21/04/2019
Przełęcz Walimska była wolnym projektem.
Była pomysłem dwojga ludzi, którzy nie byli pierwszymi tutaj, którzy pokochali to miejsce i myśleli że to wystarczy aby powstało coś z niczego.
To miało być miejsce bez polityki, bez żenującego, nadętego lansu, miejsce, gdzie obcych ludzi miała połączyć przez chwilę ucieczka od miejskiego brudu w każdej postaci, gdzie pokolenie smartfonów mogło zobaczyć ognisko lub śnieg, oddychać prawdziwym powietrzem, usłyszeć żywą muzykę.
Nie oczekiwaliśmy wielkich pieniędzy bo i naszą rolą miało być przede wszystkim zachowanie natury , bezpieczeństwo, czystość i porządek.
Pasowało nam, że miejsce, mimo że tak znane i popularne, jest tak niedoceniane przez dysponentów publicznych pieniędzy.
Nie potrzebowaliśmy tej całej przyczepy w postaci działaczy różnej maści, którzy obsiedli szczelnie popularne obiekty turystyczne w regionie i robią wszystko, żeby wyglądało, że to nie potencjał miejsc, które były już przed nimi ale ich działalność tworzy atmosferę wielkiego odkrycia i sukcesu a fejsbuk w ich rękach to jak zapałki u dziecka.
Jedną setną środków, jakie tam przeznacza się na inwestycje, których zasadność i gospodarność rozmywa się w gąszczu grupowej odpowiedzialności, gdzie wszystko robi się doraźnie dla oka a cele mierzy się długością politycznych karier - i w co niestety wierzą i kupują nieuswiadomieni ludzie - my przeznaczylibyśmy na kolejną rzecz dla ludzi, na tablicę i informację, na jeden więcej kosz na śmieci, na stojak dla rowerów, ubikację, na coś potrzebnego.
Ale i tego nie żądaliśmy.
Chcieliśmy jasnych i przejrzystych reguł, chcieliśmy zaistnieć w tych wszystkich szlachetnych celach, jakie widnieją w statutach każdej lokalnej organizacji, samorządach i stowarzyszeniach, które leżą w podstawowych obowiązkach Lasów Państwowych.
Nigdy nie widzieliśmy działaczy, którzy prywatnie ufundowaliby kontener na śmieci, nigdy nie byliśmy świadkami zatrzymania przestępców wyjeżdżających mimo zakazu i technicznych możliwości ujęcia ich, do parku krajobrazowego.
Natomiast byliśmy wielokrotnie odbiorcą skarg na temat zaśmiecenia lasu i niebezpieczeństwa pobytu w nim.
Nie uczestniczyliśmy nigdy w żadnym wielkim sprzątaniu świata raz w roku bo uważaliśmy że dbać o czystość i bezwzględnie ścigać winnych trzeba cały rok.
Pomijaliśmy zażenowanym milczeniem takie akcje, w których istotą nigdy nie były śmieci pozbierane przez dzieciaki ale upublicznione fotografie burmistrzów i leśników, stowarzyszeniowców i miłośników, z których większości te góry nie mają niczego, zajadających kiełbaski na podsumowującym akcję ognisku.
Ktoś mógłby powiedzieć: trzeba było też założyć stowarzyszenie lub fundację!
Owszem, ale nie każdy ma taki charakter aby pozbierać nazwiska kilkunastu cieni, powielić jeszcze jeden statut a potem wycierać tyłkiem krzesła wszelkich instytucji i wazelinować się tak długo aż trafi się pod stół, do resztek z państwowego i unijnego koryta.
Za możliwość utrzymania i rozwinięcia miejsca, za złudzenie, że uśmiech i podziękowania od obcych ludzi to dowód, że robimy coś fajnego i potrzebnego - wydaliśmy bardzo dużo pieniędzy.
Ani jedna złotówka nie pochodziła z dotacji, wsparcia, dofinansowania.
Ani jedna złotówka nie pochodziła z WASZYCH PODATKÓW. To my płaciliśmy na konta ale nie w rajach podatkowych tylko polskich, państwowych instytucji i budżetu.
Płaciliśmy dzierżawy i podatki, wywóz nieczystości wszelkiego rodzaju.
Jest nie do wyliczenia w złotówkach narażanie zdrowia i życia w czasie dziennych i nocnych konfrontacji z wandalami, piratami drogowymi,podpalaczami, złodziejami, biedną i bogatą szumowiną, która nie płacąc za naszą pracę - zwyczajnie nas okradała.
Nie da się wyliczyć w złotówkach ile kosztuje pogarda i wrogość ludzi, którzy mając w perspektywie wydatek śmiesznie małych pieniędzy - wolą człowieka zgnoić, obrazić i okraść. W ciągu tych lat było wiele chwil zwątpienia. Nie przywracała nam wiary żadna instytucja, która od uporządkowania paru patologii po prostu jest ale ludzie, ci normalni, mili i wdzięczni.
Podstawową i główną działalnością mającą finansować w założeniu wszelkie ruchy jakie chcielibyśmy wykonać była usługa płatnego parkingu, teoretycznie niestrzeżonego ale w praktyce dopilnowanego tak, że nigdy nie doszło do żadnego włamania, zniszczenia i kradzieży mienia kogoś kto za tę usługę zapłacił.
Cena za tę usługę miała w 2015 roku wysokość kwoty z lat 90 i zawierała poza parkingiem wszystkie podstawy jakie tylko mogliśmy dać: utylizację śmieci, ogniska i grille, toaletę i bardzo dobrą informację oraz wszelką pomoc w sytuacjach nietypowych.
Nie był to jedyny płatny parking w regionie ale jedyny tak otwarty, gościnny i nastawiony na jak najlepszą ofertę mimo możliwości prawnych i technicznych, które były żadne.
Nigdy nie doprosiliśmy się najbardziej podstawowej informacji drogowej w formie znaków o istnieniu miejsca PRAWNIE PRZEZNACZONEGO DO FUNKCJI JAKĄ PEŁNI, nie zainteresowało nikogo, że w miejscu gdzie z drogą publiczną krzyżuje się nie tylko wyjazd z publicznego obiektu ale także kilka szlaków pieszych i rowerowych oraz bardzo ważna dla gospodarki leśnej droga pod transport ciężki i przeciwpożarowy - teoretycznie można rozwinąć prędkość 90 km /h.
Oczywiście nie do pomyślenia było przez lata zainstalowanie na KILKUDZIESIĘCIU METRACH drogi znaków zakazu postoju mimo, że przy innych parkingach stoją i są oczywiste o wiele bardziej restrykcyjne znaki zakazu zatrzymywania.
Odpowiedź na wniosek wraz z dokumentacją fotograficzną sytuacji wynikających z braku jakichkolwiek reguł obowiązujących na drodze, wydana przez Dolnośląską Służbę Dróg i Kolei to takie kuriozum, które już tylko można załączyć do materiału dowodowego po pierwszej tragedii do jakiej prędzej czy później tutaj dojdzie.
Z naszego punktu widzenia, przez lata przekonywaliśmy DSDiK, sąsiednie gminy oraz Nadleśnictwo Wałbrzych, że sprawa ma wprawdzie wymiar komercyjny ale nie chodzi nam o skasowanie taksy za postój aut z całej Polski i szybkie zarobienie pieniędzy na sankcji bo nie bylibyśmy technicznie w stanie.
Wiedząc, że są ludzie, którzy nie zapłacą nigdzie poza urzędem skarbowym, marketem osiedlowym czy postojem w mieście - czyli tam gdzie muszą bo się boją oraz że mają wpojony zwyczaj żerowania na innych i nie stać ich na samochód, którego częścią utrzymania jest także miejsce postojowe dla niego - nie próbowaliśmy tego zmieniać.
Natomiast chcieliśmy zakończyć skandaliczną sytuację kiedy to pojazdy oszczedzających utrudniały bądź uniemożliwiały wjazd i wyjazd naszym klientom, zawężały jezdnię, poważnie ograniczały widoczność oraz tworzyły fatalny wizerunek prowadzonej przez nas działalności : sugerowały albo wysoką cenę usługi, albo podejrzany status miejsca.
Wiedzieliśmy o tym od kierowców, którzy tylko wskutek ludzkiej skłonności do naśladowania dołączali do parkujących na jezdni, gruntach prywatnych lub leśnych i którzy korzystali z usługi miejsca zaraz po przekonaniu się jak sytuacja wygląda naprawdę i z czego wynika.
Pewnie dla wielu z Państwa, niesiedzących w temacie to wygląda zawile więc dam przykład :
gdybyście wydzierżawili starą ruderę, płacili za to bardzo dużo pieniędzy, na własny koszt stawiali ją na nogi z myślą o np. dobrej restauracji ale musieli ubiegać się o zgodę na każdy ruch w tym celu i kiedy zaczynacie serwować pierwsze zamówienia ktoś buduje obok was wysypisko śmieci, prosektorium lub po prostu państwową jadłodajnię gdzie to samo jest za darmo a Wam zostawia pracę i koszty posprzątania po sobie - i idzie w zaparte, że wszystko jest ok i pilnuje tylko terminów swoich należności - to zrozumielibyście nas.
Stanowisko zarządcy drogi opisałem, stanowisko Nadleśnictwa co do wsparcia wniosku było rzekomą obawą o działanie państwowej organizacji na korzyść podmiotu prywatnego (zgodnie z tą logiką wszystkie starostwa i powiaty w Polsce są skorumpowane przez stacje paliw, restauracje, płatne toalety i płatne atrakcje turystyczne bo znaki o takiej treści widnieją na ich drogach)
nie szło wytłumaczyć Nadleśnictwu, że ta "korupcja" co najwyżej zakończyłaby nasze dokładanie do interesu kosztem siebie i rodziny oraz pracy za granicą, że koniec końców miejsce jest współużytkowane przez wszystkich ale tylko nam pozostają tego koszty i że nie zapominamy, że nie będziemy tu nigdy całkiem u siebie ale poważnie wyręczamy jednak kilka budżetowych jednostek z ich powinności.
Groch o ścianę.
Wiemy, że gdybyśmy byli najpodlejszą i najbiednieszą gminą, związkiem wyznaniowym lub stowarzyszeniem z jakimś ważniakiem jako członkiem to nikt nie gadałby z nami jak z idiotami tylko prostował ścieżki.
Człowiek, który chce poświęcić własny czas czyli w praktyce zdrowie i życie oraz własne pieniądze aby powoli robiły następne i w dodatku robi coś na poły społecznie i z zamilowania jest nikim.
Nie jest partnerem do rozmowy z żadnym decydentem.
Zaznaczam bardzo wyraźnie, że nie przemawia przeze mnie rozgoryczenie i chęć zrzucenia własnych niepowodzeń na innych.
Działalność na Przełęczy w roku 2011 oraz w latach 2014-2018 przyniosły mi ogromne problemy finansowe, nieodwracalne problemy w życiu rodzinnym, stratę zdrowia i czasu oraz wiary w powodzenie w czymkolwiek.
Ugruntowało się też ostatecznie moje przekonanie, że polskie państwo jest wrogiem przedsiębiorczości, która dla mnie ma szerszy wymiar, gdyż zdobywanie środków do życia w dowolny sposób nie zakazany prawem jest wg mnie ważniejszym filarem wolności niż wybór orientacji seksualnej czy możliwość plecienia trzy po trzy na społecznościówkach.
Do napisania tego postu nakłoniła mnie rosnąca liczba polubień strony, która nigdy już nie stanie się taka jaka miała być tzn. opisująca wszystko fajne co udało się dokonać wbrew trudnościom.
Nakłoniła mnie też pamięć fantastycznych ludzi jakich tam poznałem, z którymi rozmawiałem, było ich bardzo, bardzo wielu i wielu już nie pamiętam.
Ale pamiętam że to oni dawali nam siłę i nadzieję, że każdy absurd musi mieć swój kres.
I bardzo im wszystkim dziękuję za to.
Mimo, iż życie pokazało, że absurdem była właśnie nasza działalność tam i każdy wysiłek, wstyd że to za mało oraz ogromny koszt tego wszystkiego.
Fejsbuk nie jest dla mnie jakimś wymiarem moralnym czy intelektualnym. Wręcz uważam, że jest głównie nośnikiem propagandowym i reklamowym i jeśli są tu naprawdę inteligentni ludzie to głównie w celu kontroli tego pandemonium prymitywnego lansu, szerzenia wiedzy przy użyciu byków ortograficznych w co drugim zdaniu i innych absurdów.
Mimo to chciałbym się zwrócić do tej mniejszości z klasą :
nie nabierajcie się na propagandę sukcesu także w sferze turystyki, kultury i ekologii.
Dopóki nie poznacie kosztów - nie możecie brać na wiarę, że coś tam jest wielkim sukcesem.
To żadna sztuka obsiąść najbardziej kasowe i dawno rozbujane biznesy, mieć konstytucyjne błogosławieństwo na dossanie się do unijnego cycka oraz najlepszą obsługę prawną na koszt podatnika, żeby najbardziej idiotyczny pomysł i pieniądze wywalone w błoto miało podkładkę.
Zostaje wtedy już tylko rozpaczliwe czepianie się efektów cudzego wysiłku i udowadnianie, że się jest nie wiedzieć jak niezbędnym.
Ale koniec końców podstawą wszystkiego jest ten chłop i baba: on sobie nie kupi butów a ona nie pójdzie do fryzjera - bo wymyślili sobie, że warto próbować żyć jak się chce i trzeba za to płacić. Żaden prezydent, burmistrz, wójt, radny, przewodniczący czy dyrektor nie zaryzykuje za nich, nie ureguluje kosztów ich ryzyka, nie zrozumie ich celów i nie posiądzie ich wyobraźni.
O sukcesie będę mówił wtedy kiedy zobaczę, że ta cała banda już rozumie że powinna na rękach nosić każdego kto nie uciekł stąd gdzie pieprz rośnie i jeszcze chce coś samodzielnie zrobić.
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie!