03/02/2015
Drodzy Wałbrzyszanie i Wałbrzyszanki,po długiej przerwie wracamy z powszechnie ganionym mniej lub bardziej lokalnym "zrzędzeniem". Chciałabym jednak przypomnieć Wam, że zamieszczane tu posty mają charakter otwarty, nie mający na celu uwłaczać, oczerniać lub działać na niekorzyść reputacji jakichkolwiek działalności, usług etc. opisywanych na stronie.
Wyrażanie własnego zdania od dawien dawna jest nieodzowną częścią wolności wypowiedzi przysługującej każdemu prawowitemu obywatelowi. Pamiętajmy, że opinia jest jak... matka - każdy ma własną, a zdrowy dystans jeszcze nikomu nie zaszkodził ;)
Tak więc :
Nie polecam posiłku, ani jakiejkolwiek zabawy w lokalu "Słoneczne Wzgórze pod Dębami". Byłam wraz z partnerem na sylwestra, ponieważ rok temu słyszeliśmy, że było świetnie. Jak się okazało ta zadowolona osoba patrzyła na świat przez różowe okulary.
- Lokal nie zapewnił żadnego porządnego napoju! Zero soków, napojów gazowanych, alkoholu (wg gości miała być jeszcze wódka na parę, ale ostatecznie trzeba było o nią walczyć w różnych grach lub zakupić w barze) poza jednym szampanem na stolik (ok.6 osób). Ugoszczono nas OBRZYDLIWYM kompotem ze świąt, którego nikt nie odważył się tknąć. Po prośbie, aby przyniesiono nam wodę z cytryną lub bez, kelnerka odpowiedziała, że musi sprawdzić CZY MAJĄ WODĘ.
- Zaserwowano nam wyliczoną ilość kotletów/gołąbków. De volaille zostały podane z ogórkiem konserwowym w środku, do tego brak wyboru surówek tylko rozgotowana marchewka z groszkiem.
- W żurku miałam nieprzyjemność znaleźć włos, którego niestety wyrzuciłam nim zdążyłam zanieść jako dowód :<
- Dostaliśmy dwie NIEŚWIEŻE sałatki na dwie zaserwowane... Jedną z makaronem, a drugą a la gyros. Ta druga zdecydowanie miała wymieszane świeże z nieświeżym mięsem (twarde jak kamień).
- Dwie słone szynki i najgorsze kabanosy świata - nigdy jeszcze nie miałam okazji narzekać na kabanosy lub jakiekolwiek mięsny wyrób! Kabanosy miały strasznie twardą skórkę, której nie potrafiłam przeżuć.
- Pierwszy raz w życiu zjadłam tyle sera typu camember, mandarynek, jajek w dziwnym sosie majonezowym, ponieważ tylko to nadawało się do zjedzenia + suchy chleb.
Wyjście kosztowało parę 280 zł, gdzie za taką cenę mam prawo wymagać świeżego jedzenia i napojów odpowiednich do okazji. Ogólnie lokal ciasny, mało miejsca do tańczenia, więc wszystkie pary ciągle na siebie wpadały. Ubikacja męska prosiła się o porządne sprzątanie, więc część panów później chodziła do damskiej - w sumie stan toalet zależał także od stanu trzeźwości gości...
To lokal dla ludzi, którzy nie potrafią trzeźwo spojrzeć na warunki, jakie w nim panują. Zdecydowanie obsługa przyczyniła się do naszego złego samopoczucia, a jedyne co mogę polecić to zespół, który grał do tańca.
Ktoś był? Bawił się i objadał, a może bardziej płakał nad źle wydanymi pieniędzmi?