13/12/2023
🧯😉
GAŚNICE NA FRONTACH II WŚ
Odkąd ludzkość wynalazła ogień, wiedziała też, że okiełznać ten żywioł jest niezwykle trudno. Ogień trawił całe miasta, a nawet stolice. Już w starożytności powstały pierwsze służby przeciwpożarowe. Wykorzystywały one ręczne pompy, pompując wodę z rzek, haki do strącania płonących dachów, oraz wiadra. Przez kolejne setki lat niewiele się w temacie zmieniło. Pierwsze jednostki straży przeciwpożarowej, w nowoczesnym tego słowa znaczeniu, powstały w XVII wieku i od tego momentu zaczął się rozwój tej służby.
Praprzodkiem gaśnicy z 1715 r. była beczka wypełniona wodą, do której montowano lont i niewielki ładunek prochu strzelniczego. W razie pożaru należało podpalić lont i wtoczyć beczkę w ogień. Wskutek eksplozji prochu beczka rozpadała się i gasiła płomienie. W 1734 roku niemiecki lekarz M. Fuches zaproponował stworzenie baniek, przypominających duże żarówki, wypełnionych słoną wodą, które należało wrzucać do płonących pomieszczeń. Trzeba było jednak jeszcze 80 lat, nim Anglik, kapitan George William Manby zbudował miedziany cylinder z zaworem, do którego wlał wodę i wtłoczył sprężone powietrze. Tak w 1818 roku narodziły się pierwsze nowoczesne gaśnice.
Przez wiele lat były jedynie ciekawostką, dopóki ludzkość nie zaczęła wykorzystywać rozmaitych substancji, których pożary różniły się od siebie. Wielu rodzajów ognia nie dało się gasić wodą, szczególnie olejów, czy urządzeń elektrycznych. W połowie XIX wieku powstały pierwsze prototypy gaśnic proszkowych w postaci pudełka z siarką, saletrą, węglem i prochem, który po podpaleniu rzucało się w ogień. W 1904 r. powstały pierwsze gaśnice pianowe, wymyślone przez Rosjanina, Aleksandra Lorana, które trzeba było obrócić by znajdujące się w środku wodorowęglan sodu i siarczan glinu zmieszały się ze sobą i wytworzyły bezwodną pianę o dużej objętości. Dwa lata wcześniej w Niemczech Wilhelm Graaff założył firmę produkującą charakterystyczne gaśnice pianowe Minimax o kształcie stożka, które szybko stały się hitem straży pożarnych Niemiec i USA. Na dnie miały one tłoczek, którym trzeba było uderzyć o ziemię, by stłuc zbiorniczek z kwasem, który mieszał się z roztworem sody oczyszczonej i, wytwarzając dwutlenek węgla, wypychał ciecz na zewnątrz. Podobne zjawisko widzimy przy wstrząśnięciu napoju gazowanego i jego nagłym otwarciu.
Trzeba było jednak dopiero I Wojny Światowej, by ludzkość zrozumiała, jak nieodzowne są gaśnice. Wraz z pojawieniem się dużej liczby pojazdów: samochodów, czołgów, samolotów i okrętów, pełnych silników i instalacji elektrycznych, konieczne stało się ich wyposażanie w odpowiednie gaśnice. Problemem pierwszych gaśnic była ich duża masa: ważyły po 20-30 kilogramów. Dlatego starano się tę masę zmniejszać. Szczególnie groźne były pożary benzyn i smarów. Wówczas w sukurs przyszło dwóch ludzi: Walter Kidde i dr Percy Lavon Julian, pierwszy czarny, który uzyskał w USA doktorat z chemii. W 1940 r. Julian całkowicie przypadkiem opracował pianę do gaszenia pożarów olejów. Miał wynaleźć farby na bazie soi, a opracował pianę na bazie białka sojowego i strumienia wody. W czasie II WŚ jego wynalazek był powszechnie stosowany na okrętach US Navy.
Z kolei Walter Kidde w 1924 roku na prośbę firmy telefonicznej Bell Telephones, opracował gaśnicę do gaszenia pożarów instalacji elektrycznych. W ten sposób powstały pierwsze masowo produkowane gaśnice śniegowe - wypełnione płynnym dwutlenkiem węgla cylindry z wężykiem z plecionego drutu, pokrytego płótnem i dyszą w kształcie lejka. Po otwarciu zaworu płyn zamieniał się w gaz o temperaturze -78 stopni, po czym osiadał w postaci chmury śniegu. Gaśnice pomysłu Kidda znalazły się błyskawicznie w samolotach i samochodach, szczególnie, że gaśnice typu A-2 były niewielkie i zajmowały niewiele miejsca - ważyły niecałe 5 kilogramów. Były to najpopularniejsze gaśnice lotnicze II WŚ. W bombowcach B-17, B-24 i B-29 znajdowały się co najmniej trzy gaśnice tego typu: przy radiostacji, przy wejściu i w kabinie pilotów. Co więcej, amerykańskie bombowce wyposażone były w gaśnice CO2 na silnikach - po jednej na każdy z nich. Firma Kidde zwiększyła swój zysk z 2 mln dolarów w 1938 roku do 60 milionów w 1943 roku.
Poza firmą Kidde, potentatem produkcji gaśnic od 1910 roku była firma Pyrene, która opracowała małe gaśnice samochodowe B-2/C-2, które znajdowały się w każdym amerykańskim Jeepie. Po dwie takie gaśnice trafiały dodatkowo do bombowców B-17 i B-24 (co dawało w sumie pięć gaśnic na samolot!). Wypełnione były ówczesnym hitem - czterochlorkiem węgla. Nazywano je gaśnicami tetrowymi i były zdolne gasić niemal każdy pożar - paliw, silników, urządzeń, przewodów. Dopiero z czasem okazało się, że wskutek temperatury, czterochlorek węgla zamienia się w zabójczy fosgen - gaz bojowy. Wówczas zmniejszono ich rozmiary do jedno- i dwulitrowych cylindrów (2lb/4lb) i zalecono używać je głównie na zewnątrz. W zastępstwie w Niemczech opracowano bezpieczniejsze gaśnice halonowe, które po II WŚ podbiły także rynek amerykański. Niemcy używali też niemal identycznych gaśnic ''Tetra'' z firmy Minimax o pojemności 2 1/4 litra. Montowane one były w czołgach i samolotach i były tak udane, że ich produkcja trwała wiele lat po wojnie.
Cywile jednak niemal do końca wojny skazani byli na ręczne gaśnice wodne - 60-litrowe beczki z wodą, pompką i dyszą, wiadra z piachem i węże gaśnicze, podłączane do hydrantów. CO2 i mieszanki gaśnicze były bowiem zbyt drogie, nawet w USA, by sprzedawać je cywilom. Sama historia organizacji straży pożarnych, na czele z National Fire Service i Feuerschutzpolizei, oraz sprzętu gaśniczego podczas II WŚ - zasługuje na osobny wpis.
Warto też wspomnieć o bardzo popularnych gaśnicach proszkowych - te produkowała głównie niemiecka firma Total z dwoma osobnymi zbiornikami: mniejszym z CO2 i większym z proszkiem gaśniczym. Niemcy opracowali też ''flary gaśnicze'' - rurki, wypełnione proszkiem gaśniczym, które ''wystrzeliwano'' w stronę ognia. Były bardzo skuteczne, chociaż mocno brudziły pomieszczenia...
Dzisiaj gaśnice towarzyszą nam codziennie. Nie zauważamy ich i mijamy je codziennie w budynkach, pociągach, samolotach. Jednak warto pamiętać, by mieć gaśnicę zawsze pod ręką, także w domu. Nigdy nie wiemy, kiedy może się ona przydać. ;)
Zachęcam do lektury ostatniego posta o Bari.
Na zdjęciu: amerykański saper używa gaśnicy wodnej, Włochy, grudzień 1944 roku. Koloryzacja: Kolor na froncie.