Biblioteka II LO im. Mieszka I w Szczecinie

Biblioteka II LO im. Mieszka I w Szczecinie Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Biblioteka II LO im. Mieszka I w Szczecinie, Biblioteka, Henryka Pobożnego 2, Szczecin.

Co warto czytać?NAUCZYCIELE  POBOŻNIAKA  POLECAJĄ:MAJ - propozycja pani Agaty ŁukaszewskiejESEJE Jolanty Brach– „Szczeli...
11/05/2026

Co warto czytać?
NAUCZYCIELE POBOŻNIAKA POLECAJĄ:
MAJ - propozycja pani Agaty Łukaszewskiej
ESEJE Jolanty Brach– „Szczeliny istnienia”

„Ścierka, piasek, szczur, talerz, pąk, kiełbasa, wiśnia, kurz – egzystencjalny konkret to podstawa rozważań Jolanty Brach-Czainy w książce Szczeliny istnienia. Wydany po raz pierwszy w 1992 roku esej był wielkim wydarzeniem literackim. Zyskał miano książki kultowej, „biblii feminizmu”. Przede wszystkim jednak czytelnicy odbierali te niewielkie objętościowo teksty bardzo osobiście, ponieważ pada w nich pytanie nawet nie o to, jak powinniśmy istnieć, ale o to, jak rzeczywiście istniejemy.

Filozofia codzienności Jolanty Brach-Czainy bierze się z zadumy na tym, co blisko, dookoła nas, czego doświadcza każdy człowiek. „Podstawę naszego istnienia stanowi codzienność.[…] Szczeliny istnienia pokazują nam, że „codzienność jest nie tylko bezpieczną, płytką laguną nieruchomej nudy, lecz także samym środkiem bytowania, miejscem podstępnej, głębinowej, nieprzejednanej walki sił istnienia i unicestwiania”.
Cyt. [za] https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4845641/szczeliny-istnienia

Co warto czytać?NAUCZYCIELE  POBOŻNIAKA  POLECAJĄ:MARZEC - propozycja pana Piotra JanickiegoPowieść Alberta Camus – „UPA...
09/03/2026

Co warto czytać?
NAUCZYCIELE POBOŻNIAKA POLECAJĄ:
MARZEC - propozycja pana Piotra Janickiego
Powieść Alberta Camus – „UPADEK”
Bohater był znanym paryskim adwokatem, wiele razy bronił skrzywdzonych, a teraz snuje opowieść podczas pobytu w Amsterdamie. Jako adwokat wiele razy bronił słabszych, dlatego uważał siebie za dobroczyńcę ludzi. Jednak kiedyś na jego oczach nieznajoma kobieta popełniła samobójstwo, skacząc z mostu do rzeki, a on nie zareagował. Prawie o tym zapomniał. Po kilku latach, gdy szedł tym mostem, rozmyślał o własnych sukcesach i altruizmie wobec klientów, a wtedy usłyszał śmiech. Miał wrażenie, że dochodzi z wody... To doprowadziło go do rozmyślań nad własną hipokryzją. Ostatecznie bohater nie mógł sobie poradzić psychicznie - przeszedł kryzys emocjonalny, przestał praktykować jako adwokat, odizolował się od dawnych znajomych. W ten sposób rozpoczyna się tytułowy upadek... Ale czy rzeczywiście myślenie bohatera o sobie ulega zmianie? Książkę Camusa można odczytać jako ostrzeżenie. Clamence to żywy symbol. Im wyższą pozycję zajmuje człowiek, tym boleśniejszy może być jego upadek.
Cyt. [za] https://www.taniaksiazka.pl/upadek-albert-camus

Co warto czytać?NAUCZYCIELE  POBOŻNIAKA  POLECAJĄ:Luty- propozycja pani Izabeli JadachKsiążka Egill Bjarnason – „Wielka ...
17/02/2026

Co warto czytać?
NAUCZYCIELE POBOŻNIAKA POLECAJĄ:
Luty- propozycja pani Izabeli Jadach
Książka Egill Bjarnason – „Wielka historia małej wyspy”

„ Kiedy 1200 lat temu wódz Wikingów Ingólfur Arnarson osiadł statkiem na mieliźnie na środku północnego Atlantyku, nie wiedział, że odkrył wyspę, która na zawsze zmieni świat.
To właśnie tam powstał naród, który po cichu odegrał kluczową rolę w kształtowaniu świata, jaki znamy. Zaczynając choćby od tego, że to Islandczycy (a nie Kolumb) pierwsi odkryli Amerykę, ale są zbyt skromni, żeby mówić o tym głośno.
Gdyby nie Islandia, Avengersi nie mieliby Thora, człowiek nie postawiłby stopy na Księżycu, a Tolkien nigdy nie napisałby "Władcy Pierścieni" i być może nie doszłoby do wybuchu Rewolucji Francuskiej.
"Wielka historia małej wyspy" jest pełna niezwykłych opowieści przedstawiających dzieje tego fascynującego kraju, który stał się jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc.”

Cyt. [za]

Lektura obowiązkowa dla każdego, kto marzy o podróży na Islandię. Kiedy 1200 lat temu wódz Wikingów Ingólfur Arnarson osiadł statkiem na mieliźnie na środku północnego Atlantyku, nie wiedział, że...

11/12/2025

‼️🇵🇱❤️W całym podręczniku nie ma ani słowa o in vitro, a mimo to rozkręcono obrzydliwą nagonkę wobec Pana Profesora wybitnego historyka, na którego podręcznikach uczono się historii przez kilkadziesiąt lat. ‼️🇵🇱❤️

10/12/2025

W 1966 roku, mając 62 lata, życie Cary’ego Granta zmieniło się głęboko i nieodwracalnie.
Pojawienie się jego jedynej córki, Jennifer, rozpoczęło rozdział ważniejszy niż cała sława i blask, jakie Hollywood mógł mu dać.

Przez dziesięciolecia Grant był idealnym symbolem wielkiego ekranu: nienagannym, eleganckim, ucieleśnieniem uroku. Podziwianym na całym świecie, a jednocześnie naprawdę znanym przez bardzo niewielu.

Za tą fasadą filmowej perfekcji krył się człowiek, który od dawna szukał czegoś głębszego — czegoś bardziej osobistego niż nieustanne światło reflektorów.

I ten sens w końcu się pojawił — mały, kruchy, w jego ramionach, pod imieniem Jennifer.

Jej narodziny skłoniły go do decyzji, która wprawiła Hollywood w osłupienie: porzucił aktorstwo.

Nie z powodu zmęczenia. Nie z braku ról. Jego kariera była na szczycie.
Zapytany, dlaczego odchodzi, odpowiedział z rozbrajającą prostotą:

„Miałem już swój czas w centrum uwagi. Teraz chcę patrzeć, jak dorasta moja córka.”

To nie były ładne słowa. To była obietnica. I dotrzymał jej.

Od tego momentu Cary Grant przestał być nieosiągalną legendą, a stał się — w pełni i naprawdę — obecnym, oddanym ojcem.

Codziennie rano przygotowywał jej śniadanie, odprowadzał ją do szkoły, chodził na zebrania z nauczycielami.
Priorytetem jego życia przestało być kino, a stały się szkolne plecaki, wspólne zabawy i codzienny śmiech.

Był to cichy bunt przeciwko zdystansowanemu ojcostwu tak typowemu w hollywoodzkiej elicie.

Przyjaciele obserwowali, jak ojcostwo całkowicie go odmieniło. Zdawał się sam zaskoczony szczęściem, jakie mu przyniosło.
„Ona uczyniła mnie lepszym człowiekiem”, wyznał po latach.

Z czasem Jennifer Grant opisała tę niezwykłą więź w swojej książce Good Stuff.
Nie opisała ojca przytłoczonego sławą, lecz człowieka, który postanowił stworzyć przestrzeń, w której mogłaby rozkwitnąć, ucząc ją prostych i najważniejszych wartości: dobroci, ciekawości, zaufania.

Pisał jej zabawne lub dodające otuchy liściki i chował je w jej lunchu.
Uczył ją poezji, klasycznych filmów i sztuki dostrzegania drobnych radości życia.

„Dla mnie nie był Carym Grantem,” napisała.
„Był po prostu moim tatą. Opiekuńczym, zabawnym, a czasem absurdalnie figlarnym.”

Ich więź pozostała nienaruszona aż do końca.
Kiedy Cary Grant zmarł w 1986 roku, Jennifer miała zaledwie 20 lat: za młoda, by uniknąć bólu straty, ale wystarczająco dorosła, by zrozumieć dar, jaki jej zostawił — miłość absolutną, świadomą i pełną.

Hollywood zapamięta Cary’ego Granta dzięki jego ponadczasowym filmom i niepowtarzalnemu urokowi.
Ale jego prawdziwe arcydzieło nie zostało uchwycone przez żadną kamerę.
Powstawało cicho, z czułością, w codziennym życiu, które dzielił ze swoją córką.

Sława daje iluzję.
Ojcostwo wymaga obecności.
W świecie, w którym tak wiele dzieci dorasta bez obecnego ojca, Grant podjął decyzję, która naprawdę ma znaczenie.

Najwspanialszą przygodą nie jest zdobycie sławy,
lecz wybór obecności ponad prestiżem.

10/12/2025

Ależ myśmy się w nim kochały… Dwunasto, trzynasto, czternastolatki… Po raz pierwszy tak żywiołowo ktoś zawładnął naszą dziewczyńską wyobraźnią. Marek Grechuta i Anawa. “Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy” - wyśpiewywałyśmy na przerwach w podstawówce, wypisywałyśmy w listach i pamiętnikach jego imię. “Czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie”? Powtarzałyśmy retorycznie pytanie, pewne, że śpiewa tylko dla nas, dla nas będzie “zbierać kwiaty” i “liczyć gwiazdy”. A jeszcze “wiosenna róża” i “jesienna burza”… To był czas “dokazywania”.
Tak trwało długo. A potem pozostało w legendzie młodości, czasu, kiedy wszystko było możliwe.
Marek Grechuta skończyłby dziś 80 lat.

07/12/2025
06/12/2025
06/12/2025

5 grudnia 1991 roku na urząd premiera został desygnowany mecenas Jan Olszewski - bronił on opozycjonistów w procesach politycznych, był pełnomocnikiem rodziny ks Jerzego Popiełuszki zamordowanego przez komunistycznych bandytów z SB.

05/12/2025

“Umarł Hanuszkiewicz, nudno będzie w teatrze” - kazał napisać na swoim nagrobku. I tak się stało. Zmarł 4 grudnia 2011.

Miał wiele cech zodiakalnego Bliźniaka, którego patronem jest Merkury. Niezależny, tryskający energią i pomysłami, z roku na rok wydawał się młodszy. I choć nie zawsze jego artystyczne decyzje akceptowałam, był niewątpliwie teatralnym natchnieniem mojej młodości. Na scenie Teatru Narodowego w Warszawie oklaskiwałam niezapomniane spektakle “Beniowskiego”, “Nie-boskiej komedii”, “Wacława dziejów” Garczyńskiego, “Snu srebrnego Salomei”, wreszcie legendarną “Balladyną”. “Wesele” Wyspiańskiego na obrotowej scenie, “Pan Tadeusz”, wodewilowe “Trzy siostry” Czechowa, a potem “Płatonow” były swoistym objawieniem. I jeszcze Norwid, Szekspir, Fredro, Dostojewski. A “Śpiewnik domowy” Moniuszki. A Fedra…

Czytał klasyków od nowa, jakby ich nigdy nie znał, po barbarzyńsku. Szukał w ich dziełach “nowych zalet”, ustalał “nowe związki między przeszłością a teraźniejszością”. Rozwiązywał ją dla siebie i dla nas, tu i teraz. Był w tym odkrywczy. Może ponad miarę swego czasu? Wtedy i tam.

Swoje teatralne wspomnienia zatytułował PSY, HONDY I DRABINA. Psy z “Miesiąca na wsi” Turgieniewa, gdzie przeobraził Teatr Mały w ogród z trawą i i żywymi psami, Honda z “Balladyny”, na której usadził czarownice Goplanę - dając jej zamiast miotły między nogi japoński motocykl i drabina - Mont Blanc, szczyt, krzyż, obsesja, więzienie młodziutkiego Kordiana, Andrzeja Nardellego… Cóż to były za przeżycia!

Oklaskiwano go i wytupywano. Odpowiadał Czechowem: “Kogo moja obecność razi, ten może wyjść z pokoju”… Albo, jak Słowacki - “Ja bardzo lubię sławę popularną, lękam się tylko wymuskanej sławy”.

Nie od razu rozumiałam powody środowiskowego ostracyzmu, jaki go spotykał. Przejęcie narodowej sceny po Marcu 68, po Kazimierzu Dejmku, na zawsze wpłynęło na odbiór jego artystycznych poczynań. Nie akceptowany przez warszawski salon, przez niektórych nazywany kolaborantem, chłostany przez krytykę za nieznaną brawurę wobec klasyków, był ulubieńcem publiczności, szczególnie młodej.

Lubił przedstawiać się słowami Gombrowicza: “jestem humorysta, pajac, linoskoczek, prowokator, moje utwory na głowie stają, żeby się spodobać, jestem cyrk, liryzm, poezja, groza, walka, zabawa…”

Radził, by myśleć uchem i okiem, nie wstydzić się dziecka w sobie. Nie bać się, że nas wyszydzą. Dopóki cię nie wyszydzą, powtarzał, będziesz nikim. Nie prowadził tekstów wielkich poetów “rączka polonisty”, dawał się im ponieść. “Strofa być winna taktem nie wędzidłem”. JAK jest kierunkiem, podpowiadał. I jeszcze: “nad każdym latają anioły, tylko nie każdy je widzi…”

Odwołano go z Narodowego w 1982. Do końca się z tym nie pogodził. Mówił głośno o swoim kompleksie outsidera. I poczuciu, że egzamin będzie zdawał u Pana Boga.

Wiele mu zawdzięczam. Nie wahał się słuchać własnej artystycznej intuicji. Młodszy był od nas młodych duchem i wyobraźnią.
“Niczego tak się u nas nie nienawidzi jak samodzielności w myśleniu, to jest decyzji” - powtarzał. Brakuje Adama. W teatrze i w życiu.

Adres

Henryka Pobożnego 2
Szczecin
70-507

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Biblioteka II LO im. Mieszka I w Szczecinie umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Biblioteka II LO im. Mieszka I w Szczecinie:

Udostępnij

Kategoria