04/08/2022
W czasach ogólnego kryzysu i wielkiego bezrobocia istnieją całe kadry ludzi, którzy raz wyszedłszy z normalnego trybu życia, nigdy doń nie powracają, zmieniając się w niebieskich ptaków, lub po prostu bandy, organizujące się żyć z napadów. Ten przerażający objaw społeczny władze tępią z całą energią, mimo to jednak terror zuchwałych szajek daje się niejednokrotnie we znaki spokojnym mieszkańcom wsi czy osad.
Partja bridża
W tych dniach fabryczna osada Myszków stała się terenem niezwykle śmiałego napadu bandyckiego.
W pewne nieokreślone dnie na miłej i Dobrze zagospodarowanej plebanji zbierało się kilka osób miejscowej inteligencji dla odegrania paru partyj bridża Te skromne posiedzenia beznamiętnych graczy stały się przynętą dla grasującej wkoło Myszkowa bandy. Kiedy piękny, wiosenny wieczór spowił osadę, w mroczne cienie w chwili gdy do stołu po skończonej kolacji zasiedli proboszcz, wikary i aptekarz, aby rozerwać się po całodziennym trudzie gra w karty, do kuchni weszło niespodziewanie dwóch drabów, z których jeden przyskoczywszy do obecnych tam służących i krzyknąwszy ani mrumru, bo strzelę stanął przy drzwiach wiodących do pokoi. Tymczasem towarzysz bandyty, również w rewolwer uzbrojony, z twarzą zasłoniętą kraciastą maską i w szoferskich okularach na oczach, wkroczył do jadalni. Nagle pojawienie się uzbrojonego w rewolwer osobnika o twarzy tajemniczo zakrytej, uczyniło oczywiście wstrząsające wrażenie na zebranych
Ręce doi góry.
Drab przyskoczył natychmiast do stołu na którym leżało kilkanaście złotych i celując w pierś księdza zawołał : rece do góry, strzelam, poczem widząc przerażenie jakie narazie wszystkich ogarnęło śmiało już zażądał pieniędzy. Proboszcz zgarnął wówczas banknoty wręczając je bandycie rzekł Idźcie z bogiem mój człowieku – Te łagodne słowa obudziły w zdziczałym osobniku najgorsze instynkta, zamierzył się na siedzących lufą i śmiejąc się ironicznie oznajmił, że może jeszcze drugie tyle do tych paru groszy dołożyć, bo go stać na to. W międzyczasie zarówno goście jak i ksiądz ochłonęli z pierwszego a niespodziewanego wrażenia - potrop zumiano się oczyma , postanawiając bronić się gdy nagle za oknami rozległ się donośny przejmujący krzyk jednej ze służących która zdołała wymknąć się z kuchni – ratujcie kto w boga wierzy – na plebanji – bandyci. Ten donośny głos przeraził tak bardzo napastnika, iż jednym susem wymknął się z domu, przepadając w gęsto zadrzewionym ogrodzie. Toż samo uczynił jego wspólnik. Zaalarmowana policja rozpoczęła energiczny pościg, jednak na razie nie dał on definitywnego rezultatu.
Zaledwie minęło parę dni od tej chwili, jeszcze nie ochłonęli mieszkańcy z tej niezwykłej dla nich sensacji a już rozeszła się znowu wieść, o alarmującym napadzie bandyckim na okolicznego kupca
Drugi napad
Pół żywy z przerażenia i ociekający krwią Żyd Jankiel Geldner z Mrzygłodu zjawił się na posterunku opowiadając bezładnie, jak to go w lesie na drodze polnej, gdy jechał furmanką napadli dwaj uzbrojeni i zamaskowani bandyci , którzy re ryzowali go w straszny sposób rewidując dokładnie, a gdy przy nim nic nie znaleźli uderzyli w czoło rewolwerem, raniąc dość ciężko i nieprzytomnego pozostawili na drodze.
Dopiero niespodziewana pomoc w osobie wieśniaka wracającego tą samą drogą do domu uratowała Geldmera z zemdlenia. Tym razem pościg policji dał pozytywny wynik p oto w melinie bandyckiej w Myszkowie wyłowiono szajakę składającą się z trzech bandytów których hersztem był Kulawy Haładus, pozorny niedołęga. Haładus wydostawał dla towarzyszów broń, wydając im ją na czas napadu, wynajdował miejsca odpowiednie, przygotowywał maski, organizował i planował – jednem słowem był duszą całego przedsięwzięcia. Pozostali – Wilk i Drygierczyk – wykonywali jedynie jego zlecenia. Cała banda została osadzona w więzieniu, przybory zaś, służące do maskowania i broń odnaleziono zakopane w ziemi przyczep jeden z rewolwerów był ukryty wraz z wyrwaną kieszenią spodni Wilka co ułatwiło również poszukiwania.
Ten szybki i uwieńczony realnym rezultatem pościg policji za niebezpiecznymi bandytami, którzy być może pozbawiliby niejednego człowieka życia a na pewno krwawo uciułanego mienia jest prawdziwym sukcesem policji.
Proboszcz, którego cicha plebanja stała się przedmiotem najścia bandytów oraz towarzysze gry plebana wyszli szczęśliwie z opresji, która mogła tragicznie się dla nich zakończyć. Brutalną rękę bandytów odczuł na własnej skórze kupiec Geldner. Na szczęście skuteczna akcja policji oswobodziła ludność od niebezpiecznych opryszków.
zdjęcia bandytów od góry Władysław Wilk, Stanisław Drygierczyk, Jan Haładus
Przesłąłą p. M. Kitala