Dzieje Granic RP

Dzieje Granic RP Dzieje Granic RP
O wiele więcej niż historia...

Dzieje Granic RP
O wiele więcej niż historia...

Profil prowadzony przez Wydział Promocji i Historii Formacji Gabinetu Komendanta Głównego SG.

Paweł Mołodecki „Samotny Wilk” wędruje po górach wzdłuż południowej granicy Polski, zbierając na rehabilitację Marcelink...
21/08/2026

Paweł Mołodecki „Samotny Wilk” wędruje po górach wzdłuż południowej granicy Polski, zbierając na rehabilitację Marcelinki. Dziś dojdzie do masywu Babiej Góry.

******************************************

Babia Góra to bardzo specyficzny mikroregion Polski. Nie dość, że tworzy go samotna góra, nie powiązana z sąsiednimi pasmami górskimi i wyraźnie nad nimi górująca, za to mająca sześć szczytów (Sokolica, Kępa, Gówniak i Diablak, Kościółki oraz Mała Babia Góra – Cyl), to dodatkowo u jej podnóża rozwinęły się dwie wyraźnie różne i odrębne kultury: babiogórska (będąca ewenementem w skali całości kultury polskich gór) oraz orawska, bliższa folklorowi słowackiemu i podhalańskiemu.

Ta specyfika wynikła nie tylko z geografii i topografii, ale także z historii.
Przez kilkaset lat przez Babią Górę przechodziła bowiem granica polsko-węgierska. Północna jej część wchodziła w skład Starostwa Lanckorońskiego i stanowiła dobra króla polskiego (królewszczyznę), południowa zaś razem ze szczytem Diablaka (czyli „właściwą” Babią Górą) należała do komitatu Arwa Królestwa Węgier.
Dla miejscowej ludności nie miało to większego znaczenia i bez problemu osadnicy przechodzili z jednej części do drugiej, zależnie od tego, gdzie mieli lepsze warunki. W efekcie w leżącej u podnóża Babiej Góry wsi Skawica (dziś część Zawoi) wśród najbogatszych gospodarzy znaleźć można nazwiska orawskie, jak Dercz/Dyrcz, czy Petrak/Pytrak, zaś północna Orawa z czasem się spolonizowała.

Proces ten przyspieszył po I rozbiorze, kiedy południowa część Małopolski dostała się pod panowanie austriackie. Brak granicy państwowej w powiązaniu z różnicami w sposobach gospodarowania nowych właścicieli babiogórskich wsi (dawne królewszczyzny zostały przez Wiedeń wyprzedane zasłużonym dla dworu arystokratom) ułatwił migracje.
W efekcie na początku XX wieku pod Babią Górą i nad Czarną Orawą ludność mówiła głównie po polsku i czuła się Polakami. Jednocześnie Czesi i Słowacy uważający się za spadkobierców Austro-Węgier uważali, że tereny te należą do nich.

5 listopada 1918 w Jabłonce powstała Polska Rada Narodowa, która domagała się przyłączenia Orawy i Babiej Góry do Polski. Zaraz potem polskie oddziały zajęły Górną Orawę. Czechosłowacja skierowała w ten rejon swoje jednostki. W Noc Sylwestrową 1918/1919 delegacje Polski i Czechosłowacji ustaliły tymczasową linię demarkacyjną. Przy Polsce została znaczna część Górnej Orawy, co oczywiście nie podobało się w Pradze. Czesi nie mieli jednak sił, żeby podjąć przeciw Polsce skuteczną akcję zbrojną. Uciekli się zatem do podstępu.

3 stycznia 1919 roku pod Wilnem doszło do pierwszych starć polsko-sowieckich. Obok wciąż trwającej wojny polsko-ukraińskiej i rozwijającego się Powstania Wielkopolskiego pojawił się nowy, znacznie ważniejszy front. Rzeczpospolita potrzebowała broni, a przede wszystkim amunicji. Tę zaproponowały władze Węgier, także widzące wrogów w Czechosłowacji, Ukrainie i Rosji Sowieckiej. Kiedy kontrakt był uzgodniony, francuski podpułkownik Ferdynand Vix, będący z ramienia zwycięskich państw sojuszniczych swego rodzaju „gubernatorem” Węgier, pod naciskiem władz Czechosłowacji uzależnił zgodę na przesłanie amunicji do Polski od wycofania polskich jednostek z Orawy i Spisza. Powoływał się przy tym na nieistniejący rozkaz francuskiego generała Ferdynanda Focha.
Polski premier Jędrzej Moraczewski niechętnie ustąpił i wydał rozkaz odwrotu. Opuszczony przez Wojsko Polskie teren zajęły od razu oddziały czechosłowackie, które przystąpiły do represji wobec ludności polskiej, a szczególnie polskich działaczy narodowych.

Ostatecznie po roku dyplomatycznych podchodów i przepychanek oraz praktycznie bezkrwawych manewrów zbrojnych, po wymuszonym przez aliantów odwołaniu przez rząd Władysława Grabskiego plebiscytów na Śląsku Cieszyńskim, Orawie i Spiszu, 28 lipca 1920 aliancka Rada Ambasadorów dokonała podziału Orawy między Rzeczpospolitą Polską a Czechosłowację.
Polsce przyznano północno-wschodnią część Górnej Orawy (ok. 13–15 wsi, m.in. Jabłonkę, Zubrzyce, Orawkę, Podwilk, Lipnicę Małą, część Lipnicy Wielkiej, Chyżne, Harkabuz itp.). Granica była niekorzystna i nienaturalna. Przecięła nawet zwartą wieś Lipnicę Wielką, której część bliższa Babiej Górze, w tym południowe stoki masywu, przypadła Czechosłowacji. W sierpniu 1920 r. polska administracja objęła przyznane tereny.

Mimo, że w zasadniczej części nowa granica szła po dawnej linii granicznej Królestwa Węgier, Czechosłowacja nie była zadowolona z rozstrzygnięcia aliantów. Polska oczywiście też nie. Ostatecznie oba kraje wróciły do rozmów dwustronnych i 6 maja 1924 rok podpisały tzw. protokoły krakowskie, korygujące przebieg granicy. Do Polski weszła reszta Lipnicy Wielkiej i południowe stoki Babiej Góry, a Czechosłowacja przejęła Głodówkę i Suchą Górę. Odtąd, nie licząc okresu 1938-45, granica polsko-czechosłowacka, a potem polsko-słowacka na Orawie już się nie zmieniła.

Na zdjęciach:
1. widok na Babią Górę z Cyla (Małej Babiej Góry) z zaznaczonymi pięcioma pozostałymi szczytami masywu,
2. widok na Babią Górę z Rycerzowej,
3. herb węgierskiego komitatu Arva,
4. orawska wieś w Parku Etnograficznym w Zubrzycy Górnej,
5. rozkład narodowościowy na terenie Orawy według pisma "Ziemia" z 1931 roku.

******************************************

Wyprawę Pawła Mołodeckiego można śledzić tutaj:
https://poltrax.live/samotny-wilk
oraz na jego profilu na facebooku Granica Wytrzymałości i Życie

Podajemy również link do zbiórki na rzecz Marcelinki:
https://www.siepomaga.pl/granica-wytrzymalosci-i-zycie




Paweł Mołodecki „Samotny Wilk” już szesnaście dni wędruje po górach wzdłuż południowej granicy Polski, zbierając na reha...
19/08/2026

Paweł Mołodecki „Samotny Wilk” już szesnaście dni wędruje po górach wzdłuż południowej granicy Polski, zbierając na rehabilitację Marcelinki.
Minął Śląsk Cieszyński z jego skomplikowaną i krwawą historią (o konflikcie granicznym między Polską a Czechosłowacją już pisaliśmy, ale też wspomnimy przy następnej okazji) i doszedł do Trójstyku granic Polski, Czech i Słowacji w Jaworzynce.
Właśnie tu, po stronie czeskiej leży miasteczko Jabłonkowo, w 1939 roku znajdujące się w granicach Rzeczypospolitej Polskiej, gdzie jeszcze przed wybuchem II wojny światowej doszło do poważnego starcia między Polakami a Niemcami.

********************************************************************************

Kiedy 28 kwietnia 1939 roku III Rzesza zerwała polsko-niemiecki układ o nieagresji, na granicy obu państw trwała już mała, jak byśmy dziś powiedzieli, wojna hybrydowa. Na długo przed otwartą agresją, pozorując wciąż rozmowy pokojowe, Niemcy rozpoczęły działania przeciw Polsce, aktywizując dywersantów. Rekrutowali się oni zarówno spośród mieszkających na terenie naszego kraju osób narodowości niemieckiej, jak i byli przysyłani nielegalnie z Niemiec. Do walki z próbującymi przekroczyć granicę emisariuszami niemieckich służb specjalnych przystąpili między innymi funkcjonariusze Straży Granicznej.

Cicha mobilizacja Straży Granicznej nastąpiła natychmiast, gdy oczywiste się stało, że Niemcom nie chodzi o spełnienie żądań, tylko o znalezienie pretekstu do zaognienia relacji z Polską i wywołania konfliktu. Już 1 marca na stanowisko Komendanta Głównego SG powołany został oficer regularnego wojska gen. bryg. Walerian Czuma. 21 marca na granicy polsko-niemieckiej zmobilizowane zostały cztery dywizje Wojska Polskiego, zaś 17 kwietnia uruchomiona została tajna pierwsza faza mobilizacji. W ścisłej tajemnicy w ciągu 36 godzin wybrani mężczyźni narodowości polskiej zostali wezwani do komisariatów Straży Granicznej, gdzie otrzymali mundur i wyposażenie, wchodząc w skład plutonów wzmocnienia SG. Dawało to kilkukrotne zwiększenie obsady liniowych jednostek SG.

26 sierpnia 1939 roku w Mostach koło Jabłonkowa taki oddział Straży Granicznej wspólnie z plutonem saperów z 21. Batalionu Saperów oraz drużyną piechoty z 4. Pułku Strzelców Podhalańskich zmierzył się z niemiecką grupą dywersyjną, której zadaniem było utorowanie drogi do Polski regularnym oddziałom Wehrmachtu…
Zaraz…

26 sierpnia 1939 roku? Przecież wojna wybuchła prawie tydzień później…
Tak, pierwotny plan niemiecki przewidywał atak na Polskę w nocy z 25 na 26 sierpnia 1939 roku. Rozkazy zostały wydane, a niemieckie jednostki zajęły na pozycje wyjściowe do natarcia.
Jednak wieczorem 25 sierpnia Polska i Wielka Brytania podpisały umowę o wzajemnej pomocy. To spowodowało cofnięcie niemieckich rozkazów i przełożenie terminu ataku.

Rozkaz odwołujący nie wszędzie jednak dotarł i pojedyncze grupy dywersyjne podjęły działanie.
Do nich należał trzydziestoosobowy oddział oficera Abwehry (niemieckiego wywiadu wojskowego), porucznika Hansa-Albrechta Herznera. W jego skład wchodzili przedstawiciele mniejszości niemieckiej, mieszkający po polskiej i czeskiej stronie - fanatyczni i zdeklarowani zwolennicy narodowego socjalizmu. Ich celem było opanowanie stacji w Mostach i znajdujących się obok dwóch liczących po 300 metrów tuneli pod Przełęczą Jabłonkowską. Mieli je zająć tak, żeby biegnąca tędy linia kolejowa nie została uszkodzona. Gdyby im się udało, Wehrmacht po ataku na Polskę mógłby swobodnie dostarczać pociągami zaopatrzenie i uzupełnienia swoim wojskom.

Polskie dowództwo oczywiście doskonale rozumiało strategiczne znaczenie linii kolejowej, stacji i tuneli. Za ochronę tych obiektów odpowiadali saperzy, załoga placówki Straży Granicznej wraz z plutonem wzmocnienia SG oraz kilkunastoosobowa drużyna „podhalańczyków”. Na wszelki wypadek saperzy dowodzeni przez specjalnie w tym celu zmobilizowanego inżyniera górnika por. Witolda Pirszela zaminowali tunel. Ładunki były uzbrajane każdego wieczora po przejechaniu ostatniego pociągu i rozbrajane rano zanim nadjechał pierwszy skład tego dnia.

Niemieccy dywersanci podeszli do stacji w Mostach przez góry i między 3.00 a 4.00 nad ranem 26 sierpnia ostrzelali stację kolejową oraz dom kierownika polskiej szkoły, w którym kwaterowali saperzy. Następnie przeprowadzili atak na stację, którą prawie całą opanowali, bo w zasadzie samych budynków nikt z polskiej strony nie bronił – ważne były tunele, bez których opanowanie stacji nic nie dawało. Gdy Niemcy podjęli próbę ataku na tunele, zostali odparci przez zaalarmowane strzałami polskie jednostki.

Upojeni sukcesem dywersanci nie przeszukali zdobytego łatwo obiektu, tymczasem z centrali telefonicznej, ukrytej w piwnicy stacji, telefonistka zadzwoniła do dowództwa 21 Dywizji Piechoty Górskiej, ogłaszając alarm.
Niemcy po fiasku ataku na tunel poczekali do rana na regularne oddziały niemieckie, które… nie nadeszły. Zaniepokojeni skontaktowali się ze swoimi przełożonymi, od których dowiedzieli się, że cała ich nieudolnie przeprowadzona akcja kompletnie nie miała sensu. Wobec tego odmaszerowali w góry. Kilku jednak zostało złapanych przez Polaków.

Dowódca 21 Dywizji Piechoty Górskiej gen. bryg. Józef Kustroń zażądał od Niemców wyjaśnień. Na spotkanie z nim przysłano kapitana Heinricha Kreislera, który próbował zrzucać winę na samowolnie działający oddział Grenzschutzu (niemieckiej formacji ochrony granic). Polski generał urażony, że rozmawia z nim oficer niższej rangi podkreślił, że incydent mógł mieć nieprzewidywalne konsekwencje, gdyż podległych mu żołnierzy „z trudem udało się powstrzymać przed atakiem na pozycje niemieckie”. Ostatecznie dowódca rozlokowanej tu niemieckiej 7 Dywizji Piechoty generał major Eugen Ott przeprosił Polaków za „incydent, spowodowany przez niepoczytalnego osobnika”.

W niemieckich dokumentach całą sprawę dokładnie wyczyszczono.
1 września w obliczu niemieckiego ataku tunele na Przełęczy Jabłonkowskiej zostały wysadzone, co uniemożliwiło Niemcom wykorzystanie linii kolejowej do zaopatrywania swoich wojsk. Eksplozja 20 ton materiałów wybuchowych uszkodziła także biegnącą nad nim drogę. Pełny ruch pociągów został przywrócony dopiero w 1941 roku.

Generał Kustroń dowodził 21 Dywizją Piechoty Górskiej aż do swojej śmierci. Poległ 16 września 1939 roku pod Ułazowem podczas próby przebicia się z niemieckiego okrążenia. Pogrzeb generała na miejscowym cmentarzu zorganizowali Niemcy, a uczestniczyła w nich asysta honorowa Wehrmachtu, która oddała salwę honorową. Był pierwszym polskim generałem poległym podczas II wojny światowej.

Inżynier górnik Witold Pirszel przeżył wojnę, choć rodzina była represjonowana za odmowę przyznania się do niemieckiego narodu (pierwotnie ich nazwisko brzmiało Pürschel). Zmarł po wojnie. Przebieg wydarzeń na Przełęczy Jabłonkowskiej znamy między innymi z jego relacji, którą opublikował w 1968 roku.

Generał Ott i jego 7 Dywizja Piechoty tydzień później pod Węgierską Górką musieli zmierzyć się z oddziałami Brygady Górskiej KOP, całkowicie się przy tym kompromitując.

Porucznik Herzner, dowodzący napaścią, jako jeden z pierwszych oficerów Wehrmachtu w II wojnie światowej otrzymał Żelazny Krzyż. Potem dowodził niesławnym niemiecko-ukraińskim batalionem „Nachtigal”, zamieszanym w zbrodnie przeciw ludności żydowskiej na Ukrainie.
Losy pozostałych uczestników wydarzeń nie są znane.

Na zdjęciach:
Bojówka porucznika Herznera przed atakiem na Przełęcz Jabłonkowską.
Budynek stacji w Mostach.

****************************************************************************
Wyprawę Pawła Mołodeckiego można śledzić tutaj:
https://poltrax.live/samotny-wilk
oraz na jego profilu na facebooku Granica Wytrzymałości i Życie

Podajemy również link do zbiórki na rzecz Marcelinki:
https://www.siepomaga.pl/granica-wytrzymalosci-i-zycie




Jeszcze trwała Bitwa Warszawska, jeszcze oddziały WP goniły spod Warszawy wojska bolszewickie, a na drugim końcu ziem po...
19/08/2026

Jeszcze trwała Bitwa Warszawska, jeszcze oddziały WP goniły spod Warszawy wojska bolszewickie, a na drugim końcu ziem polskich zaczynała się już następna walka o polskość.

Mowa oczywiście o II Powstaniu Sląskim. Wybuchło ono w noc z 19 na 20 sierpnia 1920 roku. Było odpowiedzią na niemiecki terror wobec Polaków na Śląsku, na który nie zważała niemiecka policja. Dlatego jednym z głównych postulatów powstańców było usunięcie niemieckich funkcjonariuszy z Górnego Śląska. Walki trwały do 26 sierpnia 1920 roku. Objęły one większość Górnego Śląska, z tym, że powstańcy nie atakowali dużych miast, w których stacjonowały wojska alianckie. Władze Rzeczpospolitej nie mogły pomóc, gdyż wszystkie siły były wtedy skierowane na odpieranie bolszewickiego ataku. Mimo to II Powstanie Śląskie zakończyło się sukcesem, gdyż 24 sierpnia 1920 roku Międzysojusznicza Komisja Rządząca i Plebiscytowa na Górnym Śląsku nakazała rozwiązać niemiecką Sicherheitspolizei, czyli niemiecka policję. Natomiast powołano Abstimmungspolizei – Apo, czyli „Policję Plebiscytową” (składającą się po połowie z Polaków i Niemców). Obiecano też ukaranie sprawców napadów antypolskich.

Nie zdecydowano wtedy jednak o przynależności tych ziem. O to miała się jeszcze toczyć walka
Zdjęcia Domena Publiczna.

Paweł Mołodecki „Samotny Wilk” nadal wędruje po górach wzdłuż południowej granicy Polski, zbierając na rehabilitację Mar...
18/08/2026

Paweł Mołodecki „Samotny Wilk” nadal wędruje po górach wzdłuż południowej granicy Polski, zbierając na rehabilitację Marcelinki.
************************************************
Już jutro (w środę) o 8.25 rano w Pytanie na śniadanie będziecie mogli zobaczyć rozmowę dziennikarzy z Pawłem Mołodeckim.
Zapraszamy przed telewizory.

************************************************
Wyprawę Pawła Mołodeckiego można śledzić tutaj:
https://poltrax.live/samotny-wilk
oraz na jego profilu na facebooku Granica Wytrzymałości i Życie
Podajemy również link do zbiórki na rzecz Marcelinki:
https://www.siepomaga.pl/granica-wytrzymalosci-i-zycie




15 sierpnia 1920 roku - wielkie polskie zwycięstwo. Jednak nie przyszło ono łatwo. Bitwa warszawska trwała od 13 do 25 s...
15/08/2026

15 sierpnia 1920 roku - wielkie polskie zwycięstwo.

Jednak nie przyszło ono łatwo. Bitwa warszawska trwała od 13 do 25 sierpnia 1920 roku.

Na przedpolach Warszawy oraz północnym Mazowszu bronił się polski Front Północny gen. Józefa Hallera, składający się z 5 Armii gen. Władysława Sikorskiego, 1 Armii gen. Franciszka Latinika, która miała bronić samej Warszawy, oraz 2 Armii generała Bolesława Roji . Naprzeciw nacierał znacznie silniejszy przeciwnik: bolszewicki Front Zachodni marszałka Michaiła Tuchaczewskiego. W skład tego Frontu wchodziło 4 armie oraz Grupa Mozyrska. Właśnie ta ostatnia grupa okazała się "miękkim podbrzuszem" bolszewickich sił. Na razie jednak nacierali oni na całym froncie nie bacząc na straty, mamieni wizją zdobycia Warszawy i dalszego marszu na zachód.

Jednak Polacy mieli już plan powstrzymania i rozbicia atakującego wroga. Józef Piłsudski nakazał skoncentrowanie najlepszych wojsk w ramach Frontu Środkowego pod dowództwem gen. Edwarda Śmigłego-Rydza. Tworzyły go 4 Armia dowodzona bezpośrednio przez Rydza-Śmigłego oraz 3 Armia gen. Zygmunta Zielińskiego. Miały one uderzyć w bok Frontu Zachodniego właśnie tam gdzie była Grupa Mozyrska.

Polski plan powiódł się znakomicie. Front Północny obronił Warszawę, chociaż za cenę wielkich strat. To wtedy poległ m. in. ks. Ignacy Skorupka. Bolszewicy urzeczeni, wizją zdobycia stolicy Polski, tam skoncentrowali większość swych sił, nie zauważając zbierającej się na ich południowym skrzydle, burzy. Przybrała ona formę polskiego kontruderzenia na Grupę Mozyrską, która nie utrzymała swych pozycji i w popłochu wycofała się na wschód. To samo musiały uczynić pozostałe siły Frontu Zachodniego, zagrożone okrążeniem przez zwycięskie wojska Frontu Środkowego. Nie wszystkim się to udało. Wielu z najeźdźców zginęło lub dostało się do niewoli. Wielu zostało internowanych w Prusach Wschodnich. Tylko nieliczne oddziały bolszewickie zdołały się wycofać, a zagrożenie od Warszawy zostało definitywnie odsunięte.

Tak wyglądał, bardzo pokrótce, Cud na Wisłą od strony wojskowej. Był on wynikiem wysiłku całego społeczeństwa polskiego. Pamiętajmy o tym świętując jedno z największych zwycięstw polskiego oręża.
Zdjęcia z Domeny Publicznej.

Czy wiecie kto ochraniał granicę w latach wojny polsko-bolszewickiej?Formalnie formacją graniczną byli w tym czasie Strz...
14/08/2026

Czy wiecie kto ochraniał granicę w latach wojny polsko-bolszewickiej?

Formalnie formacją graniczną byli w tym czasie Strzelcy Graniczni. Zastąpili oni Wojskową Straż Graniczną od dnia 5 marca 1920 roku. Strzelcy Graniczni podlegali Dowództwu Strzelców Granicznych i byli zorganizowani podobnie jak kawaleria. Ich dowódca został płk Bronisław Zaniewski. Strzelcy graniczni mieli za zadanie ochronę granicy państwa przed nielegalnym wywozem i przywozem towarów. W warunkach toczonych bojów było to zadanie ważne i trudne do wykonania. Strzelcy Graniczni pojawili się na tych granicach, gdzie nie toczyły się walki, czyli głównie na zachodnich krańcach kraju.

Jednak trudna sytuacja na froncie spowodowała przesunięcie większości jednostek Strzelców Granicznych na front. Wiele z tych jednostek już nie wróciło na granicę.

Czy zatem linia granicy pozostała niestrzeżona? Nie. Polskie władze, mimo skoncentrowania się na odpieraniu nawały bolszewickiej, myślały nadal o zabezpieczeniu granic. Musiano ochronę granic improwizować jeszcze bardziej niż dotychczas. Skierowano do służby na granicy dopiero co tworzona bataliony wartownicze, policję, organizacje paramilitarne czy harcerzy. Starano się zatem ochraniać granicę wszelkimi dostępnymi siłami, środkami i metodami. Czy była to skuteczna ochrona? Niestety taka improwizacja zawsze niesie ze sobą niedoróbki. Zmniejszenie stanów osobowych Strzelców Granicznych na granicy spowodowało rozwinięcie się przemytnictwa na zachodzie do niespotykanych rozmiarów. Przydzieleni doraźnie do ochrony granicy harcerze, policjanci czy żołnierze batalionów wartowniczych, mimo poświęcenia i bezinteresownego wysiłku włożonego w służbę w ochronie granic, mogli tylko w części sprostać powierzonym im zadaniom.

Dlatego, po zakończeniu działań wojennych, przystąpiono do kolejnej reorganizacji sytemu ochrony granic, ale o tym .... napiszemy następnym razem.

Paweł Mołodecki „Samotny Wilk” nadal wędruje po górach wzdłuż południowej granicy Polski, zbierając na rehabilitację Mar...
11/08/2026

Paweł Mołodecki „Samotny Wilk” nadal wędruje po górach wzdłuż południowej granicy Polski, zbierając na rehabilitację Marcelinki. Aktualnie znajduje się w rejonie Kotliny Kłodzkiej.
********************************************************************************
Czy wiecie, że w tym miejscu w roku 1945 o mały włos nie wybuchła wojna polsko-czechosłowacka?

Nieporozumienia między Polską a Czechosłowacja nie były żadną nowością i ciągnęły się od roku 1918. Wydawało się, że po straszliwej wojnie, która dopiero co się skończyła, państwa nie będą miały chęci na następny konflikt. Na południowej granicy Polski było jednak inaczej. Najbardziej paląca sytuacja wytworzyła się na Zaolziu, gdzie obie strony uważały, że należy ono do nich. Nastąpiła nawet koncentracja wojsk polskich w rejonie Cieszyna. Czesi jednak postanowili zadziałać bardziej zdecydowanie w rejonie Kotliny Kłodzkiej, na której bardzo im zależało. Domagano się przyłączenia miast takich jak Racibórz, Koźle, Głogówek, Głubczyce, Prudnik, Głuchołazy, Nysa, Otmuchów, Paczków i Kłodzko, a więc terenów przede wszystkim na lewym brzegu Odry i na południe od Nysy Kłodzkiej.
Powoływano się przy tym na związki tych terenów z Koroną Czeską, zwłaszcza w wypadku Kotliny Kłodzkiej, która jako hrabstwo kłodzkie należała od średniowiecza do Czech, a której związki z Polską były wątłe i sięgały co najwyżej ekspansji Bolesława Chrobrego.

Kryzys rozwinął się od przepychanek dyplomatycznych do realnych działań wojskowych. W Chałupkach na południu powiatu raciborskiego oddział czechosłowacki, złożony z piechoty i czołgów, zajął stację kolejową, rozbroił i aresztował kolejarzy, zdarł polskie flagi i emblematy, a Polakom mieszkającym na tych terenach dał dwie godziny na spakowanie się i odstawił ich za Odrę. W kolejnych dniach oddziały wojskowe zajęły kilka kolejnych wiosek polskich, wywieszając w nich flagi czechosłowackie.

Strona polska zareagowała bardzo stanowczo. 12 czerwca 1945 roku wystosowano notę protestacyjną do czechosłowackiego poselstwa. Dzień później, 13 czerwca, wiceminister spraw zagranicznych Vladimír Clementis w wywiadzie radiowym przedstawił roszczenia czechosłowackie do terenów pogranicznych na Śląsku niemieckim.
Równocześnie, ówczesny polski minister obrony narodowej marszałek Michał Żymierski, nakazał koncentracje 1 Korpusu Pancernego i 10 Dywizji Piechoty w rejonie granicy z Czechosłowacją. Pod wpływem takiej "perswazji" wojska czechosłowackie wycofały się na dawną linię granicy, ale nie do końca bowiem w samym Kłodzku pojawił się czechosłowacki pociąg pancerny.

Ostatecznie konflikt ten nie przeszedł w fazę wojenną ze względu na interwencję Józefa Stalina, który nakazał wstrzymać działania zbrojne i usiąść do negocjacji. Ostatecznie udało się dogadać i w dniu 10 marca 1947 roku podpisano układ o przyjaźni i wzajemnej pomocy, który uspokoił relacje Warszawy i Pragi.

********************************************************************************
Wyprawę Pawła Mołodeckiego można śledzić tutaj:
https://poltrax.live/samotny-wilk
oraz na jego profilu na facebooku Granica Wytrzymałości i Życie
Podajemy również link do zbiórki na rzecz Marcelinki:
https://www.siepomaga.pl/granica-wytrzymalosci-i-zycie




7 sierpnia 1920 roku Ministerstwo Spraw Wojskowych Rzeczypospolitej Polskiej wydało rozkaz o skierowaniu starszych harce...
07/08/2026

7 sierpnia 1920 roku Ministerstwo Spraw Wojskowych Rzeczypospolitej Polskiej wydało rozkaz o skierowaniu starszych harcerzy, którzy ukończyli przynajmniej 16 lat, do ochrony granicy polsko-niemieckiej.

Lato 1920 roku było jednym z najcięższych egzaminów, przez jakie musiało przejść świeżo odrodzone państwo polskie. Fiasko Wyprawy Kijowskiej, spowodowane brakiem oczekiwanego odzewu ze strony ludności Ukrainy, a następnie sowiecka kontrofensywa przeciw siłom polsko-ukraińskim spowodowały załamanie się frontu i szybki marsz Armii Czerwonej na Warszawę. Wydawało się, że upadek Rzeczypospolitej jest przesądzony, a w Moskwie wydawano już rozkazy, żeby kontynuować natarcie aż do Berlina.

Biedna i wciąż słaba Rzeczpospolita mobilizowała wszystkie siły, żeby zatrzymać nieuchronny – jak się wydawało – upadek. Na front zostały skierowane ostatnie rezerwy, w tym jednostki złożone z policjantów, straży kolejowej, a także Strzelców Granicznych. Do wojska zgłaszali się masowo ochotnicy, w tym harcerze, z których część wzięła udział w obronie Warszawy między innymi w składzie 236 Ochotniczego Pułku Piechoty. Młodzież, wychowana w patriotycznej legendzie powstań i Legionów Polskich, uciekała spod opieki dorosłych na front, żeby zrealizować swoje marzenia o walce za Ojczyznę.
W efekcie z jednej strony powstała potrzeba zastąpienia kimś formacji granicznych, wycofanych z normalnych zadań i skierowanych jako jednostki wojskowe na front. Z drugiej strony coś trzeba było zrobić z patriotycznie i bojowo nastawioną młodzieżą, która do walki nie nadawała się ze względu na wiek lub stan zdrowia.
W tej sytuacji Naczelnictwo ZHP zwróciło się do władz wojskowych z pomysłem wykorzystania do ochrony granicy polsko-niemieckiej i linii kolejowych harcerzy, którzy ukończyli 16 rok życia i przez komisje wojskowe zostali zakwalifikowani do kategorii zdrowotnych B1 i B2 (zdolny w czasie wojny do służby pomocniczej).

7 sierpnia 1920 roku wiceminister spraw wojskowych generał Kazimierz Sosnkowski wydał rozkaz przewidujący, że ZHP ma we własnym zakresie utworzyć zwarte oddziały, które zostaną oddane do dyspozycji Dowództw Okręgów Korpusów (DOK). Oddziały te miały zostać następnie przydzielone jako kompanie harcerskie do batalionów wartowniczych. Kadra wojskowa miała obsadzić jedynie główne stanowiska dowódcze, zaś stanowiska niższych szarż oficerskich oraz podoficerów miała objąć kadra harcerska. Rozkaz przewidywał oczywiście strukturę tych kompanii i ich wyposażenie, choć realizacja tych zapisów nie wyszła tak, jak zakładano.
Przewidywano, że harcerskie jednostki obsadzą całą granicę polsko-niemiecką od Pomorza do trójstyku z Czechosłowacją. Realnie udało się obsadzić siłami niecałych dwóch batalionów (mniej, niż 1000 ludzi) zaledwie 45 kilometrów granicy na odcinku Górnego Śląska.

Ledwie trzymiesięczna historia harcerskiej służby na granicy znakomicie obrazuje drastyczne różnice między potencjałem i możliwościami dwóch dawnych zaborów: rosyjskiego i austriackiego, czyli dawnego Królestwa Polskiego i dawnej Galicji. Różnice wynikające między innymi z faktu, że na terenie Królestwa działania bojowe I wojny światowej trwały znacznie dłużej, niż w innych regionach Polski, a Małopolska Zachodnia praktycznie całkowicie ich uniknęła. Dodatkowo wycofujący się w 1915 roku Rosjanie, a potem niemieckie władze okupacyjne regularnie rabowały ludność Królestwa. Kraków i Małopolska Zachodnia uniknęły tego losu...

Odcinek „królewiacki”, czyli "sosnowiecki" obsadził batalion harcerski wchodzący w skład 11 pułku piechoty wojsk wartowniczych i etapowych stacjonującego w Sosonowcu. Złożony był z prawie 500 harcerzy pochodzących z różnych rejonów Polski, którzy w ośmiu grupach stawili się do służby. Część od razu została wydzielona do wykonywania zadań policyjnych w mieście, a reszta rozdysponowana na liczącym 30 kilometrów odcinku wzdłuż Przemszy i Brynicy od Trójkąta Trzech Cesarzy (czyli dawnego trójstyku granic Rosji, Niemiec i Austro-Węgier) do Wymysłowa na północ od Bytomia. Zakwaterowani zostali w ośmiu „strażnicach”, pozwalających na stały nadzór nad całą linią granicy. Służbę pełnili na dwuosobowych stałych posterunkach, z których każdy ochraniał jeden kilometr granicy. W ciągu doby harcerze wychodzili dwa razy na czterogodzinne zmiany.

Taki system, brak ruchomych patroli, brak drugiej i trzeciej linii, powodowały, że harcerze z batalionu „sosnowieckiego” byli przeciążeni służbą, nie mając czasu na żadne inne zajęcia i formy aktywności. W dodatku wszelkie czynności, w tym przygotowywanie posiłków, rąbanie drewna do kuchni itp., także spoczęło na ich barkach, niezależnie od pełnionej służby granicznej.
Co gorsza wielu z nich nie dostało umundurowania (w Dowództwach Okręgów Korpusów odmówiono im tłumacząc to potrzebami frontu), a normą był brak butów i płaszczy, co miało znaczenie szczególnie w okresie jesiennym. Szwankowało zaopatrzenie w żywność. Brakowało też nafty do lamp. O ile koło samego Sosnowca było nieźle, to im dalej od miasta, tym sytuacja była gorsza. Dobowy przydział pół bochenka chleba na osobę nie był rzadkością. Jak w swoim raporcie pisał kpt. Władysław Nekrasz, jednostka, wbrew rozkazowi generała Sosnkowskiego, nie miała nawet swojej służby sanitarnej, zaś dowódca odcinka z ramienia wojska zupełnie się nią nie interesował.

Mimo tak trudnych warunków służby harcerze z batalionu „sosnowieckiego” wykonywali swoje obowiązki solidnie i z bardzo ideowym podejściem. Niedogodności tłumaczyli sobie tym, że bracia, ojcowie i wujowie na froncie mają gorzej, że Polska wciąż jeszcze jest biedna i że trzeba wytrwać, żeby było lepiej.

Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja na odcinku „krakowskim”, czyli na południe od Trójkąta Trzech Cesarzy. Cały piętnastokilometrowy odcinek Przemszy wzdłuż dzisiejszych granic Jaworzna obsadziła stuosobowa kompania harcerzy z Krakowa.

Krakowscy harcerze zorganizowali się do służby granicznej… na początku lipca 1920 roku, czyli na miesiąc przed rozkazem generała Sosnkowskiego! Kiedy rozkaz wyszedł, oni nie tylko byli umundurowani i wyekwipowani przez ludność Krakowa, ale także odpowiednio przeszkoleni. W połowie sierpnia oficjalnie zostali włączeni w skład Wojska Polskiego jako 1 Kompania V Krakowskiego Harcerskiego Batalionu 201 Pułku Ochotniczego Piechoty (Batalion 201/V).
4 września uroczyście zostali pożegnani i z muzyką w defiladzie odprowadzeni na dworzec kolejowy i ruszyli wykonywać swoje zadania w ochronie granicy państwowej.

Kompania działała w oparciu o Jaworzno, co w dużym stopniu rozwiązywało problemy z zaopatrzeniem. Chłopcy rozlokowani byli w trzech strażnicach, spełniających wszelkie standardy. Jednostka wielokrotnie podczas dość krótkiej służby wizytowana była przez Dowództwo Okręgu Korpusu w Krakowie, które nie szczędziło jej pochwał:
"W izbach wzorowy ład. a przy tem wszystko jest nacechowane duchem harcerskim. Na ścianach w pokojach zawieszono tabliczki z tekstem prawa harcerskiego i przyrzeczeniem, w kancelarji zaś portret ś. p. druha Andrzeja Małkowskiego, założyciela Harcerstwa w Polsce. Jest świetlica i bibljoteka, które są miejscem duchowych rozrywek. W chwilach wolnych od służby harcerze zwiedzają kopalnie"
pisał w swoim raporcie kpt. Nekrasz.

Także pełnienie służby granicznej przez „krakusów” było znacznie bardziej profesjonalne, niż ich kolegów z odcinka sosnowieckiego. Oprócz stałych posterunków stosowano skryte obserwacje i zasadzki, nazywane czatami oraz służbę patrolową. Nie zaniedbywano też budowy odpowiednich relacji z ludnością miejscową i pozyskiwania od niej potrzebnych informacji.

Mimo tak różnych warunków obie harcerskie jednostki wykonały postawione przed nimi zadanie i doprowadziły do ograniczenia przemytu na górnośląskim odcinku granicy państwowej. Ideowość, nieprzekupność chłopców stanowiły nieprzebytą barierę dla prób korupcji, a ich młody wiek powodował, że grupy przemytnicze nie odważyły się na żadną próbę zamachu na młodocianych strażników. Przestępcy ograniczali się do ostrzeliwania ich i obrzucania granatami na postrach.

Po bitwie nad Niemnem i zawarciu rozejmu z Rosją Sowiecką od drugiej połowy października 1920 roku ochronę granicy stopniowo przejmowały profesjonalne służby, a harcerzy wycofywano z linii. Najpierw młodzież szkolną. Potem studentów. Wreszcie z początkiem listopada 1920 roku wszystkie oddziały harcerskie zeszły z granicy.

Tekst oparty na publikacji Władysława Nekrasza „Harcerze w bojach w latach 1914-1921. Część druga”. Z tej publikacji pochodzą też zdjęcia. Mapka została opracowana na podstawie informacji z ww. książki.

Adres

Aleja Niepodległości 100
Warsaw
02-514

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 08:15 - 17:00
Wtorek 08:15 - 16:15
Środa 08:15 - 16:15
Czwartek 08:15 - 16:15
Piątek 08:15 - 16:15

Telefon

+48225004981

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Dzieje Granic RP umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Dzieje Granic RP:

Skróty

Udostępnij