14/05/2026
„Bezdomność” czy „kryzys bezdomności”? Dlaczego słowa mają znaczenie
Coraz częściej zamiast mówić „bezdomny” albo „bezdomność”, używamy określenia „osoba w kryzysie bezdomności”. To nie tylko zmiana w języku, ale też w sposobie patrzenia na człowieka.
Słowo „bezdomny” bardzo łatwo staje się etykietą. Potrafi sprowadzić człowieka do jednej trudnej sytuacji i sprawić, że przestajemy dostrzegać jego historię, emocje, relacje czy marzenia. A przecież nikt nie jest wyłącznie swoją życiową trudnością. Każdy człowiek ma swoją godność, doświadczenia i prawo do tego, by być traktowanym z szacunkiem.
Dlatego coraz częściej mówi się o „kryzysie bezdomności”. To określenie pokazuje, że bezdomność nie definiuje człowieka na zawsze. Jest kryzysem, czyli sytuacją, która może dotknąć wielu osób i mieć bardzo różne przyczyny. Utrata pracy, choroba, przemoc, rozpad relacji, uzależnienie, zadłużenie czy po prostu brak dostępnego mieszkania. Często kilka takich doświadczeń pojawia się jednocześnie.
Zmiana języka pomaga zmieniać sposób myślenia. Kiedy mówimy „osoba w kryzysie bezdomności”, najpierw widzimy człowieka, a dopiero później jego trudną sytuację. To ważne, bo osoby doświadczające bezdomności bardzo często mierzą się nie tylko z brakiem domu, ale też z samotnością, odrzuceniem i społeczną oceną.
Słowa same nie rozwiążą problemu, ale mają ogromne znaczenie. Mogą ranić albo budować poczucie godności. Mogą wzmacniać stereotypy albo otwierać na empatię i zrozumienie. Czasem właśnie od języka zaczyna się prawdziwa zmiana w sposobie, w jaki traktujemy innych ludzi.
W Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta wierzymy, że pomoc zaczyna się od dostrzeżenia człowieka. Od spojrzenia bez oceniania. Od obecności, rozmowy i szacunku.
Nie „bezdomny”.
Osoba w kryzysie bezdomności.
Człowiek.