03/06/2026
Marcin Możdżonek : Książka Zbigniewa Parafianowicza „Kłopot z Zełenskim” odsłania kulisy, które w każdym z nas muszą budzić ogromne emocje. Relacje polskich dyplomatów dotyczące m.in. prac ekshumacyjnych w Puźnikach są dosłownie porażające. Wynika z nich, że Paweł Kowal miał dążyć... do ograniczania dostępu dziennikarzy do miejsc odnajdywania szczątków ofiar UPA oraz kontrolować przekaz medialny! A o cel spytacie? Unikanie pokazywania opinii publicznej pełnej skali i brutalności zbrodni (w tym szczątków brutalnie pomordowanych kobiet i dzieci), by w imię poprawności poprawności politycznej „nie drażnić” strony ukraińskiej.
Do tego dochodzą niepokojące relacje z wizyty premiera Donalda Tuska w Kijowie pod koniec 2024 roku, gdzie Wołodymyr Zełenski miał lekceważąco podchodzić do tematu polskich oczekiwań w kwestii przeprosin za Wołyń, powtarzając zdartą płytę: „najpierw wygrajmy wojnę, historią zajmiemy się później”.
Szkoła bezkompromisowej prawdy uważa, że szacunek dla ofiar ludobójstwa i prawo do ich godnego pochówku to fundament. Jeśli Ukraina nie potrafi zdobyć się na ten gest teraz, gdy Polacy otworzyli dla niej swoje domy i magazyny wojskowe, to nie zrobi tego nigdy. Ustępstwa w tej sprawie to nic innego jak nasza kompletna słabość i godzenie się na dyktat z Kijowa. Szkoła tzw. pragmatyzmu geopolitycznego (którą reprezentuje Paweł Kowal), zakłada, że naczelnym interesem Polski jest to, by Ukraina nie przegrała z Rosją (co jest zresztą prawdą), więc w imię tego... rezygnujemy z realizacji własnych interesów narodowych i historycznych. W tej logice drastyczne obrazy w mediach mogłyby wysadzić w powietrze poparcie społeczne dla pomocy wojskowej.
Można rozumieć brutalne realia geopolityki, ale nie wolno mylić dyplomacji z realizowaniem obcej narracji. Ukrywanie prawdy przed własnym społeczeństwem i cenzurowanie relacji z ekshumacji w imię „dobrych relacji” to droga donikąd. Relacje buduje się na prawdzie, a nie na zamiataniu kości pod dywan. Postawa prezydenta Zełenskiego pokazuje, że polska polityka „płynięcia w głównym nurcie” i unikania twardych warunków została przez Kijów odebrana nie jako wielkoduszność, ale jako słabość, jako frajerstwo. Dziś widzimy tego efekty. Urzędnicy i politycy, którzy przedkładają komfort dyplomatyczny sąsiada nad elementarną sprawiedliwość wobec własnej historii i ofiar, muszą liczyć się z najcięższą oceną opinii publicznej.