29/08/2026
Wszyscy płacimy za nadprodukcje OZE
Jest sobota, 15 sierpnia. To nie jest zwykła sobota – to święto Wniebowzięcia NMP, dzień ustawowo wolny od pracy. Jest letni weekend, a nad Polską panuje słoneczna pogoda, temperatura w wielu miejscach ma przekroczyć 30 stopni Celsjusza. Rankiem okolice Słupska przemierzają tysiące samochodów zmierzających w kierunku Bałtyku. Nadmorskie miejscowości są zapełnione, ale tego dnia dojadą jeszcze ci, którzy zamierzają spędzić nad morzem weekend. Większość z nich nie zdaje sobie sprawy, że za ten wypoczynek przyjdzie im zapłacić dodatkową cenę w rachunku za prąd.
Wiatr wieje, wiatraki stoją
Ziemia słupska to zagłębie odnawialnych źródeł energii (OZE). W tę sobotę dziesiątki, nie, setki elektrowni wiatrowych stoją nieruchome. Nie kręci się żaden wiatrak. Tysiące ludzi zmierzających na wypoczynek nie dostrzegają w tym nic podejrzanego. Jest wietrznie, liście na drzewach falują, a co dopiero na wysokości 200 m. Ale mało kogo to zastanawia, czemu wiatraki nie pracują.
W polskiej sieci elektroenergetycznej mocy jest aż nadto, ale technicy z PSE są przygotowani na takie trudne dni. Oto, co o sytuacji energetycznej tego dnia w Polsce dowiemy się z pomocą AI:
„Dzień 15 sierpnia 2026 roku charakteryzował się drastyczną nadpodażą wyprodukowanej energii w stosunku do zapotrzebowania, co zmusiło operatora sieci do nadzwyczajnych kroków. Ponieważ był to dzień ustawowo wolny od pracy, krajowe zużycie prądu spadło do bardzo niskiego poziomu. Jednocześnie słoneczna aura i wietrzna pogoda spowodowały gigantyczny p*k generacji z odnawialnych źródeł energii.
Sytuacja ta była kolejnym przykładem wyzwań strukturalnych dla polskich sieci w 2026 roku, gdzie w dni wolne od pracy wysoka elastyczność źródeł konwencjonalnych (elektrownie węglowe) oraz interwencyjne wyłączenia OZE stają się kluczowe dla uniknięcia blackoutu.”.
Za dużo prądu, za dużo OZE
To nie pierwszy i nie ostatni świąteczny, wietrzny i słoneczny dzień w tym roku, kiedy instalacje OZE generują nadmiar mocy. Słoneczna pogoda sprzyja zarówno przemysłowym farmom fotowoltaicznym, jak i prywatnym prosumentom. Choć fotowoltaika ma najwyższy priorytet w takich warunkach, wiele instalacji musiało zostać wyłączonych. Gdyby to była zwykła sobota, pracowałyby duże i małe firmy, dyskonty spożywcze, hipermarkety, gabinety lekarskie, fryzjerzy i inne usługi, ale jest święto.
Bilans jest bezlitosny. Klimatyzacje, oświetlenie, komputery i sprzęt elektroniczny nie pobierają prądu. W mieszkaniach ludzi, którzy wyjechali na wypoczynek, działa co najwyżej lodówka. Kiedy systemowe magazyny energii są pełne, a w okolicy brakuje zapotrzebowania na moc, konieczne staje się ograniczenie produkcji energii elektrycznej. Technicy PSE przymusowo wyłączają wielkie farmy fotowoltaiczne i zatrzymują produkcję na farmach wiatrowych. Najniższy priorytet mają elektrownie gazowe, węglowe i wodne. Te, których nie można zatrzymać, pracują na pół gwizdka albo jeszcze niżej. Aktualna polityka jest taka, że za te wszystki przestoje trzeba będzie zapłacić.
To obywatel pokryje koszty
Słońce chyli się ku zachodowi, a wiatraki powoli zaczynają się kręcić, gdyż fotowoltaika zmniejsza generację. Wszystko wydaje się kończyć dobrze – nie doszło do przeładowania sieci, a Polskę ominął blackout. Niestety, pozostają ogromne rachunki do zapłacenia za rekompensaty dla wszystkich instalacji OZE oraz elektrowni tradycyjnych, które musiały obniżyć lub przerwać dostawy prądu. Rachunek ten zapłaci absolutnie każdy użytkownik podłączony do krajowej sieci energetycznej, niezależnie od tego, czy jest zwolennikiem OZE, czy sceptykiem. Z każdym rokiem wzrost udziału OZE w wytwarzaniu energii elektrycznej podnosi koszty produkcji energii w naszym kraju, co wpływa negatywnie nie tylko na budżety domowe, ale także na całą gospodarkę i stan finansów państwa.
Niestety, wciąż zbyt wiele osób wierzy w propagandę o taniej odnawialnej energii, ignorując ekonomiczne i techniczne zagrożenia (blackout) wynikające z ekspansji farm wiatrowych i fotowoltaicznych.