08/08/2026
ZANIM WYBIERZESZ TRENERA, KONIECZNIE ZAPYTAJ, KTO PIERZE MU RĘCZNIKI.👏😆
Tak, dobrze czytacie.
Najwyraźniej właśnie weszliśmy na kolejny poziom weryfikacji kompetencji szkoleniowców w branży beauty.
Nie pytaj o wykształcenie.
Nie pytaj o doświadczenie.
Nie pytaj, ile lat pracował z klientami.
Nie pytaj, czy zna anatomię, fizjologię, biologię skóry, proces gojenia, działanie energii czy mechanizmy przebudowy tkanek.
Nie pytaj, czy potrafi udokumentować swoje kwalifikacje.
Najważniejsze pytanie brzmi:
KTO PIERZE RĘCZNIKI?
A może jeszcze:
W ilu stopniach?
Jaki program?
I najważniejsze, czy było Coccolino?
Bo być może Coccolino stało się właśnie nową jednostką kompetencji zawodowych.
A teraz już całkiem serio.
Czy naprawdę przed szkoleniem mamy pytać trenera o jego obroty?
Ile zarabia?
Ilu klientów przyjmuje dziennie?
Czy może jednak warto zapytać o coś odrobinę bardziej związanego z tym, czego mamy się od niego nauczyć?
Bo wysoki obrót nie oznacza wysokich kompetencji.
Duża liczba klientów nie jest dowodem wiedzy.
A prowadzenie gabinetu pełnego ludzi od rana do nocy nie jest automatycznie dowodem na to, że ktoś rozumie procesy zachodzące w tkankach.
Można wykonywać pewną procedurę przez 10 lat i przez 10 lat wykonywać ją źle.
Staże liczone kalendarzem nie zastępują wiedzy.
Dobry trener powinien przede wszystkim potrafić odpowiedzieć na pytanie:
DLACZEGO?
Dlaczego wybiera określony parametr?
Dlaczego stosuje konkretną technologię?
Dlaczego w tym przypadku zabieg można wykonać, a w innym nie?
Co dzieje się w skórze?
Jak długo trwa przebudowa?
Jakie są przeciwwskazania?
Jakie są możliwe działania niepożądane?
Kiedy należy powiedzieć klientowi: nie robię tego.
Tego nie da się nauczyć z rolki na Instagramie.
Tego nie da się przykryć piękną salą szkoleniową.
I tego zdecydowanie nie da się wypłukać w płynie do płukania.
Przez ponad 24 lata pracy osiągnęłam naprawdę wiele.
Przez lata pracowałam przy fotelu.
Uczyłam się.
Inwestowałam.
Testowałam technologie.
Obserwowałam ich działanie przez lata, a nie przez trzy zdjęcia wykonane godzinę po zabiegu.
Sam park urządzeń, który przez te lata zgromadziłam, kosztował ponad milion złotych.
Nie piszę tego po to, żeby pokazywać obrót.
Piszę to dlatego, że dobrego urządzenia nie poznaje się po folderze reklamowym.
Trzeba na nim pracować.
Porównywać technologie.
Rozumieć parametry.
Widzieć efekty po miesiącu, pół roku i kilku latach.
Wiele osób, które szkoliło się u mnie, mogło wejść do mojego gabinetu, zobaczyć urządzenia, dotknąć ich, pracować na nich i zobaczyć, jak wygląda prawdziwa praktyka.
Część z tych osób później kupowała ode mnie sprzęt, który będzie im służył przez lata.
Bo dobry sprzęt czasami potrafi przeżyć właściciela.
I piszę to jako osoba, która jedną nogą rzeczywiście zagląda już w stronę emerytury.
Chociaż najwyraźniej emerytura nie zagląda w moją stronę.
Chciałam ograniczyć pracę zabiegową i skoncentrować się przede wszystkim na edukacji.
Tylko że Wy ciągle chcecie przychodzić.
Więc nadal wykonuję zabiegi.
Nadal szkolę.
Nadal czytam.
Nadal się uczę.
Nadal sprawdzam nowe publikacje.
I nadal zadaję pytania producentom, na które czasami bardzo nie lubią odpowiadać.
Bo właśnie tym powinien zajmować się edukator.
Nie udowadnianiem swojej wartości raportem finansowym na Facebooku.
I jeszcze jedno.
Higiena w gabinecie jest absolutną podstawą.
U mnie tam, gdzie to możliwe i uzasadnione, stosowane są materiały jednorazowe, ręczniki, podkłady, rękawiczki i zabezpieczenia przeznaczone dla konkretnej osoby.
A jeśli gabinet wykorzystuje tekstylia wielorazowe, pytanie powinno brzmieć nie:
“Czy pierzecie ręczniki?”
Tylko:
“Jak wygląda procedura postępowania z użytymi tekstyliami, ich prania, dezynfekcji, przechowywania i ponownego użycia?”
Bo nawet Sanepid zwraca uwagę, że tekstylia wielorazowe powinny być czyste, stosowane jednokrotnie dla klienta, odpowiednio przechowywane po użyciu i prawidłowo prane. W przypadku procedur z ryzykiem zakażenia kluczowe są opracowane procedury higieniczne, dekontaminacja, dezynfekcja i sterylizacja.
I właśnie tutaj dochodzimy do sedna.
Jeżeli chcecie sprawdzić trenera, nie pytajcie przede wszystkim o jego ręczniki ani miesięczny obrót.
Poproście o dokument potwierdzający wykształcenie.
Zapytajcie o kwalifikacje kierunkowe.
Zapytajcie, ile lat rzeczywiście pracował z klientami.
Zapytajcie o fizjologię.
Zapytajcie o mechanizm działania urządzenia.
Zapytajcie o powikłania.
Zapytajcie, kiedy odmówi wykonania zabiegu.
I obserwujcie, czy potrafi odpowiedzieć bez otwierania prezentacji przygotowanej przez producenta.
Bo certyfikat ze szkolenia nie zastępuje wykształcenia.
Zdjęcie “przed i po” nie zastępuje wiedzy.
Obrót nie zastępuje kompetencji.
A wyprany ręcznik, choć bardzo go szanuję, również nie jest jeszcze dyplomem.
Dobrego trenera poznacie po tym, że ma dla Was czas, wiedzę i odpowiedzialność.
Że nie sprzedaje Wam bajki.
Że potrafi powiedzieć “nie wiem, sprawdzę”.
Że nie każe wykonywać zabiegu co tydzień tylko dlatego, że wtedy Excel wygląda piękniej.
I przede wszystkim, że jego wiedzę można zweryfikować.
Nie liczbą obserwujących.
Nie obrotem.
Nie liczbą ręczników.
Dokumentami, doświadczeniem i tym, co potrafi przekazać człowiekowi siedzącemu naprzeciwko niego.
Więc skoro kolejny raz zostałam wywołana do tablicy przy okazji moich szkoleń, odpowiadam.
Tak, nadal będę szkolić.
Tak, nadal będę wykonywać zabiegi, kiedy będę miała na to czas.
Tak, nadal będę mówić o tym, co w naszej branży jest wiedzą, a co tylko świetnie opakowanym marketingiem.
I tak, nadal zamierzam się rozwijać.
Bo skoro już nie chcę “starzeć się z godnością”, to przynajmniej będę starzeć się z aktualną bibliografią.
A z ręcznikami naprawdę damy sobie radę.
To teraz powiedzcie szczerze.
O co zapytalibyście trenera najpierw: o wykształcenie i doświadczenie czy o to, kto pierze ręczniki? Oraz o to jaki ma miesięczny obrót? Czy to jest dla Was interesujące czy może wręcz odwrotnie?
Czekam na Wasze komentarze.
Post ma wartość edukacyjną, jest odzwierciedleniem praktyk w Naszej branży i wskazaniem wartości, na które trzeba zwracać uwagę przy wyborze swojego edukatora i trenera. Mariola Sater-Kołaczuch fundacja Lex Beauty