14/03/2026
O rdeście sachalińskim pisałam już nie raz, bo to roślina z koszmaru ogrodnika, ekologa, inwestora a nawet budowlańca. My mamy ją w pięciu stanowiskach na terenie historycznego ogrodu. Najmniej ekspansywne, bo w cieniu dużych drzew jest na terenie Dzikiej Promenady przy murze sąsiadującym z dziedzińcem Pałacu Marynki. Drugie, na działce po spalonej Szkole Muzycznej obok Domku Aleksandrowskiego. Trzy pozostałe ze znanych mi „ognisk zapalnych” znajdują się na terenie Dolnego Ogrodu.
Powiem tyle, dawno nie będzie nas i naszych wnuków, gdy ta roślina dokona „wrogiego przejęcia” większego obszaru Park w Puławach
Był czas, gdy wolontariat złożony z oddanych i zdeterminowanych ogrodników zwerbowanych wśród puławskich seniorów, nadludzkim wysiłkiem walczył by choć z jednego stanowiska, wzdłuż ceglanego muru, wyrugować tę „bestię”. Pani Maria systematycznie kopała tam ziemię na głębokość dwóch szpadli i z benedyktyńską cierpliwością przesiewała ziemię by wybrać najmniejsze kawałki kłączy i przygotować miejsce na obsadzeniu muru wisterią…. Sukces wydawał się być w zasięgu… z ziemi wychodziły już tylko pojedyncze anemiczne kiełki tam gdzie wcześniej był „las” wysokich na 2 metry grubych łodyg. Wystarczyło jednak by zabrakło tych ogrodników, by cały ten wysiłek poszedł na marne..
Kolejny piątek, trzynastego to dobra data na przypomnienie jak wyjątkowymi roślinami są rdestowce.
Wprost nie do porównania z żadną rośliną europejskiej flory. Każdy rdestowiec jest jak hydra lerneńska i dzik kalidoński w jednym, a ludzie, którzy myślą, że pozyskując kłącze rdestowca ograniczą jego stanowisko, są jak ślepcy, którzy chcą grać w ping-ponga. Bo przecież mają dobry słuch i czucie głębokie, paletkę i zapał Foresta Gumpa, wiedzą gdzie jest stół i czytali audiobook o karierze Andrzeja Grubby, a najważniejsze, mają wokół podobnych sobie.
Rozkopywanie wierzchnich części systemu korzeniowego rdestowców, tylko pobudza rozrost kępy tej byliny. Powoduje to też ryzyko roznoszenia diaspor na nowe stanowiska, nawet w bieżniku obuwia. Te fragmenty nie muszą być świeże, mogą podeschnąć, a i tak zachowają żywotność, zdolność do ukorzeniania i samodzielnego wzrostu. Wystarczy fragment korzenia o długości 5 mm (pięciu milimetrów) i/lub wadze 1 g (jednego grama)! Podobnie, choć mniej przerażająco, jest z łodygą.
Jednorazowe wycięcie tej rośliny nic nie zmienia. Odbije "z korzenia", a jej system korzeniowy sięga na 3-4 metry wgłąb i kilka metrów więcej wszerz. Cięcie części nadziemnych rdestowca nawet parę razy w sezonie wegetacyjnym nie robi na nim wrażenia. Chyba, że wycina się go co dwa tygodnie przez kilka lat. Przez kilka lat...
Rekomendowana niegdyś przez Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska metoda siatkowania stanowisk, tylko ogranicza rozrost rdestowców.
Uniwersytet Śląski przed laty wydał trzystustronicowe opracowanie na temat zwalczania rdestowców.
Uniwersytet Gdański od kilkunastu lat prowadzi poletko doświadczalne, na którym poznaje się fizjologię tej rośliny i próbuje różnych metod zwalczania. Wszystko na nic. Rdestowiec opanowuje Polskę, zagłusza wszystko, co żyje. To nie przesada - zagłusza wszystko. Patrząc na grono ideowych fanów rdestowca, to zagłusza również rozsądek.
Siła wzrostu tej rośliny, żywotność, zdolność przetrwania i regeneracji oraz wykorzystywania okazji do rozrastania się, gdy ktoś majstruje przy jej korzeniach, jest wręcz niewiarygodna.
Zielarz, foliarz czy lazarianin liczący, że ograniczy rozrost rdestowca przez rozkopane go, budzi we mnie skrajne, acz mieszane uczucia - oburzenie, rozbawienie, niesmak i niedowierzanie, że można być aż tak naiwnym.
[Grafika przedstawia fotografię barwną z kilkoma młodymi pędami rdestowca. Rośliny te bogate w resweratrol, szczawiany i metale ciężkie, znane są jako "diabelskie ciuliki", "kły ekozagłady", "różdżki niemocy", a najczęściej jako "dziadowskie szparagi".]