23/06/2026
Przed wakacjami warto posiąść garść wiedzy o tym jak alkohol może nam zniszczyć życie.
W rodzinie alkohol piło się okazyjnie, ale i czasem wieczorkiem, dla rozluźnienia, dla odstresowania. Kiedy dzieci już kładły się spać, kiedy rozpoczynał się wieczorny film otwierała się lodówka, z której na stole lądowała puszka piwa dla Piotra a dla Hani winko albo soczysty drink z sokiem jabłkowym albo z colą.
To taki rytuał, który częściej uskuteczniał Piotr, a Hania raz za czas. Raz jedno, raz dwa, a czasem trzy piwa.
Niestety zmęczenie po całym dniu nie pozwalało długo siedzieć po nocy, więc w drodze z pracy można było wpaść do pobliskiego pubu połknąć kufelek, lub dwa, a z czasem zabarwić kielonkiem czystej bądź koniaczku.
Hania wyczuwała zawsze charakterystyczny zapach, ale dopiero po jakimś czasie, po jednym dwóch, trzech latach zauważyła, że Piotr wraca coraz chwiejniej do domu, coraz mniej rozmawia o sprawach bieżących, przynosi tylko czteropak, który po popołudniowej drzemce degustuje dość szybko, aby położyć się spać i być świeżym rano w pracy.
Z czasem Hani przestało się to podobać i zaczęła Piotrowi robić wymówki, na co odpowiedzią była znana śpiewka: „Co się denerwujesz? Pracuję, do domu pieniądze przynoszę, dzieci nie chodzą zaniedbane. Jeździmy na wakacje, mamy dwa samochody, a więc pozwól mi wieczory spędzać na mój sposób”.
Ale to Hani nie przekonało i zaczęły się coraz częstsze awantury, obwąchiwanie, sprawdzanie szafek, czy coś nie jest ukryte. Zaczęło się znajdowanie małych małpek 100, albo 250 ml na dnie kosza na śmieci, wciśnięte po cichu, aby Hania nie zauważyła. Ale im więcej kombinacji, tym bardziej Hania była podejrzliwa i nerwowa, stawiając warunki, aby Piotr przestał tak dużo pić, ale na nic się to zdało. Im więcej kontroli, tym Piotr w bardziej przebiegły i w coraz to sprytniejszy sposób przemycał już nie piwo, tylko mocny alkohol do swojego pokoju aby tam sobie łykać. Zdarzyło się nawet, że butelkę schował w spłuczce i podejrzanie często wychodził do WC, i wracał z stamtąd coraz „weselszy” po czym zasypiał.
Co zrobiła Hania? Postawiła ultimatum: „albo ja albo alkohol”. Groźby rozwodu, ukrywanie problemu przed dziećmi, przed sąsiadami, próby wyprowadzenia się do mamy.
A ze strony Piotra czasem „stawianie się” ale i przeprosiny, prośby o wybaczenie, obietnice, że to już koniec, warte tyle co nic. Bo nawet jeśli zdarzyły się dwa, trzy dni, tydzień trzeźwy, to wszystko wracało z większą siłą.
Żono, mamo, dziewczyno, kobieto, ale i mężu, tato - bo sprawa nie dotyczy tylko mężczyzn pijących alkohol – zejdźcie na ziemię. To nie zła wola twojego współmałżonka. Przecież zaczynaliście wspólne posiedzenia przy lampce wina czy drinku. To nie twój małżonek jest „winien” i nie Ty.
Obwiniając drugą stronę o to, że uzależniła się od alkoholu nie jest mądre. Bo alkoholizm to choroba. To taka sama choroba, jak cukrzyca, choroba wieńcowa, czy reumatyzm. Jeden na nią zapadnie, inny nie. Na pewno nie grozi ona komuś, kto w ogóle nie używa alkoholu. Ale nikt nie wie, czy picie tego wynalazku przez miesiąc, czy rok, czy trzy, albo więcej lat spowoduje uzależnienie się organizmu od chemicznego związku, jakim jest C2H5OH, czyli ETOH – alkohol etylowy. Nie ma tu nic do rzeczy często powtarzana „mądrość” że „trzeba umieć pić”. NIE! To nie ma zastosowania. Wszystko zależy od indywidualnej odporności organizmu na czynnik uzależniający. Tego się nie da przerwać awanturami, obietnicami, żalem, obwinianiem.
TO trzeba leczyć. Zapamiętaj – problem picia to problem wielu ludzi. Zarówno na osoby pijące, jak i ich rodziny, żony, mężów, dzieci, czekają lekarze, terapeuci w poradniach. Jeśli masz taki problem ze sobą albo z członkiem rodziny idź do poradni. Tam powiedzą ci co robić, aby nie pogarszać sytuacji. Tylko tak możesz przywrócić swoje życie do normalności.
Alex Tura