01/09/2026
➡️ PROLOG ⬅️
- Staw -
Dzisiaj woda w stawie ma o zmierzchu kolor herbaty. Stoi się nad nią, jak stawało się nad nią zawsze - bo w tej wsi nie ma rynku ani ratusza, nie ma nawet kościoła, i kiedy trzeba gdzieś przyjść, przychodzi się tutaj, między trzciny, pod
drewnianą altanę, którą mieszkańcy postawili sobie własnymi rękami.
Dziecko pyta, czy staw jest stary.
Odpowiedź nie jest prosta. Ten zbiornik, ten jeden hektar z okładem, wykopano niedawno.
Ale pod nim, w tej samej dolince, ciągnęły się kiedyś inne stawy - było ich osiem, na dwanaście
hektarów, i hodowano w nich karpie dla dworu, którego już nie ma.
A pod tamtymi stawami była woda jeszcze dawniejsza, młyńska, obracająca dwa koła dwóch młynów dwóch braci. A pod wszystkim,
najgłębiej, jest to, od czego wieś wzięła imię - wilgoć, trzcina i owad, który o zmierzchu zaczyna grać.
Bo nazywają to miejsce Świerczyńsko, a najstarsi mówią, że od świerszcza.
Że tu zawsze, odkąd pamięć sięga, słychać było ich muzykę.
Posłuchaj. Wciąż grają.
Sześć wieków ludzie rodzili się tu i umierali, kupowali tę ziemię i sprzedawali, paliły się w niej dwory, a świerszcze grały przez cały ten czas jednakowo, nie robiąc różnicy między
rycerzem a chłopem, między panem polskim a niemieckim, między żywym a umarłym. Grają i teraz, kiedy nad wodą zapala się pierwsza
gwiazda i ktoś woła dziecko do domu.
Zacznijmy więc od nich. Od świerszczy.
➡️ ROZDZIAŁ I ⬅️
- Świercz -
Nie wiadomo, kto pierwszy tu przyszedł. Można tylko zgadywać, że przyszedł od strony Rozprzy, gdzie na grodzie już od paru pokoleń palono ogień i skąd rozchodzili się ludzie, szukając miejsca na własne pole. Że zszedł w tę dolinkę nad wodą,
rozejrzał się i został, bo była tu trzcina na strzechę, glina pod nogami i las, w którym przeważał świerk.
A wieczorem, kiedy usiadł zmęczony, usłyszał to, co słyszy się tu do dziś: cienkie, natarczywe granie tysięcy niewidzialnych skrzypiec w trawie.
Świercz - mówiono wtedy na świerszcza. I kto wie, czy nie stąd poszła nazwa: od owada, który nie daje o sobie zapomnieć. A może od świerczyny, od tego zagajnika świerkowego nad wodą. A może wcale nie od rzeczy, lecz od człowieka - bo już w dawnych księgach, starszych od tej wsi o dwa i pół wieku, zapisano gdzieś imię Śwircz, i może to jego imię przylgnęło do miejsca.
Uczeni spierają się o to do dziś i żaden ich spór nie zostanie rozstrzygnięty, bo pierwszy człowiek, który tu usiadł, nie zostawił po sobie nic prócz wilgoci pod stopami i tej muzyki w uszach. Ale
to niemało. Niejedno miasto z murami i przywilejem lokacyjnym
nie ma równie ładnego początku jak wieś, która wzięła imię od pieśni owada.
Minęły lata, których nikt nie policzył. Przybyło chałup. Wydeptano ścieżkę do Rozprzy i drugą do Giesek. Ktoś wykopał staw, ktoś postawił młyn. I nadszedł wreszcie dzień - choć nikt go wtedy
nie wyróżnił - kiedy imię wsi po raz pierwszy zgrzytnęło gęsim piórem po pergaminie.