25/04/2021
Wczoraj Pan Aleksander Sopliński wezwał i zgromadził swoją Drużynę po raz ostatni. Przybyliśmy i stawiliśmy się przed Nim, niczym przed laty. Niebiosa nad świątynią długo nie mogły zdecydować się, jakie przybrać oblicze – chmurne i łzawe, czy też pogodne i rozpromienione. Może to sam Wszechmogący wahał się jeszcze, cóż począć? Dął zimny wiatr, próbując zerwać trzepoczący nekrolog ze ściany kościoła. Jakby chciał odwrócić los, cofnąć czas. Kiedy Władysław Kosiniak Kamysz mówił, że Aleksandra charakteryzowały trzy słowa: wiedza, spokój i uśmiech, odnieśliśmy wrażenie, jakby znów stał pośród nas. Załzawionymi oczami spojrzeliśmy na wieniec ozdobiony szarfą z napisem: „Niezapomnianemu Szefowi i Przyjacielowi – Wdzięczna Drużyna z Biura Poselskiego”. Nad cmentarzem, pośród grobowców, niosła się majestatyczna melodia „My Way”, wygrywana na trąbce przez sędziwego strażaka. Wtedy zrozumieliśmy – pewien etap, piękny etap naszego życia został właśnie definitywnie zamknięty…