18/02/2020
Z Mościckim po Złote Runo
Ta czterokilometrowa ulica, tętniąca historią, obfita w zwroty akcji i będąca tkanką krwionośną komunikacji wrocławskiej zaczyna się na skrzyżowaniu z ulicami Karwińską i Gazową.
I rozpoczyna się tak jak początki życia Ignacego Mościckiego, gwałtownie i niebezpiecznie.
Tak jak młody Ignacy Mościcki pełen marzeń i ideałów postanawia wziąć historię w swoje ręce, a raczej pierś i wysadzić się wraz z gubernatorem warszawskim Josifem Hurko i elitą rosyjską za pomocą nitrogliceryny (jeden kilogram wyprodukował nasz tytułowy bohater), tak nasza ulica Ignacego Mościckiego zaczyna się punktem wyjątkowym, pełnym wypadków i stłuczek. To skrzyżowanie wymusza sytuacje niebezpieczne. Czekasz i czekasz, będąc na drodze podporządkowanej i w końcu ryzykujesz, dodajesz gazu i właśnie wyłania się pędzący samochód i...
I będziesz miał szczęście jak młody Mościcki, uda ci się przeżyć, bo spisek wykryto i uciekniesz w ostatniej chwili lub... zginiesz jak jego kompan Zieliński, który fanatycznie kontynuował rozpoczęte dzieło. To skrzyżowanie jest zapisem wielu wypadków.
Ale my żyjemy, mamy za sobą początki ulicy i dziarsko kroczymy w stronę osiedla Brochów - pieszo. Idziemy w dwudziestym pierwszym wieku, a czujemy się jak w zaborze rosyjskim. Brak chodnika, kilka lamp, dookoła uprawy działkowców i dalej brak chodnika. Samochody z prędkością 60 km mijają nas, prawie ocierają się, a my myślimy czy przeżyjemy. Autobus 114 zatrzymuje się na żądanie i wysiada z niego trójka bezdomnych, ale altankowo-ogródkowych osób i zmierzają do swych (może nie do końca swych) włości.
A my niczym przy paryskim łuku triumfalnym znajdujemy się przy wiadukcie, prowadzącym w cywilizację i świat współczesny.
Naszym oczom pokazują się wielkie połacie pól oraz układ krwionośny Brochowa - tory. Tory, które zmierzają do serca Brochowa - stacji kolejowej oraz do jednej z największych stacji przeładunkowych w Europie.
Idziemy radośnie, czując się nieco pewniej, gdyż tu widać zalążki prawiechodnika. Nie możemy wyobrazić sobie jak można wracać tędy do domu o godzinie 23.00. Tu nie ma ani jednej latarni! No tak ale, kto tak nieodpowiedzialny wraca tędy do domu prawie o północy?
Docieramy do przecięcia ulicy z rzeczką Brochowianką i widzimy po jednej stronie piękne historyczne familoki, a po drugiej stronie budynki, które są zapisami przedwojennej historii, które przetrwały naloty dywanowe Wojska Radzieckiego, bo były zbyt daleko dworca.
Przystajemy i czujemy rok 1951, gdzie Brochów staje się osiedlem Wrocławia, rok 1952 gdy ta ulica nosi miano 22 lipca i wreszcie 1992 gdy Ignacy Mościcki staje się patronem tej ulicy. Widzimy, że ulica ta utraciła piękno ulicy Breslauer Strasse. Nie ma klimatu zamożnego miasteczka, nie ma przepięknych drzew wzdłuż ulicy, nie ma tamtego Brochowa, ale jest nowe prężnie rozwijające się osiedle. Idziemy ulicą osiedla, które jest drugim najchętniej zamieszkiwanym osiedlem we Wrocławiu. To sprawia, że przymykamy oczy na zniszczony chodnik, blaszane garaże i wiaty. Na ulicy pozimowe dziury, naliczymy ich 169.
Dochodzimy do serca ulicy Mościckiego oraz centrum Brochowa - Dworca Brochów. Zatrzymujemy się i słyszymy turkot pociągu. To chyba nie jest Latający Ślązak, który jadąc z prędkością 170 km/h przejeżdżał trasę z Berlina do Bytomia w 4 godziny i 25 minut. Nie to nie on, to pociąg osobowy, którym możemy w ciągu czterech minut dojechać do Dworca Głównego. Też dobrze.
Po prawej widzimy zieloną przestrzeń, która kiedyś była cmentarzem, po lewej tuż przy Dworcu cmentarz około 300 wyciętych niedawno drzew przez PKP.
Nie zatrzymujemy się lecz idziemy konsekwentnie dalej niczym Prezydent Mościcki, który miał być tylko malowanym prezydentem, a stał się wytrawnym politykiem i graczem. Nam zaś maluje się na wprost skrzyżowania Koreańskiej i Mościckiego przepiękna gospoda Zur Guten Laune, w której odpoczniemy. Niestety, to tylko widmo budynku, które stało jeszcze w roku 1939. Aż chciało by się przystanąć, zasiąść i zastanowić co będzie dalej.
Dalej to już tylko dziury w jezdni, pozostałości solidnej poniemieckiej kostki oraz rubieże Wrocławia. Tu nasza podróż dobiega końcem. Idąc polem, czujemy się niczym Prezydent Mościcki, który wraz z rządem przekraczał w 17.09.1939 granice polsko- rumuńską, po wkroczeniu wojsk radzieckich. Tu historia urywa się gwałtownie ulicą 50 bohaterów.
Kim było tych pięćdziesięciu bohaterów? Niektórzy twierdzą, że to Argonauci, którzy pod wodzą Jazona wyruszyli do Kolchidy po Złote Runo. Myślę, że to prawda, bo gdy dowiemy się ile kosztuje działka w Bieńkowicach i Zacharzycach to myślę, że tak w granicach Złotego Runa.
Drogi obywatelu Wrocławia, wyjdź z domu swego, wsiądź w autobus 114 lub 125 i przejdź wraz z Prezydentem Mościckim fragment dawnego szlaku handlowego z Krakowa do Szczecina w epoce brązu i żelaza. Warto, bo podobno gdzieś tutaj jest Złote Runo. A ty, jeśli jesteś stąd powinieneś je zdobyć.
Z obserwacji „mieszczanina”
Zdjęcia: Monika Zborowska