29/08/2026
P*S, PSL, KO – przyjaźń, której nie rozdzieli nawet stołek
W Jaśle od lat oglądamy ten sam spektakl. Zmieniają się nazwiska, zmieniają się stanowiska, czasem zmieniają się nawet szyldy, ale władza pozostaje ta sama.
P*S i PSL? Ramię w ramię. Jak najlepsi przyjaciele. Wspólnie trwają, wspólnie ponoszą odpowiedzialność i — jak widać — wspólnie zrobią wiele, żeby ten układ trwał jak najdłużej.
A Koalicja Obywatelska? Też jest. I jak trzeba, to z resztą politycznego towarzystwa potrafi żyć jak brat z bratem. 😉
A „bezpartyjni”? O nich nawet nie wspominamy. Przecież to dopiero ciekawy przypadek — partyjni, tylko bez partyjnej legitymacji na wierzchu.
A ostatnio największym problemem w powiecie jasielskim nie są chyba drogi, inwestycje czy rozwój powiatu.
Nie.
Najważniejsza jest wojenka o stołki.
Były starosta próbuje doprowadzić do odwołania obecnego. A po co? Tego dziś nie wiemy. Czy chodzi o powrót na stanowisko? Czas pokaże.
Na razie wygląda to trochę jak zabawa w piaskownicy:
„Ten stołek jest mój!”
„Nie, jednak mój!”
„Ale ja chcę na nim siedzieć!”
I tak sobie trwa ta wielka polityczna wojna o stołek.
Kto na nim ostatecznie usiądzie? Zobaczymy.
Szkoda tylko, że przy okazji sprawy mieszkańców schodzą na dalszy plan.
Bo problemem nie jest tylko konkretny człowiek. Problemem jest cały zasiedziały układ, który od lat kręci się wokół tych samych ludzi, tych samych środowisk i tych samych schematów.
A wystarczy spojrzeć na Kolbuszową.
Tam ich partyjni koledzy również od lat pokazują, jak wygląda takie rządzenie. I kiedy mieszkańcy próbują powiedzieć „sprawdzam”, nagle okazuje się, że dla tego układu największym zagrożeniem może być… frekwencja.
Czy wiecie, że kiedy to szanowne towarzystwo organizuje większe wydarzenie wyborcze albo przyjeżdża partyjny prominent z „góry”, to sympatycy potrafią być wożeni z Jasła, Krosna i okolic do Dębicy czy Kolbuszowej?
A kiedy trzeba pokazać poparcie w Jaśle — wtedy sympatycy z innych miejscowości przyjeżdżają właśnie do Jasła.
Ot, polityczna logistyka. 😉
Nie chodzi przecież o to, żeby mieszkańcy zobaczyli, ilu naprawdę jest zwolenników tego układu. Chodzi o to, żeby na zdjęciach wyglądało to na tłum.
Kilka osób z Jasła, kilka z Krosna, kilka z Kolbuszowej, kilka z Dębicy… i nagle wychodzi „potężne poparcie”.
I niestety — taki przekaz często się sprawdza. Ktoś widzi pełną salę, zdjęcia z tłumem i może pomyśleć: „Skoro jest ich tylu, to przecież nie ma z kim konkurować”.
A właśnie takie wrażenie może skutecznie zniechęcać wartościowych ludzi do wejścia do polityki i walki o dobre zmiany.
I właśnie dlatego niska frekwencja zawsze jest korzystna dla zasiedziałego układu. Ludzie widzą te same twarze i mogą odnieść wrażenie, że „są tylko oni i długo, długo nic”.
A wystarczy, że mieszkańcy powiatu przejrzą tę układankę. Kiedy więcej osób zainteresuje się tym, jak naprawdę działa ten system, cała ta misternie budowana konstrukcja może się po prostu posypać.
Bo w tym wszystkim najwyraźniej nie chodzi o dobro powiatu.
Najważniejszy jest stołek. A najlepiej taki, który prowadzi prosto do dobrze karmiącego koryta.
Drogi, inwestycje, rozwój powiatu, problemy mieszkańców?
To już sprawa drugorzędna.
Najpierw trzeba przecież dopilnować, żeby swoi nadal siedzieli przy korycie. 😉