14/05/2026
Poeci płoccy kawą malowani zmienili nam się w poetów płockich gruntownie obgadanych przy kawie. A rozmowa o lirycznej poezji zmieniła się w rozmowę o prozie życia. Życia w Płocku z okresu PRL-u, w Płocku przemian społeczno-gospodarczych po 1989 r. i w Płocku dzisiaj, kiedy poezja trochę zeszła ze sceny (w knajpie „Pod kominem” albo w „Czarnym kocie”) i odzywa się bardziej z kulturowego podziemia, z marginesu życia, spod spodu miasta.
Majowa edycja „Malowania kawą” od początku stała na głowie, bo spotkanie po raz pierwszy odbyło się po południu, a nie przed, no i była to pierwsza impreza z udziałem Płockie Stowarzyszenie Twórców Kultury z jego nowym zarządem, któremu się kłaniamy. Za to wspominaliśmy poetów, by tak rzec, z poprzedniego rozdania kart, legitymacji i talentów. Poetów, których nie można już spotkać na ulicach, choć – jak wynikło z rozmów i wspomnień – współtworzyli historię ostatnich kilku dekad Płocka.
I cóż się okazało? Że Stanisław Nawrocki – jak przystało na poetę – budzi żywe emocje nawet będąc umarłym. Że Marek Grala ukochał nie tylko literaturę, ale także – a może przede wszystkim? – muzykę. Że Krzysztof Barański miał horyzonty szerokie jak widok ze skarpy, bywając i bibliotekarzem u Zielińskich, i filmowym gawędziarzem w DKF-ie. Czytając dzieje Płocka, pamiętajmy, że nie trzeba zaczynać od Hermana i Krzywoustego, można sprawę postawić na głowie i zacząć od poetów, którzy dopiero co przechodzili Tumską.