02/06/2026
𝗔 𝗺𝗼𝗴ł𝗼 𝗴𝗼 𝗷𝘂𝘇̇ 𝗻𝗶𝗲 𝗯𝘆𝗰́... 𝗛𝗶𝘀𝘁𝗼𝗿𝗶𝗮 𝗼𝗰𝗮𝗹𝗲𝗻𝗶𝗮 𝘄𝗼ł𝗼𝘄𝘀𝗸𝗶𝗲𝗴𝗼 𝗿𝗮𝘁𝘂𝘀𝘇𝗮
Dziś trudno wyobrazić sobie wołowski Rynek bez charakterystycznej wieży ratuszowej. To jeden z symboli miasta, świadek jego historii i budynek, który od stuleci wyznacza centrum Wołowa. Niewielu mieszkańców zdaje sobie jednak sprawę, że po II wojnie światowej jego los był bardzo niepewny.
W 1945 roku ratusz został poważnie zniszczony. Powojenne opracowania konserwatorskie wskazują, że skala zniszczeń sięgała około 70 procent. Wypalone wnętrza, zawalone dachy i stropy sprawiły, że budynek przez długie lata przypominał bardziej ruinę niż siedzibę władz miejskich. Wielu starszych mieszkańców Wołowa doskonale pamięta czasy, gdy dzisiejsza wizytówka miasta była jedynie wypalonym szkieletem górującym nad rynkiem.
Wołów znalazł się w gronie dolnośląskich miast szczególnie dotkniętych skutkami wojny. W opracowaniach konserwatorskich wymieniano go obok Lubina, Ścinawy, Bierutowa czy Strzelina. Miasto utraciło znaczną część swojej historycznej zabudowy, a wiele uszkodzonych budynków nigdy nie doczekało się odbudowy. W kolejnych latach były one rozbierane, a ich miejsce zajmowała nowa zabudowa.
Był to również okres intensywnej odbudowy Warszawy. Z całego kraju, w tym z Dolnego Śląska, pozyskiwano materiały budowlane potrzebne do rekonstrukcji stolicy. Ze zniszczonego Wrocławia wywożono ogromne ilości cegieł, liczone w dziesiątkach, a nawet setkach milionów sztuk. W tamtych realiach rozbiórka uszkodzonych budynków była często uznawana za rozwiązanie praktyczne i gospodarczo uzasadnione. Żaden zabytek — nawet znajdujący się w lepszym stanie niż wołowski ratusz — nie mógł być pewny swojej przyszłości.
𝗪ł𝗮𝘀́𝗻𝗶𝗲 𝘁𝘂𝘁𝗮𝗷 𝗽𝗼𝗷𝗮𝘄𝗶𝗮 𝘀𝗶𝗲̨ 𝗽𝗼𝘀𝘁𝗮𝗰́, 𝗼 𝗸𝘁𝗼́𝗿𝗲𝗷 𝗱𝘇𝗶𝘀́ 𝗺𝗼́𝘄𝗶 𝘀𝗶𝗲̨ 𝘇𝗱𝗲𝗰𝘆𝗱𝗼𝘄𝗮𝗻𝗶𝗲 𝘇𝗮 𝗺𝗮ł𝗼. 𝗠𝗶𝗿𝗼𝘀ł𝗮𝘄 𝗣𝗿𝘇𝘆ł𝗲̨𝗰𝗸𝗶 - 𝗰𝘇ł𝗼𝘄𝗶𝗲𝗸, 𝗸𝘁𝗼́𝗿𝘆 𝘂𝗿𝗮𝘁𝗼𝘄𝗮ł 𝘄𝗼ł𝗼𝘄𝘀𝗸𝗶 𝗿𝗮𝘁𝘂𝘀𝘇.
Za odbudową ratusza w formie, którą możemy podziwiać dzisiaj, stał właśnie 𝗠𝗶𝗿𝗼𝘀ł𝗮𝘄 𝗣𝗿𝘇𝘆ł𝗲̨𝗰𝗸𝗶 - architekt, urbanista, Wojewódzki Konserwator Zabytków we Wrocławiu w latach 1958-1973 oraz jedna z najważniejszych postaci powojennej ochrony zabytków na Dolnym Śląsku.
To jemu Wołów zawdzięcza uratowanie i rekonstrukcję swojego najważniejszego budynku. W publikacjach poświęconych ochronie zabytków Przyłęcki wymieniał odbudowę wołowskiego ratusza wśród najważniejszych realizacji konserwatorskich regionu, stawiając ją obok innych znaczących przedsięwzięć prowadzonych na Dolnym Śląsku.
Warto pamiętać, że nie były to czasy, w których ratowano wszystkie historyczne obiekty. Wręcz przeciwnie. Powojenny Dolny Śląsk pełen był ruin, a wiele zabytkowych budynków nigdy nie doczekało się odbudowy. Także w Wołowie rozebrano liczne uszkodzone kamienice i obiekty, które nierzadko znajdowały się w lepszym stanie technicznym niż ratusz.
Ratusz miał jednak wyjątkowe szczęście. Zainteresował się nim człowiek, który doskonale rozumiał znaczenie historycznych miast i ich symboli. Dla Przyłęckiego ratusz nie był jedynie kolejnym budynkiem wymagającym remontu. Był sercem miasta, dominantą urbanistyczną i świadkiem jego wielowiekowej historii. Uważał, że takie obiekty powinny zostać zachowane za wszelką cenę, ponieważ stanowią fundament tożsamości lokalnych społeczności.
To właśnie dzięki jego determinacji oraz decyzjom konserwatorskim wołowski ratusz znalazł się w gronie zabytków przeznaczonych do odbudowy. Mimo ogromnych zniszczeń uznano, że musi odzyskać swoją historyczną formę i ponownie stać się symbolem miasta.
Dzięki temu wołowski ratusz nie podzielił losu wielu innych dolnośląskich ruin, które bezpowrotnie zniknęły z krajobrazu regionu.
𝙉𝙞𝙚 𝙞𝙨𝙩𝙣𝙞𝙚𝙟𝙚 𝙟𝙚𝙙𝙚𝙣 𝙙𝙤𝙠ł𝙖𝙙𝙣𝙮 𝙬𝙮𝙠𝙖𝙯 𝙙𝙡𝙖 𝙘𝙖ł𝙚𝙜𝙤 𝘿𝙤𝙡𝙣𝙚𝙜𝙤 𝙎́𝙡𝙖̨𝙨𝙠𝙖, 𝙖𝙡𝙚 𝙯 𝙗𝙖𝙙𝙖𝙣́ 𝙠𝙤𝙣𝙨𝙚𝙧𝙬𝙖𝙩𝙤𝙧𝙨𝙠𝙞𝙘𝙝 𝙬𝙮𝙣𝙞𝙠𝙖, 𝙯̇𝙚 𝙥𝙤 𝟭𝟵𝟰𝟱 𝙧𝙤𝙠𝙪 𝙨𝙚𝙩𝙠𝙞 𝙝𝙞𝙨𝙩𝙤𝙧𝙮𝙘𝙯𝙣𝙮𝙘𝙝 𝙗𝙪𝙙𝙮𝙣𝙠𝙤́𝙬 𝙞 𝙙𝙯𝙞𝙚𝙨𝙞𝙖̨𝙩𝙠𝙞 𝙤𝙗𝙞𝙚𝙠𝙩𝙤́𝙬 𝙤 𝙧𝙖𝙣𝙙𝙯𝙚 𝙥𝙤𝙧𝙤́𝙬𝙣𝙮𝙬𝙖𝙡𝙣𝙚𝙟 𝙙𝙤 𝙬𝙤ł𝙤𝙬𝙨𝙠𝙞𝙚𝙜𝙤 𝙧𝙖𝙩𝙪𝙨𝙯𝙖 𝙣𝙞𝙚 𝙯𝙤𝙨𝙩𝙖ł𝙮 𝙤𝙙𝙗𝙪𝙙𝙤𝙬𝙖𝙣𝙚 𝙡𝙪𝙗 𝙯𝙤𝙨𝙩𝙖ł𝙮 𝙤𝙙𝙗𝙪𝙙𝙤𝙬𝙖𝙣𝙚 𝙩𝙮𝙡𝙠𝙤 𝙘𝙯𝙚̨𝙨́𝙘𝙞𝙤𝙬𝙤.
𝗢𝗰𝗮𝗹𝗼𝗻𝗲 𝘀𝗲𝗿𝗰𝗲 𝗺𝗶𝗮𝘀𝘁𝗮
Odbudowa prowadzona w latach 1958–1962 nie była zwykłym remontem. Była rekonstrukcją zabytku opartą na zachowanych murach, wieży oraz dokumentacji historycznej. Dzięki temu Wołów odzyskał nie tylko ważny budynek, ale także symbol swojej tożsamości.
Patrząc dziś na ratusz, łatwo odnieść wrażenie, że stoi w tym miejscu nieprzerwanie od wieków. Tymczasem jego obecny wygląd jest również pomnikiem powojennego wysiłku konserwatorów, architektów i wszystkich tych, którzy uznali, że Wołów nie może stracić swojego historycznego serca.
Gdyby w latach pięćdziesiątych podjęto inną decyzję, dziś w centrum miasta moglibyśmy oglądać pustą przestrzeń albo całkowicie współczesny budynek pozbawiony historycznego charakteru. Los wielu dolnośląskich zabytków pokazuje, że taki scenariusz był jak najbardziej realny.
Na szczęście znalazł się człowiek, który dostrzegł wartość tych ruin.
Dlatego patrząc na wołowski ratusz warto pamiętać nie tylko o średniowiecznych mieszczanach, książętach, dawnych burmistrzach czy pokoleniach mieszkańców, które przez stulecia tworzyły historię miasta. Warto pamiętać również o Mirosławie Przyłęckim – architekcie i konserwatorze zabytków, który uwierzył, że nawet zrujnowany ratusz zasługuje na drugą szansę.
Dzięki jego wizji, wiedzy i determinacji Wołów zachował jeden ze swoich najcenniejszych symboli. Gdyby nie decyzje podjęte kilkadziesiąt lat temu, dziś moglibyśmy oglądać ten budynek jedynie na starych fotografiach.
A mogło go już nie być...
𝙉𝙖 𝙯𝙙𝙟𝙚̨𝙘𝙞𝙖𝙘𝙝 𝙬𝙤ł𝙤𝙬𝙨𝙠𝙞 𝙧𝙖𝙩𝙪𝙨𝙯 𝙤𝙧𝙖𝙯 𝙈𝙞𝙧𝙤𝙨ł𝙖𝙬 𝙋𝙧𝙯𝙮ł𝙚̨𝙘𝙠𝙞.