Gąbin Gummin Treptow Rega Kreis Greifenberg

Gąbin Gummin Treptow Rega Kreis Greifenberg Historia, atrakcje, wydarzenia

Przedwojenny Gąbin w kolorze.
06/04/2026

Przedwojenny Gąbin w kolorze.

Wspomnienia z 1945 rokuBiblia pisze w Ewangelii Marka: „Módlcie się, żeby ucieczka wasza nie wypadła w zimie” Biada zaś ...
08/02/2026

Wspomnienia z 1945 roku
Biblia pisze w Ewangelii Marka:
„Módlcie się, żeby ucieczka wasza nie wypadła w zimie”
Biada zaś kobietom brzemiennym i niemowlętom w tym czasie. Zima 1945 roku była surowa; w lutym i marcu szalały zamiecie, drogi były śliskie i często trudne do przebycia dla koni i ludzi. Okupacja wsi przebiegała mniej więcej według tego samego schematu. Różnice wynikały z dyscypliny poszczególnych oddziałów, a przede wszystkim ze stopnia pijaństwa żołnierzy. Z nielicznymi wyjątkami, radzieccy żołnierze i oficerowie starali się jak najlepiej odpowiedzieć na wezwanie Stalina. Trafny opis tego okresu dostarcza relacja Ilse Zühlsdorff z domu Henke z Gummin, początek marca 1945 roku Tabory z Prus Wschodnich i Zachodnich toczyły się po naszych drogach. Ludzie, konie i wozy były wyczerpane zimnem i ostrzałem. Wieczorem 3 marca mój mąż przyjechał ze znacznym opóźnieniem, około godziny 17:00, ostatnim pociągiem ze Szczecina. Rosyjskie myśliwce kilkakrotnie ostrzeliwały pociąg w trakcie jego podróży. Podróż i pasażerowie musieli szukać schronienia w rowie kolejowym lub w budynkach. Pociąg zatrzymał się na krótko na stacji w Gummin i kontynuował jazdę w kierunku Kołobrzegu. Nikt nie wrócił. Straszna noc z głuchym grzmotem i krwistoczerwonym niebem na południowym wschodzie zwiastowała to, co miało nadejść. Wczesnym rankiem do wioski, która, jak donoszono, „ścigała się ze śmiercią”, dotarł duży konwój towarów. Ludzie chcieli jedzenia i szybkiego wyjazdu, ale nikt nie mógł uciec. O 8 rano lokalny przywódca rolników wydał nakaz ewakuacji. Za późno! Drogi były beznadziejnie zatłoczone. O 11 rano ogłoszono, że na stacji pojawi się pociąg towarowy z uchodźcami i żołnierzami. Niektórzy z nas poszli z nim, w tym mój mąż, nasze dziecko i ja, i po południu powoli pojechaliśmy w kierunku Treptow. W pobliżu śluzy pułkowej pociąg został ostrzelany przez rosyjskie czołgi, które właśnie przejechały przez Gumminshof i zatrzymał się. Wybuchła panika. Niektórzy uchodźcy rzucili… Wpadając do głębokiego rowu kolejowego, kilku próbowało uciec na zachód przez most kolejowy, ale wielu, w desperacji, skoczyło do rzeki Regi lub pobliskiego stawu przeciwpożarowego, trzymając swoje dzieci. Żołnierze zostali zastrzeleni na naszych oczach. Pozostali uciekinierzy z rowu zostali zamknięci w dwóch domach w osadzie, pilnowani przez wartownika, ale najpierw ograbiono ich ze wszystkich kosztowności. Czołgi oddały kilka strzałów w kierunku Treptow, po czym sytuacja stopniowo się uspokoiła. Wartownik później odszedł, a o zmierzchu, wraz z mężem, skradaliśmy się do domu z naszym dwuletnim dzieckiem, robiąc szeroki objazd wokół Gumminshof. Wieś była upiornie cicha i czarna jak smoła. We wtorek, 6 marca, do wioski przybyli pierwsi Rosjanie. Rozpoczęła się okupacja ze wszystkimi jej okropnościami. W polowaniu na kobiety i kosztowności nie oszczędzono żadnej piwnicy ani strychu, ani żadnego wozu konnego. Pierwsze zebrano dobre konie i wozy, ponieważ Gumminshof był rosyjskim posterunkiem dowodzenia. W Na naszym podwórku wagony do karawany były ustawione w szeregu, a większość rodzin spała w ciepłej oborze. Na farmie było nas około 40 osób. Nie było żadnego braterstwa między Rosjanami a około 25 siedmiogrodzkimi więźniami we wsi – byli tam już od ponad trzech i pół roku. Byli bardzo przygnębieni. Po dobrym tygodniu pożegnali się i opuścili wieś ze swoją flagą i rosyjską eskortą, podobnie jak około 40 Francuzów z dużej karawany. O ile wiadomo, zostali wysłani za linię frontu, a następnie skierowani do prac porządkowych w Rosji. Polki, które początkowo zachowywały się, jakby były właścicielkami domu, miały podobne doświadczenia. Późnym popołudniem 17 marca nadszedł rozkaz: ewakuacja z powodu przesuwania się linii frontu, wszystkie zwierzęta gospodarskie wynieść! Pospiesznie zgromadzono i załadowano najpotrzebniejsze rzeczy. Kilka starych koni wciąż było w stajniach. Na ulicy we wsi stał długi pochód z wozami, furmankami i rowerami, z matkami i dziećmi, ze starcami i ich dobytkiem na plecach. Zapadła ciemność! Powoli posuwali się na wschód wiejską drogą przez Schnurrberg. Była ona jednak całkowicie nasiąknięta wodą od deszczu i śniegu. Wozy, zwłaszcza te z ciężkiej, długiej kolumny, grzęzły nawet na sąsiednim polu. Co 20 metrów Rosjanie zatrzymywali się, ciągnąc kobiety. Płonęły wielkie latarki, matki i dzieci jęczały, rozlegały się strzały. To była straszna noc. Ciała kobiet leżały tam przez ponad 10 dni. Po północy przejechaliśmy przez Lewetzow, opustoszałe i puste, a potem do Darsow, 7 km w 7 godzin. Wszyscy stłoczyli się w pokoju i położyli na podłodze. Następnego ranka wysiedlenie kontynuowano do Dargislaff. Wszyscy musieli zostawić konie i wozy w dworze. Wielu, wielu było już tam, w strzępach. Zebrali swoje rzeczy i wszyscy ruszyli na wschód długą karawaną pod czujnym okiem Rosjan. Ciągle wyciągali mężczyzn i rosłych chłopców, żeby zaganiali bydło. Bydło było wszędzie wzdłuż dróg i na polach. Wielkie byki przelatywały obok nas, te naprawdę ciężkie stały po brzuchy w rowach. Młode cielęta stały becząc przy drogach, świeżo karmiące krowy z pełnymi wymionami padły. Podróżowaliśmy drogą grozy. Dotarliśmy przez Sternin do Roman, niektórzy dotarli aż do Stolzenberg. Wsie wydawały się puste. Strach ogarnął każdego z nas: Czy będziemy musieli jechać do Rosji? Wszyscy mężczyźni w wieku od 13 do 60 lat, w tym mój mąż, a także kilka dziewcząt, zostali „oddzieleni”, podobnie jak wołyńscy Niemcy i Ukraińcy. Rosjanie nie mieli żadnego pożytku z pozostałych starców, matek i dzieci. Bardzo starzy i niemowlęta umierali po drodze. Stopniowo robiło się wokół nas ciszej. Uczestnicy wyprawy chcieli wracać na wschód do domu, a my po kilku dniach ostrożnie wracaliśmy małymi grupkami wiejskimi drogami. W ciemnościach skradaliśmy się do Gummin: Co zastaniemy po prawie dwóch tygodniach? Wszędzie panowała cisza, wszystkie drzwi były otwarte, nie było żadnych zwierząt poza kurami. To, czego Rosjanie nie mogli wykorzystać, Polacy wynieśli z szaf i skrzyń. Duży tabor obok stał w strzępach, srebra, książki, obrazy i sprzęt fotograficzny wdeptane w ziemię. Ileż cennych rzeczy zostało wszędzie zniszczonych! Niemcy ukryli się, żeby nie zwracać na siebie uwagi. Dopiero bardzo wcześnie rano wyszli i zaczęli szukać pozostałych rzeczy. Zapasów żywności. Wieś stopniowo się zapełniała. Około 1 maja do wsi przybył duży oddział z w pełni załadowaną bronią i rozbił kwatery, częściowo w lesie. 8 maja, w dniu zakończenia wojny, rozpoczęła się wielka uroczystość, również z udziałem kilku budzących strach Rosjanek. Następnie oddział ten rozpoczął odwrót, machając czerwonymi flagami wyciętymi z pierzyn w domach. Posterunek dowodzenia w Gumminshof pozostał. Rosjanie codziennie zbierali siano i owies. Kobiety musiały je ładować, więc nawet najtrudniejsze kryjówki często okazywały się bezużyteczne. Tymczasem Rosjanie przeczesywali całą wioskę i strzelali na oślep. Dwóch mężczyzn straciło życie. Mieszkańcy wioski żyli więc w strachu i przerażeniu, nawet w nocy. Ale my, Niemcy, też musieliśmy żyć! Ci, którzy mogli, zdobyli zabłąkaną krowę. Znaleziono zakopane puszki z mięsem, a później, z wielkim trudem, mąkę do wypieku chleba pozyskano od Gansewendta w Treptow. Po wojnie, przybycie P***ków. 20 maja, w Zielone Świątki, do wsi przybyło kilka wozów. Na bramach wypisano kilka słów, aby dać znać właścicielom, że są teraz nowymi właścicielami. Utworzyli w szkole stanowisko dowodzenia. Później sprowadzili swoje rodziny. Polacy kontrolowali teraz całą wieś, żądając i wydając rozkazy, a wręcz nękając Niemców w nikczemny sposób. Między P***kami a Rosjanami panowała otwarta rywalizacja; każdy potrzebował pracowników. Niemcy sortowali ziemniaki i sadzili je łopatami. Zasiano kilka letnich łąk. Zrobili to samo i uważali tę polską gospodarkę za tymczasową. Co my wiedzieliśmy? Od 4 marca nie było prądu, gazet ani poczty! 5 lipca o godzinie 4:00 rano dwóch lub trzech P***ków wtargnęło z wielką siłą do każdego domu.
Okrzyki: Wynocha, wynocha! Na drogę, daleko za „Odrą”! Zawsze byliśmy przygotowani na niespodzianki i zebraliśmy kilka rzeczy; szafki i tak były już puste. Chwyciliśmy chleb i coś do smarowania, wszystko pod chciwym okiem P***ków, którzy liczyli na znalezienie czegoś cennego. Wielu dostało szpicrutą, jak nasza matka, gdy próbowała zdobyć kurtkę dla ojca. Naszej sąsiadce Polacy zabronili nawet chleba i smarowania go. Potem przyjechała z nami pustym wozem z dwójką dzieci, które były skąpo ubrane w letnie ubrania. Trzy tygodnie później zmarła na tyfus. Początkowo myśleliśmy tylko o tymczasowym wysiedleniu, być może do pracy gdzie indziej, aby P***k mógł łatwiej zająć swoje rzeczy. Musieliśmy szybko ustawić się w kolejce na drodze. Kilku brakowało, którzy mieli tam zostać do pracy. Z milicją konną po obu stronach maszerowaliśmy wczesnym rankiem przez Gumminshof i Treptow w kierunku Zaplin. Najgorszy tłum szalał po drodze. Wszystko, co im się podobało w butach, czy cokolwiek innego, należało wymienić. Pałki gumowe i szpicruty były zawsze pod ręką. Każdy, kto nie nadążał, był rozstrzeliwany. Tak stało się ze starszym mężczyzną ze Szczecina, który został ewakuowany w Gummin i szedł daleko z tyłu. Widziałam to, ponieważ ja, będąc w zaawansowanej ciąży, również ledwo nadążałam. Strzały rozbrzmiewały nieustannie, nawet w latarniach. W Zirkwitz zamknięto nas w chlewiku, w Klein-Justin w stodole. Do Dievenow dotarliśmy wieczorem 8 lipca przez Stresow i Fritzow i spędziliśmy noc na wydmach. Następnego ranka nadeszła ostatnia przeszkoda – przejście graniczne, wąska, awaryjna ścieżka nad rzeką Dievenow. Musieliśmy przepchnąć się przez długi szereg P***ków, którzy zabierali nam ostatnie rzeczy, wyrywając nam włosy z głowy, jakby coś jeszcze mogło się w nich kryć. Na ziemi piętrzyły się wysokie stosy ubrań i koców. Częściowo z poprzednich dni. A potem była radosna radość P***ków i ich żon! Wreszcie, udało się! Z dala od tego piekła! Teraz, 9 lipca, wszyscy odetchnęliśmy z ulgą. Nikt nas już nie poganiał. Cieszyliśmy się ciszą i spokojem, zbieraliśmy ziemniaki z piwnic i garnek z opuszczonych domów, i cieszyliśmy się z mnóstwa jagód w lasach na Uznamie i Wolinie; były naszym wybawieniem. Spotkaliśmy wielu innych przesiedleńców. Szliśmy powoli przez Międzyzdroje do Świnoujścia. Było tam niesamowicie; zatrzymywaliśmy się, było wielu Rosjan, zakazane ścieżki, kilka objazdów przez podmokłe łąki z mnóstwem komarów. Czarne trupy unosiły się na wodzie. W końcu przeprawiliśmy się na drugą stronę prowizorycznym mostem. Kontynuowaliśmy wędrówkę na zachód i popłynęliśmy prymitywnym promem przez Pianę do Wolgast. To było pierwsze miejsce po czterech okropnych miesiącach, gdzie świat wciąż był w porządku. Przeszliśmy pieszo 130 km. Ale dokąd? Szczęściarze zostali tymczasowo wpuszczeni do domu. Ale nie było nic do jedzenia, chleba przez długi czas nie było, tylko ziemniaki i resztki jagód! Prawie wszyscy nie mogli lub nie chcieli iść dalej i próbowali znaleźć schronienie na pobliskiej wsi. Ale kto by ich przyjął? Głodni i wyczerpani! Kilkoro z nas, mieszkańców Gąbina, zmarło z wycieńczenia, dyzenterii i tyfusu. Niecałe trzy tygodnie później urodziła się moja córeczka. Dorastała w niewyobrażalnych, skrajnie biednych i pozbawionych życia warunkach.

Z historii szkolnictwa w Gąbinie :)SzkołaGummin W 1780 roku, obok rolników, we wsi wymieniony jest nauczyciel. Prawdopod...
04/02/2026

Z historii szkolnictwa w Gąbinie :)
Szkoła
Gummin W 1780 roku, obok rolników, we wsi wymieniony jest nauczyciel. Prawdopodobnie była to szkoła wędrowna, co było powszechne w tamtych czasach. W 1786 roku jako nauczyciel wymieniony jest Johann Neumann; jego następcą został Martin Vandrey, miejscowy syn. W 1820 roku wzniesiono oddzielny budynek szkolny. Był to niewielki budynek o konstrukcji szkieletowej ze strzechą, w którym nauczał nauczyciel Urban. Później dom został powiększony o przybudówkę, ponieważ Gumminshof również posyłał tam swoje dzieci do szkoły. Wraz ze wzrostem liczby uczniów w obu wsiach, Gumminshof utworzył własny okręg szkolny. Aby zrekompensować opłaty pobierane wcześniej od Gumminshof, urząd okręgowy przejął odpowiedzialność za wypłatę pensji emerytowanemu nauczycielowi Urbanowi. W 1862 roku w Gumminshof wymieniony jest nauczyciel Agahd; był on intensywnym rolnikiem. W 1870 roku uczył 50 dzieci, a chłopcy trenowali również gimnastykę. Jego pensja wynosiła 133 TI, wliczając 12 Mg ziemi. Pracował tu do 1870 roku. Jego następcą został nauczyciel Schumacher do 1902 roku, a od 1902 do 1930 roku nauczyciel Butzlaff. Za kadencji Butzlaffa, w 1912 roku, na miejscu spalonego gospodarstwa, wzniesiono nowy, nowoczesny budynek szkolny. Ostatnim nauczycielem, od 1930 roku, był pan Schönsee. Wbrew panującym wówczas trendom, prowadził on tradycyjne gospodarstwo szkolne z koniem, krowami, świniami i drobnym inwentarzem.

16/11/2025
16/11/2025

Szkółka Roślin Ozdobnych w Gąbinie 🌲🌳🍁🌺🌼🐿️
czynna od poniedziałku do soboty w godzinach 8.00-16.00
Zapraszamy!!!

🦅🦅🦅
14/10/2025

🦅🦅🦅

08/09/2025
24/08/2025
Jedną z atrakcji w naszym Parku są wywózki do lasu. 🙂😉
27/05/2025

Jedną z atrakcji w naszym Parku są wywózki do lasu. 🙂😉

Adres

Gąbin
Trzebiatów
72-320

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Gąbin Gummin Treptow Rega Kreis Greifenberg umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij