10/06/2026
Czy wiesz, że 170 lat temu chłopak z Chojnika powołany do wojska musiał w nim odsłużyć nawet 14 lat? I raczej nie spędzał ich w koszarach, ale mógł zobaczyć „kawał świata”. Bo świat na XIX wiecznej wsi kończył się dla jej mieszkańców za ostatnią skibą na polu, które obrabiali. A dla wojaka świat był otwarty tam gdzie aktualnie Cesarstwo prowadziło wojny. A tych, wierzcie mi, nie brakowało!
Nic dziwnego, że pewien Tomasz (o jakże swojsko brzmiącym nazwisku!) Kras nie odkrył w sobie obieżyświata i od służby się uchylał. Przeszedł do historii dzięki opublikowanym w krakowskim Czasie z 1856 roku, urzędowym „liście gończym”. Mieszkaniec Chojnika wymieniony jest wśród osób „podlegających służbie wojskowej , którzy nielegalnie opuścili teren (obiekt)” – zapewne jednostki. Cóż, zawsze twierdziłam, że Kras to nie nazwisko, to charakter! Zwiał Cesarzowi jako jedyny z Chojnika! Nie wiadomo, czy pozostali byli tak karni, że pozostali na posterunku czy w tym czasie było tak mało rekrutów z naszej wsi. Na przykład z pobliskiej Brzozowej zdezerterowało dziesięciu. Z Burzyna pięciu. Wiadomo, w grupie raźniej!
Na końcu listy ”zapodzianych” wojskowych umieszczono wezwanie: „Są oni zobowiązani do powrotu do Ojczyzny w ciągu 6 tygodni, w przeciwnym razie zostaną uznani za wychodzćów rekrutacyjnych i będą traktowani z zastosowaniem Patentu z 24 marca 1832 roku” - czyli utracą obywatelstwo😂.
„Rosół bez mięsa to zupa, chłop bez wojska to…” , ale nie w 1856 roku w Galicji.
W okresie Cesarstwa Austriackiego obowiązkowa służba wojskowa trwała bowiem od 8 do 14 lat! W okresie około wspominanego tu roku 1856, monarchia przeprowadziła jedną wielką mobilizację i stoczyła trzy wojny. Nic dziwnego, że nikt nie kwapił się do wojaczki w tym czasie. A wiadomo, że w tych realiach zapotrzebowanie na rekruta było wielkie. Branki (jak ta przedstawiona w Janosiku) wymiatały pół wsi pozbawiając młodych męskich rąk do pracy w polu (nie wspominając już o zawężonym gronie kawalerów, którzy jeśli w ogóle wracali do domu po latach - byli już mocno podstarzali jak na ówczesne realia🤣).
Jeśli taki rekrut przeżył, to wracał do biednej rodzinnej wsi by zaczynać nowe życie i próbować przeżyć kolejny przednówek. Wieś zmagała się bowiem z przeludnieniem i nędzą, co prowadziło do klęsk głodu i chorób. Nic dziwnego, że uchylano się od poboru. Jeszcze częstsze były dezercje (któż z nas nie oglądał filmu C.K. Dezerterzy 😃😜!).
W Galicji zresztą dość często nie zgłaszano się na pobór lub porzucano armię, narażając się na ewentualne konsekwencje. W praktyce największym zagrożeniem dla delikwenta był powrót do armii, utrata praw obywatela albo konfiskata majątku — takiego jednak synowie najbiedniejszych komorników, chałupników czy zagrodników właściwie nie posiadali. Czy wspomniany Tomasz Kras się odnalazł? Jakie były jego dalsze losy? Tego już się raczej nie dowiemy.
Jeśli uznasz, że to co robię jest tego warte - udostępnij proszę ten post, niech idzie dalej w "świat" 👍💪😊 !