca 2026 każdy urząd ma obowiązek wpisywać do niego wszystkie umowy, które podpisuje - to wspaniałe i do tego teoretycznie w pełni wiarygodne źródło dla dziennikarstwa obywatelskiego).
Powiedzmy sobie jasno, że w tych igrzyskach o podium walczą także władze warszawskiej dzielnicy Wawer, które niemal nieustannie od wiosny do jesieni raczą nas niebiletowanymi, ale przecież nie bezpłatnymi koncertami (najczęściej weteranów polskiej sceny rockowej) zamiast realnie polepszyć np. ofertę w domach kultury, podnieść jej poziom i dostępność, skoro mówimy już tylko o budżecie na "kulturę", a władze dzielnic nie mają żadnego wpływu na to, co najbardziej boli mieszkańców, czyli brak kanalizacji (a w bardzo wielu miejscach także wodociągu!!) w tysiącach wawerskich domów, i to w drugiej ćwierci XXI wieku w państwie mieniącym się 20. gospodarką świata. Albo umierające lokalne biznesy wzdłuż katastrofalnie źle prowadzonej od strony komunikacji społecznej i CSR inwestycji PLK PKP S.A... Balony na Plaży Romantycznej są po prostu bardziej sexy.