29/05/2026
Czytając opowiadania Leonory Carrington, można poczuć się częścią jej surrealistycznych obrazów, ale też lepiej zrozumieć wpływy, kształtujące jej życie i twórczość. To też przykład pisarstwa, uznanego przez André Bretona (autora manifestów surrealistycznych) za doskonałe ucieleśnienie ducha surrealizmu. 📝
Mamy tu więc z jednej strony wpisanie się ze swoją twórczością w pewien schemat, wynikający z założeń ruchu – z drugiej zaś wyraźne odciśnięcie autobiograficznego piętna w bardzo krótkich prozatorskich próbach. Druga cecha staje się tym bardziej dostrzegalna, gdy przyglądamy się wszystkim, a nie pojedynczym opowiadaniom, zebranym w zbiorze „Siódmy koń. Opowiadania zebrane” w tłumaczeniu Michała Kłobukowskiego i Maryny Ochab. 🐴
Tak jak chcieli tego teoretycy surrealizmu, Carrington potrafi urwać zdanie w połowie myśli, kończąc dany epizod zupełnie niespodziewanie („Dom trwogi”), tytuły opowiadań nie zawierają metafor, ani wymyślnych, ukrytych sensów – są to zwykle albo następujące zaraz poniżej, pierwsze słowa z akapitu („Kiedy przechodzili”), albo bardzo proste hasła, które automatycznie kojarzą się z fabułą, ale nie stanowią żadnego (niepożądanego zresztą) klucza interpretacyjnego. Takie tytuły jak „Trzej myśliwi”, „Królewskie wezwanie”, „Moje flanelowe pantalony” czy „Jemima i Wilk” mogą kojarzyć się z tymi, nadawanymi baśniom, co z kolei spełnia surrealistyczne postulaty, upominające się o literaturę inspirowaną dzieciństwem. Sama cyfra siedem, pojawiająca się w tytule, jak i wielokrotnie w treści bodaj każdego opowiadania, kojarzona jest ze zwrotem przeciwko racjonalizmowi i logice, na rzecz mistycyzmu. 7️⃣
Autorka mniej lub bardziej bezpośrednio, nawiązuje również w tekstach do własnego dzieciństwa. Z posłowia Agnieszki Taborskiej można wyczytać, że treść „Owalnej damy” to przetworzony opis traumatycznego wydarzenia z wczesnych lat życia – momentu, w którym, znienawidzony przez kobietę ojciec zabronił córce bawić się koniem na biegunach. Palona zabawka cierpi jak prawdziwe zwierzę, a fascynacja Carrington figurą konia przejawia się w całej jej twórczości (również malarskiej) i ma związek z jej alter ego, za które uznawała klacz. Bohaterki jej historii fascynują się końmi, rozmawiają z nimi i przyjaźnią, a czasem też potrafią się w nie przemieniać. 🏇
Na tym autobiograficzne wątki się nie kończą. Artystka wplata do opowiadań swoje nazwisko („Jak założyć apteczny interes”), nawiązuje do swojego brytyjskiego pochodzenia, wyśmiewając arystokratyczne aspiracje rodziny (satyra na pozycję społeczną – „Wujek Sam Carrington”, drwina z etykiety brytyjskiego dworu – „Debiutantka”), a także odnosi się do romansu ze swoim mentorem, starszym o dwadzieścia sześć lat Maxem Ernstem („Czekanie”). 🐖
Jednak nawet jeśli nie będziemy i nie chcemy doszukiwać się tak szczegółowych odniesień, trudno nie wychwycić powtarzalnych tematów, obecnych w większości opowiadań. Znajdziemy wśród nich: antyklerykalizm; sprzeciw wobec konwencjom, patriarchalnym zakazom i dyscyplinie; alchemię i magię, często powiązane z kuchnią i rytuałem gotowania; okultyzm; wierzenia meksykańskie (hybrydy ludzko-zwierzęce); celtyckie mity; labirynty, komnaty, zamki, ogrody i uczty – wszystko skąpane w ekstazie, okrutnej, a zarazem pomylonej i absurdalnej. 🔮
Korowód postaci Carrington – podobnie jak część jej opowiadań – zdaje się nie mieć końca, historie zapętlają się i odgrywają na nowo. Odkrywają przy tym zaskakujące powiązania, bawią, przerażają, budzą grozę. Utrzymane w surrealistycznym duchu, wydają się również niezwykle osobiste i otwierają przed czytelnikami możliwość rozpoznania choć ułamka wyobraźni tej fascynującej artystki. 🫀
Ania ♟️