15/05/2026
Piszę te słowa 13 maja, już dzień po symbolicznej dacie 12 maja. Może właśnie ten jednodniowy dystans sprzyja spokojniejszej refleksji — nie tylko nad samymi rocznicami, ale nad ich głębszym znaczeniem i konsekwencjami.
12 maja to data symboliczna i gorzka zarazem.
Tego dnia wspominamy zarówno ofiary komunistycznego terroru — ze Stanisławem Kasznicą, ostatnim komendantem NSZ-ZJ, na czele — jak i wydarzenie, które na wiele lat odcisnęło piętno na życiu politycznym II Rzeczypospolitej: przewrót majowy z 1926 roku.
12 maja to również rocznica śmierci Józefa Piłsudskiego — głównego autora i przywódcy przewrotu majowego z 1926 roku. Sprawia to, że data ta jeszcze mocniej splata w sobie pamięć o wielkości II Rzeczypospolitej, ale też o politycznych podziałach i konsekwencjach, które na długie lata wpłynęły na życie państwa polskiego.
Dla środowiska narodowego to nie są dwie całkowicie oddzielne historie. Między nimi istnieje głębszy związek – przede wszystkim poprzez konsekwencje polityczne i społeczne zamachu majowego.
Maj 1926 roku był momentem, w którym spór polityczny w Polsce przestał być wyłącznie walką programów, a zaczął coraz bardziej opierać się na logice obozów, wzajemnej wrogości i delegitymizacji przeciwnika. Zamiast budować wspólnotę narodową opartą na instytucjach i debacie, rozpoczęto proces trwałego podziału życia publicznego na „swoich” i „obcych”.
Narodowcy znaleźli się po stronie przeciwników sanacji. Wielu działaczy i żołnierzy środowisk narodowych było marginalizowanych, represjonowanych lub odsuwanych od wpływu na państwo. Te podziały nie zniknęły nawet wobec tragedii wojny.
W czasie okupacji i po 1945 roku obóz niepodległościowy był rozbity politycznie, organizacyjnie i personalnie. Zabrakło jednego, wspólnego frontu polskiego podziemia. Oczywiście odpowiedzialność za komunistyczne zbrodnie ponoszą przede wszystkim Sowieci i ich aparat terroru – ale wcześniejsze wieloletnie konflikty wewnętrzne osłabiły zdolność narodu do wspólnego działania w najtrudniejszym momencie historii.
To także ważna lekcja dla współczesnych środowisk patriotycznych i narodowych. Dzisiejsze animozje, personalne wojny i niekończące się podziały bardzo często prowadzą do tego samego mechanizmu: więcej energii poświęca się walce wewnętrznej niż pracy dla sprawy narodowej. Niestety doświadczamy tego na codzień. Historia pokazuje, że skutki takich podziałów mogą być odczuwalne przez całe pokolenia.
Echa tych sporów żywe są do dziś. A strategia plemiennych podziałów sprawdza się też w nowej społeczno-politycznej rzeczywistości.
Dlatego 12 maja powinien być nie tylko dniem pamięci o ofiarach, ale też dniem refleksji nad ceną politycznej wojny wewnętrznej. Państwo i naród słabną wtedy, gdy ambicje i obozy stają się ważniejsze niż dobro wspólne.