18/05/2026
Trzymamy kciuku za Krakusów by pokazali jak się wymiata śmieci tuskowe. Powodzenia !
Na Kraków patrzy dziś cała Polska. Jak donosi Interia, referendum dotyczące odwołania Aleksandra Miszalskiego staje się jednym z najważniejszych tematów politycznych ostatnich tygodni. Trudno się dziwić, skoro pod inicjatywą referendalną podpisało się około 73 tysiące mieszkańców Krakowa. Taka liczba podpisów pokazuje, że sprawa dawno przestała być jedynie sporem politycznym i stała się realnym głosem dużej części krakowian.
Do ważności referendum potrzeba około 129 tysięcy głosujących. W praktyce oznacza to, że dla obecnych władz miasta najbezpieczniejszym scenariuszem jest niska frekwencja i pozostanie mieszkańców w domach. Coraz częściej zamiast dyskusji o problemach Krakowa pojawia się więc narracja sprowadzająca się do jednego przekazu – „nie idźcie na referendum”.
A przecież za tymi 73 tysiącami podpisów stoją konkretne problemy, które mieszkańcy zgłaszają od miesięcy. Chaos komunikacyjny, polityka parkingowa, utrudnienia dla kierowców, kolejne podwyżki czy sposób prowadzenia dialogu z mieszkańcami. Co ciekawe, wraz ze wzrostem liczby podpisów zaczęła zmieniać się również retoryka władz miasta. Pojawiły się wycofania z części decyzji, nowe deklaracje i nagłe zainteresowanie tematami, które wcześniej były ignorowane.
Jedno jest pewne – tak ogromnej liczby mieszkańców nie da się już zlekceważyć ani wmówić krakowianom, że problem nie istnieje. Demokracja polega na tym, że mieszkańcy mają prawo wyrazić swoją opinię przy urnie, niezależnie od tego, po której stronie sporu stoją.
Link do pełnego artykułu Interii zamieściliśmy w pierwszym komentarzu.