17/12/2025
Prezydent Nawrocki nie zdaje egzaminu w polityce zagranicznej
Nie trzeba nikomu tłumaczyć że Polska odsunięta na bok podczas rozmów o planie pokojowym. W imieniu Europy decyduje wąskie grono w składzie premiera Starmera, prezydenta Macrona i kanclerza Merza. Udział premiera Donalda Tuska w spotkaniu w szerszym gronie obok premier Danii i Włoch, premierów Holandii, Szwecji i Norwegii jest marnym pocieszeniem. To grono zatwierdziło warunki wypracowane przez głównych graczy z pominięciem Polski, wśród nich jest mowa o zwiększonym do 800 tys. limicie ukraińskiego wojska i europejskiej misji wojskowej na Ukrainie. Pozostaje mieć tylko nadzieję że złożony 15 grudnia podpis premiera pod deklaracją nie oznacza zgody na wysłanie wojska polskiego na Ukrainę. Ukraińcy chętnie wzięliby pod but „Lachów” i użyliby naszych wojsk do prowokacji. Kontyngenty państw zachodnich oczywiście się do tego nie nadają, na nich patrzą z podziwem w przeciwieństwie do naiwnych „Lachów”.
W tym kontekście nieco naiwnie brzmią słowa prezydenta Nawrockiego iż nie pozwoli by Polska była w przedpokoju, czy o potrzebie równości w stosunkach polsko-ukraińskich. Wygląda to na typowo pisowskie zagranie na potrzeby wewnętrzne. Wszak podczas wizyty w Pradze prezydent Nawrocki stwierdził że nie nadaje się do negocjowania czegokolwiek z Rosjanami, gdyż jest rzekomo poszukiwany w FR za usuwanie pomników Armii Czerwonej. Wypowiedź ta była bardzo naiwna i świadczy o pomyleniu ról. Tak Nawrocki mógł się wypowiadać jako prezes IPN, ale jako prezydent RP daje sygnał światu że Polska abdykuje z udziału przy stole rozmów o przyszłości regionu.
Podobnie odmowa spotkania z premierem Orbanem świadczy o krótkowzroczności. Chichotem historii będzie sytuacja gdy Amerykanie zaoferują nam tani rosyjski gaz z Nord Stream a Viktor Orban zmieni konstytucje i zachowa na lata wpływ na politykę zagraniczna Węgier jako prezydent.
Pozytywnie należy ocenić skłonienie prezydenta Ukrainy by to on pierwszy złożył pierw wizytę w Polsce ale Karol Nawrocki swoimi posunięciami pozbywa się możliwości wywarcia wpływu na Kijów.
Obok tych niezręcznych posunięć w polityce zagranicznej doniosłym wydarzeniem o znaczeniu symbolicznym jest z kolei zaprzestanie świętowania chanuki w pałacu prezydenckim. Wbrew pozorom, ma to też pewien związek z polityką wschodnią. Liberalni politycy w ostatnich latach wypowiadają się o zagrożeniu ze strony Rosji, co jakiś czas padają terminy możliwego wybuchu wojny a salonowi eksperci z lubością wypowiadają się że potencjalni rekruci nigdzie nie uciekną ani się nie ukryją za granicą w razie wojny. Liberalno-lewicowe elity polityczne przynajmniej w obliczu zagrożenia powinny pamiętać o kultywowaniu ważnych dla zachowaniu wspólnoty narodowej symboli. Z pewnością nie jest takim symbolem chanuka, która dodatkowo kojarzy się z niechętnym Rzeczpospolitej bliskowschodnim państwem, przeprowadzającym od 2023 ludobójstwo i które nie rozliczyło się z zabicia polskiego wolontariusza Damiana Sobola. Świętowanie chanuki w siedzibie naczelnych władz RP i stawianie tego obcego zwyczaju na równi lub przed ważnymi dla naszego narodu symbolami Świąt Bożego Narodzenia sygnalizuje oderwanie elit politycznych od społeczeństwa.