03/08/2025
𝐏𝐨𝐥𝐬𝐤𝐢 𝐝𝐳𝐢𝐞𝐧𝐧𝐢𝐤𝐚𝐫𝐳 𝐝𝐞𝐦𝐚𝐬𝐤𝐮𝐣𝐞 𝐚𝐳𝐞𝐫𝐛𝐞𝐣𝐝𝐳̇𝐚𝐧́𝐬𝐤𝐚̨ 𝐩𝐫𝐨𝐩𝐚𝐠𝐚𝐧𝐝𝐞̨ 𝐰 𝐦𝐞𝐝𝐢𝐚𝐜𝐡: „𝐙𝐚𝐜𝐡𝐨𝐝𝐧𝐢 𝐀𝐳𝐞𝐫𝐛𝐞𝐣𝐝𝐳̇𝐚𝐧” 𝐭𝐨 𝐟𝐢𝐤𝐜𝐣𝐚 𝐢 𝐳𝐚𝐠𝐫𝐨𝐳̇𝐞𝐧𝐢𝐞 𝐝𝐥𝐚 𝐩𝐨𝐤𝐨𝐣𝐮
Witold Repetowicz, uznany polski dziennikarz i analityk specjalizujący się w tematyce międzynarodowej, opublikował zdecydowany i odważny wpis, w którym punktuje azerbejdżańską propagandę coraz śmielej obecnie promowaną na łamach polskich mediów. Tematem jego krytyki stały się materiały medialne wspierające narrację Baku o tzw. „Zachodnim Azerbejdżanie” – pojęciu, które według Repetowicza nie ma żadnych podstaw ani historycznych, ani geograficznych, a jego głównym celem jest destabilizacja Armenii.
„Jest bardzo smutne, że niektóre media w Polsce nadal umożliwiają promowanie azerbejdżańskiej propagandy na temat tzw. Zachodniego Azerbejdżanu” – pisze dziennikarz, podkreślając, że nie zamierza linkować do tych treści, by nie czynić im niezamierzonej reklamy. Zdecydowanie jednak wzywa polskie media do zachowania elementarnej równowagi i uczciwości informacyjnej.
„Jeśli zaprasza się przedstawiciela strony azerbejdżańskiej, należy też zaprosić przedstawiciela Armenii. I nie, zaproszenie mnie nie jest żadną równowagą – nie jestem Ormianinem, nie jestem stroną” – zaznacza Repetowicz, domagając się profesjonalizmu od dziennikarzy prowadzących rozmowy z przedstawicielami Baku.
𝐁𝐫𝐨𝐧́ 𝐝𝐞𝐦𝐨𝐠𝐫𝐚𝐟𝐢𝐜𝐳𝐧𝐚, 𝐧𝐢𝐞 𝐩𝐫𝐚𝐰𝐚 𝐜𝐳ł𝐨𝐰𝐢𝐞𝐤𝐚
Repetowicz podważa także centralną narrację reżimu Ilhama Alijewa, jakoby „powrót uchodźców” do rzekomego „Zachodniego Azerbejdżanu” był realizacją praw człowieka. „To nie ma nic wspólnego z prawami człowieka. To narzędzie rewizjonizmu granicznego” – ostrzega.
Publicysta odsyła do swojego wcześniejszego tekstu o „broni demograficznej” i przestrzega: „Jeśli Azerbejdżan uzyska przyzwolenie na ‘powrót uchodźców’, w praktyce oznacza to wysłanie miliona osób do Armenii – w pierwszej kolejności do Sjunik – gdzie zdominują oni lokalną ludność, zmienią nazwy, a potem pojawią się zielone ludziki, ogłoszenie autonomii i tzw. interwencja humanitarna.”
𝐌𝐚𝐧𝐢𝐩𝐮𝐥𝐨𝐰𝐚𝐧𝐢𝐞 𝐡𝐢𝐬𝐭𝐨𝐫𝐢𝐚̨ 𝐢 𝐠𝐞𝐨𝐩𝐨𝐥𝐢𝐭𝐲𝐜𝐳𝐧𝐞 𝐩𝐫𝐨𝐰𝐨𝐤𝐚𝐜𝐣𝐞
Dziennikarz stanowczo krytykuje również promowaną przez Baku wersję historii, zgodnie z którą Ormianie pojawili się na Kaukazie dopiero w XIX wieku. Nazywa to „totalnym fałszowaniem historii” i „skandalem”, tym bardziej, że takie twierdzenia padają w polskich mediach.
Repetowicz dodaje, że nie można zestawiać rewizjonistycznego terminu „Zachodni Azerbejdżan” z pojęciem Zachodnia Armenia, które ma rzeczywiste, geograficzne i historyczne podstawy. „Zachodni Azerbejdżan” to nowotwór pojęciowy, wymyślony przez propagandystów dopiero w ostatniej dekadzie XX wieku – pisze.
Według Repetowicza, cała ta narracja nie ma nic wspólnego z troską o historię czy prawa człowieka. Jej cel to destabilizacja wewnętrzna Armenii, osłabienie pozycji premiera Paszyniana i torowanie drogi dla powrotu sił prorosyjskich, co – jak ostrzega – mogłoby zostać wykorzystane przez Azerbejdżan jako pretekst do nowej wojny.
⸻
𝐊𝐨𝐦𝐞𝐧𝐭𝐚𝐫𝐳𝐞 𝐩𝐨𝐝 𝐰𝐩𝐢𝐬𝐞𝐦 𝐝𝐳𝐢𝐞𝐧𝐧𝐢𝐤𝐚𝐫𝐳𝐚
Avetis Sargsyan przypomina o konsekwencjach bierności świata wobec czystek etnicznych w Arcachu:
„Kij ma dwa końce. Jak wszyscy milczeli, kiedy napadli na Arcach (Górski Karabach) i wygonili ludność ormiańską, to bardzo szybko wojna przesunęła się do granic Europy. Nie oglądałem tego materiału, ale wiem, że czarny kawior wszędzie smakuje tak samo – w Polsce również. Ale wielki szacunek dla Pana – naprawdę.”
Grair Magakian natomiast zwraca uwagę na systemową słabość polskich mediów:
„Za bardzo oczekuje Pan od dziennikarzy. To nie jest poziom wiedzy ani inteligencji, który pozwoliłby im zrozumieć, co Pan mówi lub pisze. Właściwym lobbingiem powinna zajmować się Ambasada Armenii oraz sama Armenia, włącznie ze skoordynowanymi przez Erywań działaniami diaspory na świecie. A nasi dziennikarze… cóż… Istnieje przecież dyplomacja kawiorowa, zasilana petrodolarami…”
Piotr Skwierczyński, były ambasador RP w Armenii, mówi wprost o skali korupcyjnych działań Azerbejdżanu:
„Od paru dekad Azerbejdżan poświęca corocznie ogromne pieniądze na przekupywanie tzw. liderów opinii na całym świecie. Nie tylko na Zachodzie – np. w Rosji jest ewidentne, że szereg takich postaci (jak Siergiej Markow czy Michaił Gusman) znajduje się na stałym payrollu Baku – broniąc stanowiska Azerbejdżanu i publicznie podlizując się Alijewowi bez żadnego wstydu. Nie widzę powodu, dla którego wobec Polaków te pieniądze miałyby być mniej skuteczne. W pełni sponsorowane przez Baku wyjazdy ‘studyjne’ polskich dziennikarzy i ekspertów do Azerbejdżanu to codzienność. Ze strony Armenii takiej aktywności nie ma.”
———
𝐎𝐝 𝐫𝐞𝐝𝐚𝐤𝐜𝐣𝐢:
W czasach, gdy konsumpcjonizm i cynizm dyktują reguły, a wszystko musi przynosić zysk, warto zapytać: komu dziś potrzebni są Ormianie? Skoro tacy jak Alijew płacą krocie – za milczenie, za zapomnienie, za szerzenie kłamstw i propagandy – to po co komu naród, który uparcie przypomina o prawdzie?
Komu zależy na prawdzie, skoro nie przekłada się na pieniądze, kontrakty czy wpływy? A jednak może właśnie dlatego Ormianie są dziś tak istotni. Bo nie dają się przekupić. Bo pamiętają. Bo wciąż wierzą, że prawda – choć cicha i nieopłacalna – jest tym, co zostaje, gdy wszystko inne traci sens.