Czytelnia Naukowa nr IV

Czytelnia Naukowa nr IV Uwaga!!! Kiermasz taniej książki w naszej Czytelni! Kup książkę, pomóż bibliotece! Za zebrane pieniądze zakupimy nowości wydawnicze:)
Dziękujemy za wsparcie:)

Czytelnia jest filią Biblioteki Publicznej im. Zygmunta Łazarskiego w Dzielnicy Mokotów m.st. Warszawy.

22/05/2023
Drodzy Czytelnicy, jest to nasz ostatni post, żegnamy się nim z Państwem. Od 1 marca szukajcie nas na ogólnym Facebooku ...
27/02/2023

Drodzy Czytelnicy,
jest to nasz ostatni post, żegnamy się nim z Państwem.
Od 1 marca szukajcie nas na ogólnym Facebooku Biblioteka Publiczna w Dzielnicy Mokotów m.st. Warszawy, tam teraz będą trafiały nasze posty.
Dziękujemy za wspólny czas i liczymy, że nadal będziecie z nami!
Niezmiennie ZAPRASZAMY do Czytelni Naukowej nr IV, przy ul. Wiktorskiej 10.

PÓŁKA POEZJI
„Czwórka” ma zamiar zaprosić Państwa do osobistego spotkania z poezją.
Projekt „Półka Poezji” jest tego wyrazem.
Zakładamy, że każdy przeżywa poezję w osobisty sposób.
Każdy poddaje się jej poruszeniom na tej samej zasadzie.
Każdy ma jej własne rozumienie, bądź nierozumienie (a to, wcale nie jest takie rzadkie). Co prawda proponujemy Państwu komentarz do niektórych utworów, ale prosimy byście potraktowali go nie jako obligatoryjną wykładnię, ale próbę nawiązania dialogu, inspirację, w której chodzi tylko o to, by poezja żyła w nas. Chcemy też do tego zachęcić tych, co od poezji stronią.

Zapraszamy
do Czytelni Naukowej nr IV, na Wiktorską 10.

Gdzie udostępnimy Państwu specjalnie wydzielony regał z poezją. I różne materiały promujące poezję. Naszym zamysłem jest zaprosić Was do wolnej i powolnej lektury, zalegania w naszych przepastnych fotelach z kolejnymi tomikami (ach gdyby tak godzinami). Może z czasem gdyby narodziła się potrzeba rozmowy, stworzymy nieformalny klub miłośników poezji. To na razie nasze marzenia. Ale jak wiadomo czasami się spełniają. A do tego potrzebujemy Was!
Dla zaczytanych, najbardziej zadomowionych w poezji na pewno znajdzie się kubek z gorącą herbatą.
Czego możecie się spodziewać:
Podróży z poezją przez epoki od początku jej istnienia.
Obcowania z nią w czasie współczesnym.
Nie ma u nas półek wysokich, czy niskich. Gromadzimy po prostu tomiki
tych co tworzą, rzeźbią w słowie. Są na naszej półce tomiki osób mało znanych, znanych tylko poetom z własnego kręgu, są też twórcy powszechnie uznani,
są też wybitni ale i zapomniani.
Bogactwo poezji jest jak ocean.
Naszym zamysłem jest po prostu ułatwić Państwu dostęp do piękna słów, do treści, które niosą, do świata wyobraźni i wewnętrznego przeżycia innych osób.
Postaramy się przybliżać niektórych poetów i ich utwory, przywołać to, co mówią o poezji nie tylko krytycy ale sami jej twórcy.
Nasze działania trudno będzie uznać za usystematyzowaną wiedzę.
Nie chodzi nam o nią, ale o spotkanie! O przeżycie poruszeń i wzruszeń, o udanie się w podróż przez krainę innego wymiaru, o spojrzenie na rzeczywistość z odmiennej perspektywy. O Święto w codzienności.
Nie każdy tomik jest dla każdego.
Warto poszukać tego, który wabi nas swoim jedynym pięknym zapachem.
autor : Inga Malbord

Kazimiera Iłłakowiczówna zmarła 16 lutego 1983 roku w Poznaniu.W zasadzie daty urodzenia poetki nie znamy. W biografiach...
16/02/2023

Kazimiera Iłłakowiczówna zmarła 16 lutego 1983 roku w Poznaniu.
W zasadzie daty urodzenia poetki nie znamy. W biografiach możemy spotkać różne lata 1888 albo 1892 rok. Za to pewne jest, że urodziła się w Wilnie. Zamieszanie z datami pochodzi prawdopodobnie od samej poetki. Ponieważ zaginęła oryginalna metryka, zdaje się podała ona rok swoich narodzin niezgodnie z prawdą. Już we wczesnym dzieciństwie została osierocona. Wychowanie powierzono krewnym. Została rozdzielona z siostrą. Kazimierą zajęła się daleka krewna - Zofia Buyno z Plater-Zyberków. Opiekunka zadbała o rzetelne wykształcenie zgodne z predyspozycjami i talentami Kazimiery. Wzrastała w otoczeniu bogatego księgozbioru, rozmów prowadzonych w różnych językach na tematy literatury, sztuki, spraw ważnych. Uczyła się w wielu szkołach, między innymi na Łotwie, w Warszawie na pensji Cecylii Plater. Maturę zdała w Petersburgu w 1910 roku. Studiowała na wielu uczelniach, na UJ w Krakowie, w Genewie i na Oksfordzie. Nie dziwi więc, że przy takich doświadczeniach była poliglotką. Posługiwała się swobodnie sześcioma językami: angielskim, francuskim, niemieckim, rosyjskim, węgierskim, rumuńskim. Talent językowy podobno odziedziczyła po przodkach. Mówiła, że w jej legendzie rodzinnej jeden z dziadków nauczył się jednego języka za dużo i zwariował.
Kazimierze znajomość wielu języków nie zaszkodziła. Była niezwykłą kobietą. Inteligentną, wykształconą, elegancką, wymagającą dużo od siebie i innych, w tym trudną i humorzastą. Kojarzono ją ze Skamandrem, ale do niego nie przynależała. Uważała, że jest zbyt konserwatywna by utożsamiać się z tą formacją. Była kimś osobnym na tle bohemy dwudziestolecia międzywojennego. To jej nie zamykało na artystyczne środowisko. Wręcz odwrotnie, miała wielu bliskich przyjaciół z niego pochodzących, do jej kręgu należał Witkacy, Tuwim.
Swobodnie czuła się też się w świecie wielkiej polityki. Zaangażowanie w sprawy państwa należało do jednych z jej priorytetów. Była bowiem sekretarką Józefa Piłsudskiego. Obowiązki zawodowe potrafiła bez trudu łączyć z pisarstwem. Mówiła o sobie, że jest poetką po godzinach. W jej dorobku artystycznym możemy wyliczyć wiele tomików poetyckich, książki dla dzieci, prozę biograficzną, prozę literacką. Miała plastyczny dar obserwacji, operowała barwnymi, esencjonalnymi, niemal filmowymi obrazami, cechowała ją też wrażliwość na rytm i melodię języka. Byłą poetką wysokiej miary pod każdym względem. Zajmowała się też tłumaczeniem literatury obcej. O Kazimierze Iłłakowiczównie należy myśleć jak o osobowości nietuzinkowej, pojemnej i wszechstronnej, jak o wielkiej poetce.
Do tego głęboko zakorzeniona w chrześcijaństwie, pisała piękne religijne utwory.
Po wojnie wróciła z emigracji, osiedliła się w Poznaniu. Jej nadzieje powrotu do pracy w służbie państwowej na wzór przedwojenny szybko się rozwiały. A wydarzenia poznańskiego czerwca odarły ją całkowicie ze złudzeń. Napisała wtedy wiersz „Rozstrzelano moje serce w Poznaniu”. Mieszkała w skromnych warunkach, utrzymywała się udzielając lekcji angielskiego. Pod koniec życia straciła wzrok, po nieudanej operacji oczu. Pociechą było dla niej słuchanie czytanych przez lokatorki książek, rozmowy z ludźmi. Była dzielną, skromną osobą, z dużą godnością znosiła swój smutny los, co jeszcze bardziej podkreślało jej wielki format. Zmarła czterdzieści lat temu…
Wyznanie
Szukać mnie?!… Więc raczej w Termopilach,
w zmyślonych krajach u Szekspira,
na Lermontowskim Krymie i Kaukazie.
A zawsze – w obrazie
owej Krystyny księżnej Mediolanu,
w Emaus Rembrandta,
w skałach Leonarda…
W balladzie starego Uhlanda.
Uszłam od Bertranda de Born w jego bitwie, z jego tarczą:
nie ma mnie pośród Greków poległych czy rannych;
nie w Kordelię – w Regan i Goneril wierzyłam uparcie;
podsłuchiwałam w Emaus – ale wśród sługusów! –
słów Chrystusa
nie rozumiejąc; a u stóp Dziewicy Skał
to ja spłoszyłam pawia, co tak kornie stał.
Z krzykiem uleciał
i nie ma go na obrazie, jak wiecie.
Księżnej Mediolanu – pierścień drogi zginął;
zginął młody poeta w głupim pojedynku…
To wszystko – moja wina.
Szukać mnie? Chyba tam, bo tu się nie zaczynam.
****
Odejście w tło

Odejść w tło,
jednością czuć się z pejzażem.
Na pierwszym planie:
twarze,
Dobro i Zło,
Miłość, Walka, Zbrodnia
i pomsta za nie.
A tam, w tle, dogasające pochodnie
i pręgi barw pozachodnie
dojrzałe, zrozumiałe.
I wody niewidzialnej flet
daleko, głęboko w tle.
****
Przestroga

Jeśli puścić tę gałąź
olchy, leszczyny, jesionu
jeśli tę gałąź grabu
– zatoniemy, zatoniecie, zatoną.
Drętwiejesz? Słabniesz?
Maligna cię chwyta pomału,
pokazuje twarze nieludzkie,
zębiska wilcze, chód żabi
i szatan szepce: „Wróg! Zabij!”.
(Zły chce tylko, byś gałąź puścił).
A ty się trzymaj jesionu,
trzymaj się jarzębiny i grabu,
bo jeśli puścić tę gałąź
– zatoniemy, zatoniecie, zatoną!

Niechby ta jedna nić…
Kiedy trzeba będzie iść
w daleką ciemność,
niechby ta jedna nić
została ze mnie.
Niech oderwie się cała reszta
i spadnie w przepaść
– to jedno niech trwa na wieczność
dźwięczne, choć ślepe.
Bo tym, co za życia żyło
żywe najbardziej
– nieśmiertelna za grobem miłość
nie pogardzi.

Poniżej piosenka do słów wiersza "Rozstrzelano moje serce w Poznaniu":
https://youtu.be/hOVf136hcf0

Dzień się chyli ku nocy, ten dzień, w którym mówiliśmy wiele o miłości.W końcu patronował mu święty Walenty.   Miłość to...
14/02/2023

Dzień się chyli ku nocy, ten dzień, w którym mówiliśmy wiele o miłości.
W końcu patronował mu święty Walenty.
Miłość to ważny temat. To czy trywialny, zależy od tego, jak o niej mówimy, jak myślimy.
Dlatego na dobranoc z naszej półki poezji, przypominamy przepiękny wiersz Adama Asnyka, mistrza nad mistrzami liryki miłosnej. Tym razem o jej głębokim sensie. Mechanizmie współistnienia. W jakże uroczej i prostej formie:

Wątpliwości
Adam Asnyk

Strumień mówi: "Nie rozumiem, na co
Muszę wiecznie z gór w doliny płynąć?
Mój ruch ciągły próżną tylko pracą,
Kiedy w morzu mam bez śladu ginąć..."
Na to kwiaty w dolinie rosnące:
"Ty się nie skarż, o dobry strumieniu!
Twoje wody sączą życie łące,
Są niezbędne naszemu istnieniu."

Kwiaty mówią: "Dziwne nasze losy!
Po co wonie rozsiewać z kielicha?
Po co błyszczeć kropelkami rosy?
Gdy z nas każdy lak szybko usycha."
Na to dziewczę: "Dola wasza, kwiaty,
Jest podziwu godną i zazdrości,
Waszym wdziękiem ożywiacie światy,
Sercom ludzkim niosąc woń piękności."

Dziewczę mówi: "Na co mi uroda?
Na co w sercu słodkich wzruszeń tyle?
Szkoda marzeń serdecznych, ach szkoda?
Wszystko zniknie, jako sen za chwilę".
Na to młodzian: "Szczęścia nikt nie mierzył
Dnia długością, lecz tym, co mu dano,
Bóg ci skarby uczucia powierzył,
Byś kochała i była kochaną."

Młodzian mówi: "Ach w tym życia boju,
Co wre ciągle przede mną i we mnie,
Próżno szukam szczęścia i spokoju,
Po co żyję? gdy walczę daremnie."
Na to usta dziewczęcia milczały,
Lecz rączkami oplotła mu szyję,
Wątpliwości, jako śnieg stopniały,
I nie pytał więcej, po co żyję.
1870

Sejm ogłosił 2023  rokiem Wisławy Szymborskiej - polskiej poetki, eseistki, krytyczki, tłumaczki, felietonistki, laureat...
01/02/2023

Sejm ogłosił 2023 rokiem Wisławy Szymborskiej - polskiej poetki, eseistki, krytyczki, tłumaczki, felietonistki, laureatki Nagrody Nobla w dziedzinie Literatury. Na pewno poświęcimy poetce jeszcze nie raz uwagę z tego powodu. A ponieważ dziś mamy dzień szczególny - rocznicę jej śmierci - Wisława Szymborska zmarła 1 lutego 2012 - zamieścimy jej bardzo znany i przepiękny wiersz: „ Nic się nie zdarza”
Jednocześnie odsyłamy do internetu, gdzie istniej możliwość odsłuchania piosenek powstałych do wiersza poetki: trzech rewelacyjnych wykonań :
1. Łucja Prus: W 1965 roku podczas Festiwalu w Opolu zaśpiewała "Nic dwa razy się nie zdarza" Wisławy Szymborskiej. Muzykę do wiersza napisał muzyk jazzowy Jerzy Mundkowski, za którego w międzyczasie wyszła. Obydwoje otrzymali wtedy specjalną nagrodę Ministra Kultury.
2. Kora zaśpiewała piosenkę w 1994 roku. Piosenka znalazła się na płycie zatytułowanej „Róża”. Muzykę do niej skomponował Marek Jackowski. Piosenka ma swoje covery: Kamil Bednarek i Dariusz Majelonek i Milo Kurtis.
3. I prawdziwa sensacja: ostatnio wykonała tę piosenkę Sanah. Trzy miesiące temu miała 33 miliony odsłon na You Toube. Osobiście należę do grona zachwyconych. Więc polecam obejrzeć i wysłuchać tego wykonania. Popularność dowodzi, że poezja może podobać się młodym ludziom

Nic dwa razy się nie zdarza
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodziliśmy się bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.

Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata.

Żaden dzień się nie powtórzy,
Nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy.

Wczoraj, kiedy twoje imię
ktoś wymówił przy mnie głośno,
tak mi było, jakby róża
przez otwarte wpadła okno.

Dziś kiedy jesteśmy razem,
odwróciłam twarz ku ścianie.
Róża? Jak wygląda róża?
Czy to kwiat? A może kamień?

Czemu ty się, zła godzino,
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś – a więc musisz minąć.
Miniesz - a więc to jest piękne.
[...]

Wiersz pochodzi z tomiku Wołanie do Yeti (1957)
Po raz pierwszy został wydrukowany w „Twórczości” w 1955 roku.
im

Muzyka: sanahSłowa: Wisława SzymborskaProdukcja, miks: Marek DziedzicMastering: ArkadiuszCreative&Art Director, Edit:Michał Pańszczyk ()DOP: Adam ...

A. A. Milne a właściwie Alan Aleksander Milne urodził się 18 stycznia 1882 w Londynie, zmarł 31 stycznia 1956 roku w Har...
31/01/2023

A. A. Milne a właściwie Alan Aleksander Milne urodził się 18 stycznia 1882 w Londynie, zmarł 31 stycznia 1956 roku w Hartfield. Najbardziej kojarzymy go jako autora książek dla dzieci: Kubusia Puchatka( 1926) i Chatki Kubusia Puchatka(1928).
Styczeń jest więc miesiącem, w którym dobrze jest przywołać pamięć o autorze i zrobimy to chętnie, najlepiej głosami jego uroczego bohatera - Misia o małym rozumku – wielkiego filozofa i gromadki jego przyjaciół.

Oto wybrane cytaty. Życzymy miłej lektury!

„Jestem misiem o małym rozumku i długie słowa sprawiają mi wielką trudność”.

„ - Kubusiu, jak się pisze MIŁOŚĆ? Prosiaczku MIŁOŚĆ się nie pisze, Miłość się czuje”.

„Przepraszam, za to czego nie zrobiłem”.

„ Jak jej posłuchasz, Prosiaczku to ją usłyszysz”.

„Im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było”

„Co komu do tego, skoro i tak mniejsza o to”?

„ - Jaki dziś dzień?
- Dziś odpowiedział Prosiaczek. Na to Puchatek:
- To mój ulubiony dzień”.

„- Puchatku?
Nic, tylko chciałem się upewnić, że jesteś”.

„ Bo wypadek to dziwna rzecz … Nigdy go nie ma dopóki się nie zdarzy”.

„ - To prawda ...mruknął Puchatek, spoglądając w lustro i klepiąc się po brzuszku.
- Nie liczy się rozmiar. Liczy się puchatość”.

„( …) Bo układanie Wierszy i Piosenek to nie są rzeczy, które łapie się w powietrzu. To one Cię łapią i wszystko, co można zrobić, to pójść tam,
gdzie one mogłyby cię znaleźć”.

„ - Zdaje się, że coś sobie przypomniałem. Coś sobie właśnie przypomniałem co zapomniałem zrobić wczoraj, czego w żaden sposób nie będę mógł zrobić jutro”.

„- A właściwie , co ja niewłaściwego zrobiłem”?

„- Wiem, że to wydaje się łatwe – powiedział Prosiaczek – ale nie każdy to potrafi”.

„ - Czuję się mniej więcej tak, jak ktoś, kto bujał w obłokach i nagle spadł”.

„ - Miałem zamiar zmienić koszulkę, ale zamiast tego zmieniłem zamiar”.

„ - Trochę Względów, trochę Troski o Innych. W tym cała rzecz. Tak przynajmniej mówią”.

„ - Żyję bo jestem kochany”.

„A rzeka płynęła bardzo powoli, bo wcale się jej nie spieszyło, aby dostać się tam, dokąd wiedziała, że i tak zdąży.

„Dziękuję, że mnie zauważyłeś”.

„Kiedy jest się Misiem o Bardzo Małym Rozumku i Myśli się o Rozmaitych Rzeczach, to okazuje się czasami, że rzeczy, które zdawały się bardzo proste, gdy miało się je w głowie, stają się całkiem inne, gdy wychodzą z głowy i inni na nie patrzą”.

Wszystkie cytaty w tłumaczeniu Ireny Tuwim.

Teatr jest światem – w rocznicę śmierci Ireny Byrskiej.Kilka dni temu przypadła rocznica śmierci Ireny Byrskiej, aktorki...
30/01/2023

Teatr jest światem – w rocznicę śmierci Ireny Byrskiej.

Kilka dni temu przypadła rocznica śmierci Ireny Byrskiej, aktorki, reżysera, pedagoga. Różne źródła podają dwie daty: 27 oraz 28 stycznia. Styczniowego dnia w 1997 roku usłyszałam w radio informację o odejściu Pani Ireny w wieku 96 lat, niestety nie zapamiętałam dokładnej daty. Dzień wcześnie zmarła Mira Zimińska-Sygietyńska. Telewizja, radio, prasa poświęciły twórczyni Mazowsza wiele miejsca. Jej odejście było mocno nagłośnione. Natomiast śmierć Pani Ireny przeszła niemal bez echa. Oczywiście wiadomość na pewno poruszyła mocno tych, którzy ją znali, byli wtajemniczeni w jej niezwykłość i wielkość. Nie sposób porównywać obydwu Pań. Przypisywać miejsce na podium. Obydwie odegrały równie ważną rolę w kulturze polskiej. Obydwie stworzyły swoim życiem i misyjnym zapałem - wielkie dzieło.

Słowa Ireny Byrskiej: „naszym miejscem była prowincja. Nic nam nie dało tyle szczęścia co prowincja!” określały istotę działalności reżyserskiej, pedagogicznej i wychowawczej Ireny i Tadeusza Byrskich. Ważni pionierzy edukacji teatralnej i pedagogiki teatru na polskiej prowincji kształcili i wychowywali twórców teatru oraz młodą publiczność. Pisał o nich prof. Zbigniew Osiński: „Na tak zwanej prowincji, z dala od uznanych centrów kulturalnych – w miejscowościach takich jak Stoczek Łukowski, Kazimierz Dolny nad Wisłą, Sierakówek koło Gostynina, potem Opole, Toruń, Kielce, Gorzów Wielkopolski – szczepili doświadczenia i metody redutowe w prowadzonych przez siebie placówkach”.
Bo też doświadczenia Redutowe: upowszechnianie i popularyzacja teatru zwłaszcza na peryferiach, leżała u podstaw pracy Byrskich. Po cichu siali swoje ziarno, odkrywali talenty, inspirowali i promowali innych twórców. Sami usuwali się w cień, byli artystami wolnymi z wizją, nigdy nie szli na jakikolwiek kompromis. Może dlatego że, byli skromnymi, prawymi ludźmi, że nigdy nie dbali o splendor, sława ich nie lubiła. Do dziś ich fenomen ciągle nie jest odpowiednio opisany . Żyją w pamięci tych, którym dane było znać ich osobiście.
Czesław Miłosz tak ich wspominał: „Spotkanie w życiu niektórych ludzi jest darem niebios i tak właśnie jest odczuwane. Ten dar pozwala nam zrównoważyć liczne nasze przyrodzone braki. Miałem to szczęście, że poznałem w młodości Tadeusza i Irenę Byrskich i że sama ich obecność na ziemi pomagała mi przezwyciężyć (niekiedy) moją skłonność do pesymizmu. W Wilnie wczesnych lat trzydziestych przybysze z Warszawy byli traktowani nieco nieufnie. Podzielałem podejrzliwość wobec tych z „Królestwa”, dość mocno ugruntowaną w mojej rodzinie.
Rzecz dziwna nigdy nie myślałem o Byrskich jak o warszawiakach. Ani jako o misjonarzach teatru jadących z Redutą na zapadłe kresy Europy. Widziałem w nich po prostu „starszych” (dziś ta różnica wydaje mi się śmieszna), dom gdzie można przyjść i zostać wysłuchanym.
Bardzo młody człowiek potrzebuje wzorów myślenia i zachowania się. Do ówczesnych lewicowych szaleństw Byrscy odnosili się tolerancyjnie, ale dość sceptycznie. Podziwiałem i podziwiam dotychczas ich miarę. Byli wzorem postępowej światłej inteligencji, której religijność obywa się bez klerykalizmu, natomiast kształtuje sądy etyczne, zapobiegając kompromisom. Byrscy to była dla mnie ucieleśniona uczciwość, odnosiłem się do nich z szacunkiem, nawet z rodzajem adoracji. […] Byrscy byli i są dla mnie ostoją ładu, jeżeli taki był w moim życiu. Kiedy myślałem o nich, mogłem zawsze sobie powiedzieć, że ostatecznie miałem jakieś zalety, jeżeli zasłużyłam na ich przyjaźń”. (Czesław Miłosz, O Tadeuszu i Irenie Byrskich, w: Irena i Tadeusz Byrscy, Czesław Miłosz - Korespondencja, 2017, s. 9-11).

Zbigniew Herbert nawet w czasie, gdy jego pozycja wybitnego poety była już mocno ugruntowana, w listach do Państwa Byrskich zawsze podpisywał się: kierownik literacki Teatru im. Juliusza Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim . Co dowodzi jak wysoko cenił Byrskich.
Leszek Mądzik, zawdzięczał Pani Irenie odkrycie prawdziwego powołania. Jako student pierwszego roku Historii Sztuki widział swoją przyszłość tylko w malarstwie. Dlatego by o tym przekonać cały wydział, rozwiesił swoje obrazy w jednym z korytarzy Uniwersytetu.
Pani Irena, która gościnnie reżyserowała sztukę w Teatrze Akademickim KUL, zobaczyła w nich talent, nie tyle malarski, co teatralny. Zaproponowała mu by stworzył scenografię do spektaklu opartego na utworze Norwida „Wanda”. Miała wizję plastyczną spektaklu w duchu ikony. Pokrewieństwo odkryła w obrazach Mądzika. Wielka ikona stanowiła tło rozgrywającego się dramatu. Reżyser zostawiła młodemu adeptowi pełną swobodę w projektowaniu kostiumów. „Mnie Pani Irena zostawiła wolną rękę, pracowałem, tak jak chciałem. To była moja pierwsza - za sprawą Byrskich – praca z teatrem. Ten pierwszy kontakt pokazał mi nową drogę mojej pracy, jaką jest teatr. Wielka w tym zasługa Pani Ireny. Myślę, że z perspektywy lat, że jej osobowość, wielka pasja, jaką był dla niej teatr, pozwoliły mi wejść do teatru nie tylnymi drzwiami, bez wiary, z lękiem, lecz w sposób dla twórczości jak najbardziej wspaniały, jaki może się tylko zdarzyć w teatrze, a i szczęśliwie potwierdził się w życiu”. (Teatr Byrskich, Kielce,1991, s. 13 ).
Okazane zaufanie stało u progu narodzin genialnego twórcy, który swój teatr od tego momentu malował kontrastami: światła i ciemności, dźwięku i ciszy, chowając żywego aktora za manekinami.

Lista znanych osób, które podobnie wspominają Państwa Byrskich jest ogromna. Jerzy Grotowski, cała plejada aktorów, uczniów i absolwentów Teatralnego Studium Kieleckiego, wśród których znalazła się też Joanna Rawik. Pani Joanna poszła później własną drogą, niemniej nigdy nie uważała czasu spędzonego w szkole Byrskich za stracony. Po latach wspominała swoich pedagogów z wielką estymą, w autobiografii „Kocham Świat” poświęciła im sporo miejsca: „ Nie sposób opisać bogactwa wykształcenia, jakie zawdzięczamy, szczęśliwi wybrańcy – Irenie i Tadeuszowi Byrskim. W obfitym programie były też wycieczki do Warszawy, Krakowa, oglądanie wybitnych spektakli teatralnych, muzea, zabytki, specjalne wykłady uniwersyteckie. Osobnym rozdziałem był pobyt letni 1956 w ukochanym przez Byrskich Kazimierzu nad Wisłą. Odbywaliśmy tam również niektóre zajęcia, na przykład „Próby Ocalenia Antygony” Krystyny Brewińskiej przy świetle księżyca w ruinach zamku. W innym miejscu Pani Joanna zadaje pytanie ”Czy ktokolwiek z nas był to w stanie docenić w pełni”? (Teatr Byrskich, Kielce,1991, s. 69-73). Potrzeba było pewnie lat.
Dziś pamięta o państwie Byrskich Instytut Teatralny im. Raszewskiego. A przede wszystkim Kielce. Tam została wydana bardzo ważna pozycja pod redakcją Diany Poskuty-Włodek: „Byrscy – etos sztuki”, Kielce 2017 rok, pokłosie wcześniejszej konferencji im poświęconej .
Polskie Radio dysponuje nagraniami, w tym bardzo ciekawymi wywiadami z rodziną. Powstał film dokumentalny „Racja teatru. Spotkanie z Ireną Byrską” w reżyserii Krzysztofa Domagalika.
Pozostały przejmujące role filmowe: w „Człowieku z żelaza” Andrzeja Wajdy (scena w której bohaterka obiera ziemniaki i wypowiada bardzo ważne kwestie etyczne) oraz w filmie Krzysztofa Zanussiego „Kontrakt”, w którym zagrała nianię Adama. Mimo, że pojawia się na ekranie przez kilka minut, jest chyba najważniejszą postacią filmu. Spersonifikowanym sumieniem.
Ale to ciągle za mało aby mieć uczucie, że dorobek Ireny i Tadeusza Byrskich został dostatecznie opisany i utrwalony.

Pani Irena zostawiła mi ważną myśl. Mówiła, że człowiek rodzi się dwa razy – raz gdy przychodzi na świat. I drugi, kiedy zrozumie po co pojawił się na tym świecie, czyli kiedy odkryje swoje powołanie. Często się nad tym zastanawiam. Mam nadzieję, że należę do tych urodzonych dwukrotnie. Ale to nie znaczy, że jestem całkowicie pewna i nie szukam dalej.

Wszystkie cytaty pochodzą z książki: Teatr Byrskich: refleksje, dokumenty, wspomnienia, Oficyna Wydawnicza Środowisk Twórczych, Kielce,1991.
Inga Malbord

ROBERT BURNSDziś przypada rocznica urodzin największego z poetów szkockich, który urodził się 25 stycznia 1759 roku.   N...
25/01/2023

ROBERT BURNS
Dziś przypada rocznica urodzin największego z poetów szkockich, który urodził się 25 stycznia 1759 roku.
Nie jest to okrągła rocznica, ani też poeta nie bije u nas rekordu popularności, trzeba przyznać, że tak naprawdę nie istnieje on w świadomości polskich odbiorców. Tłumaczyli go niektórzy nasi wybitni poeci, a estymę do niego ma wyjątkowo wąskie grono czytelników.
Skąd więc, on dziś na naszej stronie pojawia się by odebrać urodzinowe honory? Zaraz tłumaczę.
Zostałam zainspirowana przez czytelniczkę, która poszukiwała tomu wierszy tegoż poety. I jak się okazało, zbiorek był dostępny tylko u nas. Czytelniczka i jej znajomi podróżowali po Szkocji, i tam spotkali się z kultem poety w dniu jego urodzin. Cała Szkocja bodaj od 1801 roku, co roku świętuje Wieczór Burnsa, tzw. Burns: Night Supper. Tradycja kolacji z Burnsem przybiera różne formy, od sztywnego, bardzo uroczystego ceremoniału, według niezmiennych zasad, albo mniej formalne, idące w stronę popularnej zabawy. Obowiązujące elementy bez względu na charakter to: dudy lub szkocka muzyka, haggis, whisky, recytowanie poezji lub śpiewanie pieśni Roberta Burnsa. Czytelniczka wraz ze znajomymi planowała przeżyć taki wieczór i były im potrzebne wiersze poety. Jeszcze tylko małe wyjaśnienie: haggis to narodowa potrawa. Nie będę jej opisywać. Nie jest w naszym guście jak przypuszczam, no może dla wyjątkowych smakoszy. Reszta terminów jak mniemam jest powszechnie znana.

Burns pochodził z niezamożnej rodziny. Jego ojciec był rolnikiem, niektóre źródła mówią, że pracował jako ogrodnik. Niemniej zadbał o wykształcenie swoich dzieci, organizując dla nich i dzieciaków z sąsiedztwa, szkołę na wysokim poziomie. Pierwszy nauczyciel wpoił poecie znaczenie słowa, ukazał piękno i wartość literatury. Młody Burns kochał czytać, pochłaniał wszystko co mu wpadło w ręce: traktaty filozoficzne, powieści i to co pomiędzy. Był pilnym, dobrym uczniem. Nauczył się francuskiego by móc czytać w tym języku.
O źródłach swojej poezji napisał we wspomnieniach: „W dzieciństwie, jak również w chłopięcych latach, zawdzięczałem wiele staruszce, która mieszkała u naszej rodziny. Znała ona niezliczoną wprost ilość bajek i pieśni o diabłach, rusałkach, krasnoludach, czarownicach, guślarzach i tym podobnych bredniach, Na takim to gruncie kiełkowały ukryte ziarna mojej poezji.”
Już od młodości chciał życia lekkiego, zabawnego, niepoważnego. Był odbierany jako lekkoduch, choć w jego stosunku do świata bardziej ujawniała się radość życia i potrzeba jego pełni. Możliwe, że był to efekt niezgody na ciężkie warunki życiowe w dzieciństwie, na harówkę i biedę.
Ojciec dzierżawił mało urodzajny grunt, na którym zbudował niewielki gliniany dom. Aby się utrzymać cała rodzina wraz z dziećmi musiała ciężko pracować. Burns uciekał od trudów w lekkość bytu. Jego poezja jest pełna gorących zmysłowych uczuć. Zakochał się w Jean Armour, prześlicznej córce murarza. Ojciec dziewczyny nie pozwolił na ślub, mimo że zaszła ona w ciążę. Uważał, że Burns nie nadaje się na głowę rodziny.
Sytuacja rodziny Burnsów pogarszała się z roku na rok. Ojciec i dwaj bracia zmarli na gruźlice. Wcześniej stary ogrodnik przegrał proces z właścicielem dzierżawy, a to, w dużym stopniu przyczyniło się do jego choroby. Po śmierci ojca, Robert wraz z bratem wzięli w dzierżawę gospodarstwo Mossgiel o kilka kilometrów od Lochlie, rodzinnej miejscowości. Ale i ta decyzja okazała się fatalna w skutkach.

Burns prosty chłop namiętnie przywiązany do swojej ojczyzny, której piękno i przyrodę opiewał w swoich wierszach, myślał o wyjeździe na Jamajkę. Nie miał jednak na to środków. Postanowił wydać swoje poezje. Mimo, że nakład rozszedł się natychmiast, poeta zarobił niewiele. Zaledwie 20 funtów. To przekreśliło plany emigracyjne.
W listopadzie 1786 roku przeniósł się do Edynburga. Wprowadzony do towarzystwa arystokracji i bogatego drobnomieszczaństwa rozpoczął, nowy etap - hulaszczy tryb życia. Bardzo oddalił się od świata swojego dzieciństwa i wczesnej młodości, za to wielkie miasto z czasem się od niego odwróciło. Jedyną korzyścią tego okresu było to, że wydał drugie rozszerzone wydanie swoich poezji. Większy nakład również szybko się sprzedał. Zarobił ponad czterysta funtów. I ugruntował sławę wybitnego poety.
Po roku wrócił w rodzinne strony. Jean Armour rodziła mu kolejne nieślubne pociechy. Ojciec wypędził ją w końcu z domu. Burns umieścił ją w miasteczku, ale się nie ożenił. W tym czasie nawiązał kilkuletni romans z mężatką Agnes M’Lebose w utworach nazywaną Clarindą. Mimo deklaracji, że nie Jean, ale ona jest Panią jego serca, ożenił się w końcu z matką gromady swoich dzieci. Kolejna dzierżawa w Ellisland okazała się katastrofą finansową. Przybywało dzieci, a więc i wydatków. Jean urodziła mu dziewięcioro dzieci. W końcu został urzędnikiem i przeniósł się do miasta Dumfries. Były to lata ciężkie i smutne mimo że, zarobki poborcy akcyzy były więcej niż godziwe. Ciągłe rozjazdy po okolicy, bez względu na pogodę, nieprzyjemne sytuacje z ludźmi nadszarpnęły jego zdrowie. Zachorował na chorobę reumatyczną, która uszkodziła mu serce.
Również towarzysko nie było mu lekko. Burns manifestował swoje sympatie polityczne w sposób wręcz prowokacyjny, bardzo drażniąc otoczenie. Przez sympatię do rewolucji francuskiej, nastawił wrogo do siebie całe środowisko, zarówno arystokracji, jak i mieszczan W konserwatywnym, dość zaściankowym środowisku, nie podzielano ideałów poety demokraty. A i ton jego wierszy, też można było nieraz uznać za obraźliwy. Nikt nie chciał zadawać się z jakobinem. Dopiero śmierć Burnsa w dniu 21 lipca 1796 (z powodu zapalenia wsierdzia), w wieku zaledwie trzydziestu siedmiu lat, uprzytomniła ludziom wielką stratę. Dopiero wówczas zrozumiano, że był dobrem narodowym, najlepszym szkockim poetą. W poezji Burnsa dźwięczą dwie nuty najgłośniej: godność człowieka i radość życia. Nie imponują mu urodzenie i majątek, najważniejsze jest to, co sobą człowiek przedstawia. Radością życia oddycha poeta w całej twórczości, pomimo tak ciężkiego życia, a może właśnie dlatego. Radości dostarczała mu przyjaźń , miłość – szczególnie - ta zmysłowa, piękno przyrody. Nie zdołała jej zabić ani bieda ani szykany od ludzi. Burns jest mistrzem małych form. Pisał w języku angielskim i szkockim.
A oto kilka jego wierszy:

Jęczmienne Łany

Było to nocą w porze żniw,
Gdy śliczny jest łan pszenny
W księżyca jasny blask wśród niw,
Wybrałem się do Annie.
Niepostrzeżenie mijał czas,
Aż się zgodziła wdzięcznie
Gdy poprosiłem tylko raz :
„Odprowadź mnie przez jęczmień!”

Pszeniczny łan i łan jęczmienia
Prześlicznie się zieleni;
Noc szczęsna, nie do zapomnienia,
Wśród łanów z moją Annie.

Błękitne niebo, ucichł wiatr
I księżyc opromieniał;
A jam ją zgodną, chętnie kładł
Wśród łanów, wśród jęczmienia ;
Wiedziałem: miłość łączy nas
Z pierwszego już wejrzenia
Więc całowałem raz po raz
Wśród łanów i łan jęczmienia

Pszeniczny łan i łan jęczmienia
Prześlicznie się zieleni;
Noc szczęsna, nie do zapomnienia,
Wśród łanów z moją Annie.
[…]
Przełożył
Stanisław Kryński.

Piosenka o Jean

Ze stron, gdzie miła ma swój dom,
Zachodni wieje wiatr;
Kiedy z zachodu wiatry dmą,
Wiatrowi jestem rad:
Tam szumi za wzgórzami las
I rzeka w słońcu lśni;
Choć dni i noce dzielą nas,
Wciąż myślę o swej Jean.

W koronach kwiatów widzę ją
I rwie się do niej duch,
Jej słowa w głosach ptaków drżą,
Zniewalające słuch:
Gdy na gałęzi śpiewa ptak
I źródło śpiewa z nim,
Kiedy kwitnący widzę kwiat —
Wciąż myślę o swej Jean.

Zachodnie wiatry, nieście się
Wśród krzewów, drzew i ziół,
Niechaj wasz powiew w liście dmie
Na miodny powrót pszczół:
Jej jasną twarz i dłoń, i głos
Przybliżcie tchnieniem swym;

Jej śmiech od wszystkich zwalnia trosk,
Tak słodka jest ma Jean.

Przysięgi w przedwieczornej mgle
Wymówiliśmy drżąc,
Dobrze jest witać, żegnać źle,
Kiedy rozłącza noc;
Bóg tylko jeden o tym wie,
Co jawę zna i sny,
Jak mocno pokochałem cię,
Najmilsza moja Jean.

Artur Międzyrzecki

Piosenka

Radosne brzegi pięknej Doon
Czemu tak ślicznie kwitniecie,
Czemu śpiewacie, ptaki zakochane,
Gdy mi tak smutno na świecie?

Serce mi krwawisz, ptaszku mój,
W gałęziach śpiewający.
Bo przypominasz minione dni
Miłości mojej gorącej.

Serce mi krwawisz, ptaszku mój,
Miłosną swoją rozmową.
Ja przecie tez śpiewałem tak
Mając kochankę przed sobą.

Często pływałem piękną Doon,
Patrzeć, jak pną się powoje.
O swej miłości śpiewał ptak,
A ja śpiewałem o mojej.

I z lekkim sercem zerwałem różę
Z krzaka, gdzie rosną ciernie.
A zła kochanka ukradła różę,
Ale cierń został we mnie.

tł. Czesław Miłosz

Dawny czas
Pójść ma w niepamięć stary druh,
Wspomnienie zgasnąć w nas?
Pójść ma w niepamięć stary druh
I dawny czas?

Za dawny, bracie, czas
Za dawny czas;
Kielichy wznieśmy jeszcze raz
Za dawny czas

Więc pijmy, pijmy, ty i ja,
Za dawnych wspomnień blask!
Wypijmy wszystko aż do dna
Za dawny czas.

We dwóch zrywaliśmy ze wzgórz
Stokrotki w pełni kras.
Za stromą górą został już
Ten dawny czas.

We dwóch brodziliśmy od zórz
W strumykach, aż dzień gasł.
Zza mórz nie można wrócić już
W ten dawny czas.

Dłoń podaj mi przez przepaść lat
I wypij ze mną wraz
Za dróg przebytych w życiu szmat,
Za dawny czas.
tł. Zofia Kierczys.
Ten utwór śpiewany jest obowiązkowo na Burns Night Supper.
Inga Malbord

Adres

Ulica Wiktorska 10
Mokotów
02-587

Telefon

+48228450088

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Czytelnia Naukowa nr IV umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Czytelnia Naukowa nr IV:

Udostępnij

Kategoria