29/05/2026
DWAJ KSIĘŻA, BURMISTRZ I KAPRYŚNA HRABINA – ZAPIS CIESZYŃSKIEJ CODZIENNOŚCI Z POŁOWY XVIII WIEKU
W przechowywanej w Książnicy Cieszyńskiej kolekcji rękopisów biblioteki ks. Leopolda Jana Szersznika pod sygnaturą DD IX 22/39 przetrwał niepozorny rękopis, sprawiający wręcz wrażenie kancelaryjnej makulatury: pojedyncza kartka papieru, obustronnie zapisana niezbyt starannymi, różnymi charakterami pisma, ze skreśleniami, w dwóch językach i w dwóch zupełnie odmiennych rejestrach stylistycznych. A jednak ów niepozorny kawałek papieru — list księdza z Frysztatu do brata oraz — na odwrocie — sporządzony przez adresata tegoż listu brudnopis żartobliwych życzeń urodzinowych dla burmistrza jednego z cieszyńskich miast — stanowi wyjątkowo wymowne świadectwo życia codziennego na Śląsku Cieszyńskim połowy XVIII wieku. Nie mówi o wielkich wydarzeniach, tylko o zwykłym życiu — obowiązkach, relacjach i lokalnych powiązaniach, które rzadko trafiają do oficjalnych zapisów, a także o poczuciu humoru i języku i używanym na co dzień.
Pierwsza strona kartki to list Franciszka Heimba (1710–1775), wikarego we Frysztacie. Wyświęcony na księdza w 1738 r. we Wrocławiu, Franciszek pisze do starszego brata Ludwika (ok. 1700–1765), również duchownego. List — zgodnie z praktyką kościelną — sporządzony jest po łacinie, ale jego treść okazuje się zaskakująco żywa i osobista. Już nawet sposób przekazania listu wydaje się znamienny: „per nostrum pannificem Lutheranum” czyli „przez naszego luterańskiego sukiennika”. Wzmianka ta odsłania praktyczny, nieformalny obieg korespondencji, oparty nie na instytucjach, lecz na sieci zaufanych osób — w tym przypadku pośrednikiem pomiędzy braćmi, katolickimi duchownymi okazuje się luterański rzemieślnik. Pokazuje to zarówno ograniczenia infrastruktury komunikacyjnej, jak i codzienną, pragmatyczną współpracę ponad podziałami konfesyjnymi. W realiach Śląska Cieszyńskiego codzienna praktyka życia często łagodziła formalne podziały konfesyjne. W sprawach prozaicznych granice te były wyraźnie bardziej przepuszczalne, niż mogłaby sugerować normatywna wizja epoki.
W dalszym ciągu Franciszek informuje Ludwika, że hrabina zamierza wysłać młodego hrabiego do Wiednia, a on sam ma mu towarzyszyć jako opiekun w podróży. Nadawca listu dodaje jednak z wyraźną, choć dyskretną ironią, że sprawa nie jest bynajmniej pewna, ponieważ — jak pisze — „…quam subinde intra horam ter assuevit mutare…”, a więc że hrabina „zwykła zmieniać zdanie po trzykroć w ciągu godziny”. To jedno zdanie otwiera przestrzeń, której próżno szukać w dokumentach urzędowych. Widzimy arystokratkę przedstawioną przez autora listu jako osobę chimeryczną, zmienną w decyzjach, od których zależy organizacja życia jej otoczenia. Napotykamy też duszpasterza, stojącego wobec konieczność dostosowania swoich planów do rytmu funkcjonowania magnackiego dworu, a zarazem odpowiedzialnego za parafię.
Franciszek zmuszony jest bowiem prosić Ludwika o zastępstwo na czas swojej nieobecności, gdyż w tym samym czasie przypada jego kazanie w położonych nieopodal Piotrowicach. Pisze: „…rogarem ut ad aliquot dies hic mei loco esses…”, czyli „…prosiłbym Cię, abyś przez kilka dni był tutaj na moim miejscu…”. Wzmianka o obowiązkach zawarta w słowach:„…contio […] Petrovitij mea…” („…moje kazanie w Piotrowicach…”) wskazuje na ścisłe ramy czasowe jego pracy i fakt, że obowiązki duszpasterskie były przypisane do konkretnych terminów i miejsc, co znacząco ograniczało mobilność duchownego. Konieczność pogodzenia ich z oczekiwaniami dworu ukazuje napięcie między porządkiem kościelnym a świeckim.
W liście pojawia się wreszcie wzmianka o pieniądzach, które brat miałby mu przesłać. Ludwik pisze: „…si jam pecuniam accepisti tunc mihi mitte […] ut et ego, et hic Puella simus provisi…” („…jeśli otrzymałeś już pieniądze, prześlij mi je […] abyśmy i ja, i tutejsza dziewczyna byli zaopatrzeni…”). Fragment ten odsłania materialny wymiar funkcjonowania duchownego. Widać, iż nawet pozostając w orbicie magnackiego dworu, nie dysponował on stałym zabezpieczeniem finansowym, lecz zależał od doraźnych środków i wsparcia rodzinnego. Z kolei wzmianka o „puella” — zapewne służącej — pozwala uchwycić kolejny aspekt tej codzienności: funkcjonowanie niewielkiego gospodarstwa prowadzonego przez duchownego. Oznacza to sytuację bliską modelowi drobnego gospodarza, zobowiązanego do utrzymania nie tylko siebie, lecz także osób pozostających w jego otoczeniu. Ten fragment odsłania materialny wymiar funkcjonowania duchownego, uwikłanego w bardzo konkretne zobowiązania finansowe i zależności rodzinne.
List nabiera dodatkowego znaczenia, gdy osadzi się go w realiach epoki. Wspomniana hrabina to bez wątpienia Marianna Taaffe de domo Spindler, pochodząca ze starego rodu hrabiowskiego z Dolnej Austrii, żona hrabiego Mikołaja Taaffe (1677–1769). Ten ostatni, urodzony w Irlandii szósty wicehrabia Taaffe z Ballymote, jako katolik, w warunkach ustawodawstwa ograniczającego prawa majątkowe wiernych Kościołą rzymsko-katolickiego, utracił swoje irlandzkie posiadłości i związał się z naddunajską monarchią, osiadając na stałe na Śląsku Cieszyńskim. Będąc wybitnym dowódcą, zasłużonym w wielu kampaniach, wsławił się m.in. w bitwie pod Kolinem w 1757 r., gdzie zwycięstwo wojsk austriackich powstrzymało ofensywę Fryderyka II, jemu samemu pozwalając umocnić pozycję na dworze wiedeńskim. Posiadane wpływy i pozostające w jego dyspozycji środki finansowe, w części pochodzące ze sprzedaży odebranego mu irlandzkiego majątku (otrzymał 25% sumy uzyskanej z jego sprzedaży), pozwoliła hrabiemu Taaffe stworzyć — drogą kolejnych zakupów — rozległy kompleks dóbr obejmujący Niemiecką Lutynię, Pietwałd, Frysztat wraz z przedmieściami, niższe państwo stanowe Raj ze wsiami Darków, Łąki i Piotrowice, a także Mizerów i Piersną oraz — pozostającą po austriackiej stronie granicy — część Godowa. Obszar ten, położony w dorzeczu Olzy i Odry, w najżyźniejszej części Śląska Cieszyńskiego, a pod względem powierzchni porównywalny z państwami stanowymi Bielsko i Frydek, sytuował hrabiego Taaffe wśród największych właścicieli ziemskich regionu. Trwałym śladem jego obecności we Frysztacie pozostaje kamienna figura św. Patryka, patrona Irlandii, ustawiona na placu pomiędzy zamkiem a kościołem parafialnym.
Mikołaj Taaffe dochował się dwóch synów. Starszy, Jan Baptysta, urodzony w 1733 r. w Londynie, kształcił się w latach 1748–1751 w założonej w 1746 r., prowadzonej przez jezuitów cesarskiej akademii Theresianum w Wiedniu, jednej z najważniejszych instytucji edukacyjnych monarchii, przeznaczonej dla młodzieży szlacheckiej i przygotowującej ją do służby państwowej i dyplomatycznej. W metryce uczelni zachowało się jego nazwisko; wiadomo także, że 4 października 1750 r., w wigilię urodzin cesarza Franciszka I Stefana, wygłosił w imieniu wszystkich uczniów mowę przed monarchą, zaświadczając w ten sposób o wysokiej pozycji wśród wychowanków Theresianum. Dożywszy zaledwie 32 lat, zmarł w 1765 r. w drodze do Neapolu jako cesarski dyplomata, wcześniej posłujący m.in. do Madrytu i Lizbony; krążyły pogłoski, że został otruty. Był żonaty z Marią Brygidą hrabianką Chotek, przedstawicielką jednego z najznaczniejszych rodów w monarchii.
Młodszy syn, Franciszek Taaffe, urodzony w 1738 r. w Pradze, postępując śladami ojca, obrał karierę wojskową. Cieszył się względami cesarzowej Marii Teresy, która stawiała go za wzór dla młodej szlachty, i już w 1773 r. otrzymał awans na stopień generała-majora. Po śmierci brata zamierzał poślubić jego wdowę, Marię Brygidę Chotek. Jego oświadczyny zostały przyjęte, jednak ze względu na brak wymaganej dyspensy papieskiej do ślubu ostatecznie nie doszło. Owdowiawszy w 1792 r., osiadł w Czeskich Budziejowicach, gdzie polecił wznieść obserwatorium astronomiczne i poświęcił się działalności naukowej, zwłaszcza astronomii.
W literaturze przedmiotu przyjmuje się niekiedy, że także Franciszek kształcił się w wiedeńskim Theresianum w tych samych latach co jego starszy brat (1748–1751), jednak brak jego nazwiska w metrykach uczelni każe podchodzić do tej informacji z ostrożnością. Lakoniczne informacje zawarte w liście Franciszka Heimba nie pozwalają tej kwestii ostatecznie rozstrzygnąć, choć wprowadzają do niej pewien element niepewności: nadawca wspomina bowiem o jednym tylko młodym hrabim, któremu towarzyszyć ma w podróży do Wiednia. Nie jest to dowód rozstrzygający; sugeruje jedynie, że w danym momencie tylko jeden z synów pozostawał pod bezpośrednią opieką domową i wymagał organizacji wyjazdu. Istotniejsze jest jednak to, że źródło to pozwala uchwycić moment, w którym przyszli dyplomaci i generałowie występują jeszcze jako młodzi panicze, wymagający opieki i organizacji podróży, a zarazem pokazuje wpływ takich — pozornie drobnych — przedsięwzięć na rytm życia osób zależnych od magnackiego dworu.
Nie wiadomo, czy spełniły się przewidywania ks. Franciszka i czy ostatecznie udał się on z młodym hrabią do Wiednia. Metryki kościelne Frysztatu i Piotrowic odnotowują wprawdzie wielokrotnie jego obecność przy udzielaniu sakramentów, nie ujawniają jednak udziału jego brata Ludwika, który — jak można przypuszczać — wkrótce potem, a w każdym razie nie później niż w 1753 r., jak wynika to kończącego powinszowania chronostychu, wykorzystał odwrotną stronę listu jako brudnopis formułowanych przez siebie życzeń urodzinowych dla Adama Motlocha, długoletniego burmistrza niezidentyfikowanego z nazwy miasta.
Życzenia te mają charakter wyraźnie żartobliwy i swobodny. Zostały zapisane polszczyzną przesiąkniętą elementami gwary oraz wpływami czeskimi i niemieckimi (np. „obecz” w znaczeniu „gmina”, „niefalowelo” od niem. nicht fehlen). Nie jest to język liturgii ani oficjalnej korespondencji, lecz język codziennej praktyki, na który wyraźnie nałożyły się — w dużym stopniu zniekształcając go — dominujące w piśmie i w oficjalnej komunikacji kody języka czeskiego oraz niemieckiego.
Oto ich treść w transliteracji, z zachowaniem oryginalnej pisowni:
„Spelnugem Slowo dziź Rote obieczane | K czemu me Sercze gest Opowionzane | Winssugem zabiegnucz Panu Adamowi | Tey Slavney Obcze dwaczet lot Burgmistrzowi | Niech gescze dwaczet Lot Obecz Sprawuie | A k Sobie Sercza Miessczanuw kieruie | Geźliby mysslel że dwaczet lot mało | memu Winssu nicz niefalowelo | Niech żiie Telo lot czo w Wissle Kropek | Czo na Obfitym Polu w lecze Stopek | Czo w Kluskach Zorkuw, czo listu na Stromach | czo gest Ssindzioluw na Skoczowskich domach | wiela Podolski robi Niedźwiedz Krokuw | Z Polski do Sslonska, tela niech żiie rokuw wiela gest Ssierrsczi na Bydle rogatym | a Pirza w Ptacztwie w Powietrzu, Bogatym | Bogatym mowim Niech bendzie na Cznotach | Bogatym też na Kremniczkich dukatach | A Po Bogacztwie na czele na dussi | Pierwssego Oicza niech Tam RadosCz Skussi | Kdzie już przebywa weselssy niż w Raju | Adam radujoncz ssie w Niebieskim Kraju | Synuw czekajoncz bratruw iego miana | by iego Radoscz była dupplowana | Już muj winss kunczim dwiem Sloweczkami | Wy też Panowie muwczie semnom Sami
NIeCh zIIe Pon ADaM SsCzensne Lata | MotLoCh ObCze zDeIsseII Tata | w czestowani | Sluga | Już przed Rokem podpisany L: H:”
Treść tę można oddać we współczesnej polszczyźnie następująco:
„Spełniam słowo dziś roty obiecane, ku czemu moje serce jest zobowiązane. Winszuję Panu Adamowi, burmistrzowi tej sławnej gminy, aby jeszcze dwadzieścia lat urząd sprawował i ku sobie serca mieszczan kierował.
Jeśli by myślał, że dwadzieścia lat to mało, aby mojemu winszowi nic nie brakowało, niech żyje tyle lat, ile kropli w Wiśle, ile stopek (snopków?) na obfitym polu w lecie, ile ziaren w kłosach, ile listków na drzewach, ile gontów na skoczowskich domach, ile kroków robi podolski niedźwiedź z Polski do Śląska.
Tyle niech żyje lat, ile sierści na bydle rogatym, a ile pierza w ptactwie w powietrzu, bogatym,
Bogatym – mówię – niech będzie w cnoty, bogatym też w kremnickie dukaty.
A po bogactwie — na ciele i duszy — niech tam radości pierwszego ojca zakosztuje, gdzie już przebywa weselszy niż w raju Adam, radujący się w niebieskim kraju, oczekujący synów, braci jego imienia, aby jego radość była powiększona.
Już mój winsz kończę dwiema słówkami, wy też, panowie, mówcie ze mną sami.
Niech żyje pan Adam szczęśliwe lata
tutejszej gminy Tata
w podróży sługa już przed rokiem podpisany L[udwik] H[eimb]”.
Kim był Adam Motloch? Dotychczas przyjmowano, że był burmistrzem Frysztatu, jednak informacja ta nie znajduje potwierdzenia w miejscowych źródłach. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że chodzi o burmistrza Skoczowa. Wskazuje na to zarówno obecność członka rodziny Motlochów na tym urzędzie w drugiej połowie XVIII wieku, co stanowić może przejaw dynastycznej niemal tradycji w obsadzaniu burmistrzowskiego fotela, jak i odniesienia zawarte w tekście życzeń — do Wisły oraz do skoczowskich gontów — lokujące ich treść w realiach Skoczowa. Dodatkowo Ludwik Heimb był związany z tym miastem jako duszpasterz, co stwarzało naturalne warunki do utrzymywania bliższych relacji z tamtejszym burmistrzem. Choć nie jest to rozstrzygnięcie absolutne, pozostaje najbardziej przekonującą interpretacją dostępnych danych.
Ludwik Heimb to postać dobrze znana badaczom regionu. Urodzony około 1700 r. w Cieszynie, był duchownym, ale zarazem poetą i tłumaczem, autorem zarówno utworów poważnych, jak i żartobliwych, które krążyły w odpisach. Do najważniejszych należą „Pochwała Łysej Góry” oraz „Gloria quadorum”. Ich znaczenie polega przede wszystkim na tym, że są to najwcześniejsze znane utwory literatury pięknej powstałe na Śląsku Cieszyńskim w języku polskim. W druku ukazały się dopiero w 1995 r. staraniem Jana Malickiego.
Biografia Heimba nie jest w pełni znana; wiadomo, że po nauce w cieszyńskim gimnazjum i studiach teologicznych, być może w Ołomuńcu, pełnił posługę duszpasterską w Cieszynie, Skoczowie, Grodźcu i Pruchnej. W okresie pracy w Cieszynie zatrudniony był także jako nauczyciel domowy w rodzinie burmistrza Leopolda Polzera. Zajmował się kształceniem Alojzji, późniejszej matki ks. Leopolda Jana Szersznika. To właśnie Szersznik przechował rękopisy Heimba i w swoim fundamentalnym dziele „Nachrichten von Schriftstellern und Künstlern aus dem Teschner Fürstenthum” („Wiadomości o pisarzach i artystach z Księstwa Cieszyńskiego”) podkreślał jego zdolności, pisząc: „Był człowiekiem o wielkich talentach umysłowych, co wykazują różne jego wiersze napisane w języku polskim, niekiedy w żartobliwym stylu. Posiadam po nim w rękopisie pochwałę Łysej Góry i Gloria quadorum.” Zachowane utwory Heimba są konsekwentnie polskojęzyczne, co nie pozostawia wątpliwości, że był to język mu najbliższy, używany zapewne wśród swoich, ale – jak widać – prekursorsko wykorzystywany także w twórczości literackiej, adresowanej do miejscowych odbiorców.
Znaczenie omawianego źródła nie sprowadza się więc do pojedynczych, przypadkowych i niepewnych informacji biograficznych, które przynosi. Jedna, niepozorna kartka, zachowana dzięki działalności kolekcjonerskiej Szersznika, łączy w sobie trzy rzadko współwystępujące warstwy: dworską — relacje z rodziną Taaffe i obowiązki wobec magnackiego dworu; miejską — postać burmistrza Motlocha i lokalne relacje społeczne; oraz prywatną — korespondencję dwóch braci, którzy wspierają się w codziennych obowiązkach i troskach. W tym sensie wpisuje się ono w sposób patrzenia na przeszłość właściwy mikrohistorii — a szerzej także historiografii późnego XX wieku — która w drobnym, jednostkowym przypadku dostrzega klucz do uchwycenia bardziej ogólnych mechanizmów życia społecznego.
Gdyby więc chcieć opisać Śląsk Cieszyński połowy XVIII wieku przez pryzmat jednego źródła, owa niepozorna kartka mogłaby być takiego źródła znakomitą egzemplifikacją. Łączy bowiem w sobie dwór i parafię, miasto i rodzinę, Wiedeń i Frysztat, sprawy wielkie i drobne — oraz ludzi, którzy w tym świecie funkcjonowali. To właśnie w takich drobnych świadectwach historia odsłania się najpełniej i w najżywszych barwach.
Krzysztof Szelong