24/05/2026
Hej hej. Witam Was kochani z Węgierskiego miasteczka Hajduszoboszlo. Dojechaliśmy szczęśliwie rano na miejsce , gdzie przywitał nas nasz węgierski przyjaciel Jurii a właściwie Gregory ale zostańmy przy imieniu Jurii bo tak go wszyscy nazywamy. Podróż przebiegła bardzo spokojnie bo nasz ulubiony kierowca Arek z firmy Arkus dołożył starania aby tak było. Profesjonalnie, spokojnie i na czas. Dziękujemy Ci Arku. Hajduszoboszlo ,,szoboszlo,, jak wymawia nazwę miasteczka Jurii, przywitało nas przepięknym słonecznym rankiem. Spokojnie wpakowaliśmy bagaże i na Śniadanko. Jak wiecie zmieniliśmy ,,żywiciela,,. A tak serio stołujemy się w innej niż dotychczas restauracji ( wybaczcie nie zapamiętałam nazwy). I ..... Strzał w dziesiątkę, bliżej, kameralniej i obficie zaopatrzony stół. Żeby nie było że tylko superlatyw to powiem że na bieżąco uzgadniamy z Panią Menażer niedogodności - gdyby nie translator w telefonie było by trudno ale ktoś go wymyślił i dzięki mu za to. Jesteśmy w innym kraju i Węgrzy nie wiedzą że P***k bez herbatki śniadania nie skonsumuje. Hihi . Herbata owocowa czasem jest pita ,a czarna to tylko jak kto chory. Inny kraj i inny obyczaj. Niemniej nasze prośby są migusiem spełniane. Po zakwaterowaniu wszyscy udali się na zwiedzanie miasteczka i do HungaroSPA , mówiąc kolokwialnie ,,moczyć dupki,,. W Hajduszo jestem trzeci raz moi koledzy i koleżanki różnie i po raz pierwszy i po raz kolejny. Jedno nas łączy jesteśmy zachwyceni miasteczkiem , termami , fontannami, kwiatami, czystością i życzliwością. Na razie tyle dalsze relacje będą, obiecuję. Lusia.