15/04/2015
Gdybym nie była mamą, w życiu nie przyszłoby mi do głowy, aby organizować zajęcia językowe dla dzieci w wieku przedszkolnym. Moje dotychczasowe poszukiwania dotyczące nauki i edukacji w ogóle sprawiły, że całkowicie odrzuciłam ideę wczesnego uczenia moich dzieci czegokolwiek. Chciałam, aby moje dzieci miały czas na zabawę i spokojne odkrywanie świata.
Dlatego zupełnie nie wiedziałam, co robić, kiedy w ciągu ostatnich kilku lat znajomi namawiali mnie na uczenie języka włoskiego dzieci. Uważam, że we wczesnym dzieciństwie jedynym sposobem na to, aby wprowadzać dziecko w świat w języku obcym, jest dwujęzyczność, z czym zresztą mam do czynienia na co dzień, ponieważ mój mąż jest Portugalczykiem i nasze córki są dwujęzyczne.
Nie mogłam jednak nie zauważyć językowej ciekawości i wrażliwości naszych dzieci również na inne języki, co objawiało się na przykład, kiedy jedna z córek mówiła: „Hej mamo, tato nie mówcie tak, bo my nic nie rozumiemy!” podczas rozmowy mojej i męża w języku angielskim przy stole. Albo uwaga: „Mamo, a ten pan to mówił w tym języku, co rozmawiałaś wczoraj przez telefon, prawda?” w restauracji, gdy spotkałam włoskiego kolegę z pracy. Czy też: „Mamma mija hjer aj goł egeen... maj maj.... hał ken aj ryzyst juuu….” - jedna z ulubionych piosenek mojej trzyletniej wówczas córki od czasu sylwestrowej zabawy.
Dzieci mają niezwykły słuch i naturalnie nabywają kompetencje językowe w języku obcym, wystarczy tylko, aby znalazły się w sytuacji kontaktu z danym językiem. Nie mogłam więc uciec od kwestii „wystawiania” dzieci na kontakt z innymi językami obcymi. Teoretycznie byłam przeciwna wprowadzaniu nowego języka obcego w tak wczesnym wieku, ale czułam, że jest to nieuniknione, zwłaszcza, że moje dzieci same się tego domagają.
Z pomocą przyszła mi Włoszka Letizia Quaranta, której blog bilinguepergioco, o dwujęzyczności dzieci, śledziłam od kilku lat. Twierdzi ona, że bez względu na to, czy władamy danym językiem jako ojczystym, czy nie, nasze dziecko może być dwujęzyczne, zakładając oczywiście, że będziemy w tym języku do niego mówić. Dwujęzyczność nie robi dziecku bałaganu w głowie, każdy czas jest dobry, aby wprowadzić drugi, trzeci... język obcy. Trzeba oczywiście być konsekwentnym i nie porzucać raz powziętego i realizowanego zamierzenia. Jedyne, czego nie można zrobić, to stać się nauczycielem swojego dziecka, bo wtedy kończy się cała przyjemność związana z nabywaniem języka. Nabywanie języka ma być radością i zabawą.
Kilka lat temu w Weronie Letizia Quaranta zaczęła organizować playgroups dla dzieci w wieku przedszkolnym, podczas których maluchy bawiły się z językiem angielskim. Celem programu Włoszki było, aby język stanowił naturalny element życia dzieci i żeby jego nabywanie nie zakłócało naturalnego rytmu ich rozwoju.
Doświadczenie Letizi Quaranta stanowi punkt wyjścia dla mnie i dla mojej przyjaciółki Agnieszki Erbel-Haczewskiej, z którą organizuję warsztaty z językiem włoskim mania italiana dla dzieci w wieku 4-7 lat. Będziemy śpiewać, rymować, wyliczać, rysować, grać… po włosku! Zasadniczym elementem naszych warsztatów jest również zastosowanie gier planszowych, które są świetnym sposobem spędzania czasu z dziećmi. Uczestnicząc w rozwoju naszych dzieci na co dzień pamiętamy zawsze o potrzebie właściwej równowagi pomiędzy doznaniami ruchowymi oraz tymi, które uspokajają dziecko i pozwalają na skupienie. Dlatego nasze zajęcia nie są kursem języka włoskiego dla dzieci, ale zabawą, podczas której dzieci będą równocześnie nabywać pewne kompetencje w języku włoskim. Ponieważ zabawa jest naturalnym odruchem każdego dziecka, więc jednocześnie jest najlepszą sytuacją, w której można umożliwić mu kontakt z obcym językiem.