Chojnik - czy wiesz, że? - Ciekawostki z szuflady Agaty

Chojnik - czy wiesz, że? - Ciekawostki z szuflady Agaty Strona przybliżająca historię miejscowości Chojnik w powiecie tarnowskim (Małopolska). Wychowałam się w Chojniku, od lat zbieram i opracowuję jego historię.

Czas podzielić się swoją pracą. Ocalmy od zapomnienia naszą, przeszłość.

☝️Czy wiesz, że nasz były parafialny kościółek w Gromniku został namalowany przez znakomitego lwowskiego malarza🎨🎨, prof...
16/09/2026

☝️Czy wiesz, że nasz były parafialny kościółek w Gromniku został namalowany przez znakomitego lwowskiego malarza🎨🎨, profesora malarstwa dekoracyjnego w Państwowej Szkole Przemysłowej we Lwowie?
W Gazecie Lwowskiej z 6 czerwca 1912 roku ukazał się artykuł o wiosennej wystawie Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych, na której między innymi znalazł się obraz pt. „Kościółek w Gromniku” Tadeusza Rybkowskiego. W 1912 roku Rybkowski był u szczytu popularności jako profesor Państwowej Szkole Przemysłowej i ceniony kronikarz życia galicyjskiego, a jego mniejsze akwarele i oleje regularnie zdobiły lwowskie wystawy doroczne i salony sezonowe❗.
Kiedy i w jakich okolicznościach powstał prezentowany obraz?

Pobyt Tadeusza Rybkowskiego w Gromniku być może wiązał się z jego bliskimi relacjami z tamtejszymi ziemianami i właścicielami majątku ziemskiego – może rodziną Dzwonkowskich albo ich następcami we dworze? Dla takiego lwowskiego malarza wizyty w Gromniku stanowiłyby idealne źródło artystycznych inspiracji. Wszak majątek w Gromniku słynął w całej Galicji ze świetnej stadniny koni🐴🐴, założonej jeszcze na początku XIX wieku przez Feliksa Dzwonkowskiego. Dla Rybkowskiego, którego znakiem rozpoznawczym były dynamiczne sceny z zaprzęgami, cugami, polowaniami i końmi w galopie, pobyty w tamtejszym dworze mogły zaowocować licznymi szkicami i studiami zwierząt z natury. Do tego życie we dworze oraz otaczający go park też mogły być tłem dla scen rodzajowych na jego obrazach. Może to wtedy, podczas spaceru, wypatrzył otoczony starymi lipami piękny, modrzewiowy kościółek położony w pobliżu?

Niestety, tego na razie nie wiemy. Pewnym jest, że w 1912 roku, kiedy na wystawie we Lwowie prezentowano „miły i bardzo dobrze namalowany” obraz „Kościółek w Gromniku”, w Gromniku nie było już rodziny Dzwonkowskich i ich słynnej stadniny, której kres położyła śmierć Feliksa Dzwonkowskiego. Ale obraz równie dobrze mógł być namalowany wcześniej, tak jak drugi z obrazów tego autora prezentowany na wystawie (Plac Bernardyński r. 1894).

Tadeusz Rybkowski pozostawił po sobie spory dorobek. Jego obrazy znajdują się w prestiżowych kolekcjach Muzeum Narodowego w Warszawie, Krakowie i Kielcach, a także w Lwowskiej Narodowej Galerii Obrazów. Gdzie podział się „Kościółek w Gromniku”? Niestety, na razie nie udało się odnaleźć dzieła mistrza z Wystawy Wiosennej 1912 roku. Miejmy nadzieję, że obraz przetrwał zawieruchy dziejowe i kiedyś znów będzie cieszyć oczy oglądających, tak jak podczas wystawy lwowskiej ponad 100 lat temu.

P.S. Jeśli obraz był tak piękny jak inne zachowane dzieła prof. Rybkowskiego to warto go odnaleźć☝️!
W galerii stare fotografie kościoła z 1953 roku (zabytek.pl), Portret mistrza Rybkowskiego i artykuł o wystawie malarstwa we Lwowie (źródło w opisie zdjęć).
❗Jeśli uznasz, że to co robię jest tego warte - udostępnij proszę ten post, niech idzie dalej w "świat" !😊

Czy wiesz, że w Chojniku urodził się znakomity aktor Teatru Polskiego w Krakowie, który grał na jednej scenie z Heleną M...
09/09/2026

Czy wiesz, że w Chojniku urodził się znakomity aktor Teatru Polskiego w Krakowie, który grał na jednej scenie z Heleną Modrzejewską? Gdyby nie jego przedwczesna śmierć w wieku zaledwie 33 lat, kto wie, ile scen teatralnych nosiłoby obecnie jego imię🤔?
🎭Władysław Jan Kanty Wolski urodził się 11 lutego 1838 roku w Chojniku (w powiecie tarnowskim) jako syn Onufrego Wolskiego i Domiceli Rutkowskiej co potwierdza wpis w księgach parafialnych z dnia jego chrztu. Rodzice byli wtedy dzierżawcami Chojnika, zatem musieli zamieszkiwać w tutejszym dworze. ☝️ Ciekawostkę stanowi artykuł prasowy donoszący o jego śmierci, według którego miał on stracić rodziców podczas rzezi galicyjskiej w Chojniku. Nie jest to prawdą. Wprawdzie w Chojniku również miały wówczas miejsce krwawe wydarzenia, ale nie dotyczyły one rodziny Wolskich, lecz Dembińskich, Dzwonkowskich i Tetmajerów. Onufry i Domicela Wolscy zostali okrutnie i bestialsko zamordowani, jednak stało się to między Pilznem a Tarnowem, w okolicach ich majątku w Głowaczowej, a nie w Chojniku.❗
Wolski uznawany był przez współczesną mu krytykę teatralną za aktora o niepoślednim talencie, którego obiecującą karierę dramatyczną przerwała niestety przedwczesna śmierć. Zmarł w lipcu 1871 roku w wieku zaledwie 33 lat, o czym poinformowały prasa i rodzina (w zbiorach bibliotek cyfrowych udało mi się odnaleźć nawet jego drukowany nekrolog).
☝️Najciekawsze jest to, iż występował na jednej scenie z wielką Heleną Modrzejewską i należał do tego samego krakowskiego zespołu teatralnego w kluczowym okresie jej krajowej kariery (lata 1865–1869). Wspólne występy w Krakowie oraz podczas wyjazdów artystycznych (np. do Poznania) obejmowały głośne sztuki tamtej epoki, w których pojawiał się razem z Modrzejewską. ❗ Na scenie partnerowali im inni wybitni twórcy „szkoły krakowskiej”, tacy jak Antonina Hoffmann, Wincenty Rapacki czy Feliks Benda. To był absolutny szczyt ówczesnego kunsztu aktorskiego na najważniejszej scenie teatralnej w Polsce!
Ta wspólna praca z Modrzejewską na deskach Teatru Starego w Krakowie ugruntowała pozycję Wolskiego jako cenionego aktora charakterystycznego, zdolnego dotrzymać kroku największej gwieździe ówczesnego polskiego teatru. Szczegółowe rejestry jego występów zachowały się głównie w XIX-wiecznych recenzjach prasowych (przede wszystkim w ówczesnym dzienniku „Czas”) oraz na afiszach (takich jak ten z 1867 roku, wydrukowany w słynnej Drukarni „Czasu” W. Kirchmayera) . Umieściłam wybrane w galerii 👇.🎭❗🎭
Chojnik okazał się kolebką talentu czystej wody, talentu, który błysnął na najważniejszej polskiej scenie narodowej dziewiętnastego wieku.❗❗ Choć przedwczesna śmierć odebrała Władysławowi Wolskiemu szansę na status legendy miary samej Modrzejewskiej, możemy być dumni, że ten niezwykły aktorski życiorys rozpoczął się właśnie w naszym Chojniku. Odkrywając na nowo tę postać, dopisuję kolejny fascynujący, rozdział do dziejów naszej małej ojczyzny.

☝️Jeśli uznasz, że to co robię jest tego warte - udostępnij proszę ten post, niech idzie dalej w "świat"😀👍!

Czy wiesz, że pierwsze dni wojny w Chojniku rozpoczęły się wielką ucieczką mieszkańców? Oto ich wspomnienia z tych wrześ...
31/08/2026

Czy wiesz, że pierwsze dni wojny w Chojniku rozpoczęły się wielką ucieczką mieszkańców?
Oto ich wspomnienia z tych wrześniowych dni 1939 roku.

Wybuch wojny 1 września był dla wszystkich ogromnym szokiem. Ludzie w Chojniku jeszcze doskonale pamiętali, co front pierwszej wojny światowej zrobił z wioską. Jak stracili dobytek i ile istnień ludzkich zabrał tamten niedawny konflikt mocarstw. Pierwsze dni września 1939 roku stały się czasem wielkiego exodusu cywilów, którzy desperacko próbowali uciec przed okrucieństwem kolejnej wojny. Wiele rodzin z Chojnika z dnia na dzień pakowało cały swój dobytek na furmanki lub w tobołki zarzucane na plecy i ruszało na wschód.
W pamięci mojej babci, Celiny Cieśli (z domu Majka), tamte dni zapisały się niezwykle wyraźnie. Na wozy naprędce zapakowano małe dzieci, pierzyny i trochę jedzenia. Zabrano też to, co było wtedy najcenniejsze – krowy, które miały zapewnić mleko dla najmłodszych.
Ta powolna kolumna uchodźców z rodziną Celiny dotarła jedynie w okolice Ryglic lub Gorlic. Tam uciekinierzy zobaczyli to, przed czym starali się uciec – niemieckich żołnierzy. O dziwo, okupanci nie zrobili im krzywdy. Jak wspominała babcia, patrzyli tylko na stłoczone na wozach dzieci i kręcili głowami. To kręcenie głowami Niemców na widok dzieci zapamiętała najbardziej. Widząc, że dalsza ucieczka nie ma już sensu, rodzina podjęła decyzję o zawróceniu do domu. Podobnie zrobiła większość pozostałych mieszkańców.
A tak w swoich wspomnieniach zapisał czas ucieczki przed wojną i Niemcami inny mieszkaniec Chojnika, Adolf Burnat:
„Wkrótce wybuchła wojna w 1939 r. (…) Jak wszyscy, tak i my uciekaliśmy przed Niemcami. Jechaliśmy w trzy rodziny wozami zaprzężonymi w krowy w stronę Tuchowa. Powoził wujek Antek, który mieszkał z nami. Jak później mówił, gdy dojechaliśmy pod klasztor w Tuchowie, to dostał olśnienia, że nie ma sensu dalej jechać, bo wszędzie są już Niemcy, i wróciliśmy do domu”.
Tą samą drogą przemieszczało się też cofające się polskie wojsko. Tak pisze o tym Burnat: „…kiedy w kronice filmowej zobaczyłem żołnierzy przedwojennej Armii Polskiej w płaskich hełmach z łopatkami i maskami u pasa i owiniętych wysoko nogach, nastąpił u mnie przebłysk świadomości, że gdzieś to już widziałem. Zapytałem rodziców, czy żołnierze byli na drodze, jak jechaliśmy w 1939 r. Potwierdzili. Nawet jeden z żołnierzy rzucił mojej kuzynce Marysi bochenek chleba na wóz. Tłumaczę ten gest jako poczucie niespełnionego obowiązku względem tych ludzi, których nie z własnej winy nie byli w stanie obronić przed agresorem”.
Adolf Burnat tak puentuje swoją opowieść o tych wydarzeniach wojennych:
„W latach powojennych 1946 r. – 1947 r. i nieco później ludzie z naszych stron wyjeżdżali na ziemie zachodnie, tzw. »ziemie odzyskane«. Tu refleksja. Otóż tą samą drogą, którą w 1939 r. uciekaliśmy przed Niemcami wozami ciągnionymi przez krowy, kilka lat później jechały tabory ciągnięte już przez konie. Wiozły m.in. narzędzia do uprawy ziemi, krowy, drób i inny inwentarz do zagospodarowania poniemieckich gospodarstw”.
I tak przewrotny los sprawił, że ta sama droga, która najpierw była szlakiem dramatycznej ucieczki Chojniczan przed agresorem, zaledwie kilka lat później stała się traktem ku ich nowemu życiu na Ziemiach Odzyskanych, opuszczonych przez pokonanych Niemców.


FOTOGRAFIE przedstawiają uciekającą ludność cywilną we wrześniu 1939 roku – Źródło: Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej (https://ipn.gov.pl/ )

Jak 10-letni Wincenty puścił z dymem gospodarstwo w Chojniku za garść gruszek🍐🍐🥲!Sezon na gruszki w pełni, więc ku przes...
24/08/2026

Jak 10-letni Wincenty puścił z dymem gospodarstwo w Chojniku za garść gruszek🍐🍐🥲!
Sezon na gruszki w pełni, więc ku przestrodze przytoczę prasową notatkę z 1881 roku.
Mały Wincenty Swoboda (podobieństwo nazwiska zupełnie przypadkowe🤭🤣) zatrudnił się jako parobek u niejakiego Ludwika Padeta w Chojniku. Jednak już czwartego dnia służby młodego skusiły ukryte na strychu gospodarza gruszki, którymi postanowił się potajemnie poczęstować.
Niestety, gospodarz nakrył łakomczucha na gorącym uczynku i ostro pogonił - zapewne garbując mu przy okazji zdrowo skórę, ale to tylko mój domysł, bo autor artykułu nic o tym nie wspomina. Obrażony Wincenty uciekając, rzucił groźbę, że podpali mu chałupę🔥.
Jak zapowiedział, tak zrobił. O północy z 14 na 15 września nad zagrodą Padeta rozbłysła potężna łuna. Wincenty dokonał – jak to ujął autor artykułu – „straszliwej zemsty za gruszki”. Podpalacz schował się w pobliskich krzakach i z nieskrywaną satysfakcją, „delektując się widokiem zniszczenia”, podziwiał, jak stodoła i pół chaty idą z dymem😱.
Ostatecznie pożarniczy seans dobiegł końca, a chłopiec uciekł do pobliskich Siedlisk. Tam jednak jego słodka zemsta szybko zmieniła się w gorzką rzeczywistość – został schwytany i odstawiony przed oblicze sądu👨‍⚖️.


Źródło: Gazeta Narodowa nr 222, 29 września 1881 r. Biblioteka Jagiellońska (Jagiellońska Biblioteka Cyfrowa: https://jbc.bj.uj.edu.pl )

Czy wiesz, czym podczas Tarnowskiej Wystawy Ogrodniczo-Rolniczej w 1934 roku zachwycili zwiedzających wystawcy z Chojnik...
21/08/2026

Czy wiesz, czym podczas Tarnowskiej Wystawy Ogrodniczo-Rolniczej w 1934 roku zachwycili zwiedzających wystawcy z Chojnika😊?
Otóż była to uprawa kukurydzy, z której członkowie Koła Młodzieży Ludowej w Chojniku ułożyli „ładne desenie, wzory wykonane z wypielęgnowanej kukurydzy”🌽🌽. Przyciągały one wzrok zwiedzających, „świadcząc o umiłowaniu sztuki zdobniczej, regionalnej przez kołowców w Chojniku”. O organizacjach działających w Chojniku, w tym o Kole Młodzieży, napiszę nieco później. Skupmy się teraz na wspomnianej wystawie. Niestety, fotografia nie była wtedy powszechna, więc prawdopodobnie nie dowiemy się, jakie „arcydzieło” kukurydziane stworzyli chojniczanie.
Sam fakt, że młodzi rolnicy zajęli się hodowlą rośliny wtedy dość egzotycznej, miał ogromne znaczenie, zwłaszcza że kukurydza cieszyła się wówczas marginalnym zainteresowaniem uprawowym. Na większą skalę jej uprawę w Polsce rozpoczęto bowiem dopiero po II wojnie światowej (w latach 60. i 70.), a masowe zasiewy nastąpiły po 2000 roku! Można pokusić się o stwierdzenie, że w Chojniku już w międzywojniu wiedziano, że kukurydza to przyszły filar paszowy polskiego mleczarstwa – i nie tylko🌱🌽!
Na ten sukces hodowlany i wystawowy pracowali nie tylko „kołowcy” z Chojnika. Niewątpliwym jego ojcem był Antoni Gładysz, który w wieku zaledwie 22 lat został powołany przez Małopolskie Towarzystwo Rolnicze w Krakowie na stanowisko powiatowego instruktora ogrodnictwa. To on organizował na wsiach kursy ogrodniczo-rolnicze, upowszechniając wiedzę i nowe technologie. Był również pomysłodawcą tarnowskich wystaw ogrodniczych (pierwszą z nich zwiedziło aż 30 tysięcy osób!), a później założycielem i wydawcą „Hasła Ogrodniczo-Rolniczego”.
Zaraz po rozpoczęciu przez niego pracy instruktorskiej, 9 i 10 stycznia 1931 roku, odbył się w Chojniku dwudniowy kurs ogrodniczy pod jego kierownictwem! Ile własnoręcznie zaszczepionych drzew owocowych, warzywników i barwnych ogrodów kwiatowych powstało w Chojniku po tym szkoleniu? Kto to wie! Sama jeszcze pamiętam, ile dawniej drzew owocowych rosło wokół każdego domu w Chojniku. Przeważały wśród nich czereśnie🍒, śliwy i jabłonie🍏🍎 wychodowane przez mieszkańców.
W zasobach archiwalnych zachowały się wzmianki prasowe o kursach prowadzonych przez pana Gładysza m.in. w Chojniku oraz, oczywiście, o kukurydzianym sukcesie wsi na wystawie w Tarnowie.
Osobiście polecam poczytać o postaci Antoniego Gładysza – wielkiego patrioty, emigranta i propagatora wiedzy ogrodniczej, którą tak chętnie dzielił się z innymi. W komentarzu umieszczam link do informacji na jego temat.

Źródło skanów-w opisie zdjęć (Jagiellońska Biblioteka Cyfrowa: https://jbc.bj.uj.edu.pl.

Czy wiesz, że podczas wojny polsko-bolszewickiej chorąży z Chojnika ocalił prawie 200 towarzyszy broni (czyli całą kompa...
13/08/2026

Czy wiesz, że podczas wojny polsko-bolszewickiej chorąży z Chojnika ocalił prawie 200 towarzyszy broni (czyli całą kompanię wojska!), umożliwiając im wyrwanie się z bolszewickiego okrążenia?
13 sierpnia 1920 r. rozpoczęła się wielka Bitwa Warszawska⚔️. Z tej okazji warto przypomnieć bohaterski czyn kolejnego żołnierza pochodzącego z Chojnika. Podczas starć z bolszewikami los rzucił go w pobliże Berezyny – podobnie jak opisywanego w poprzednim poście szeregowego Kurczaba.
Przypomnę, że walki nad Berezyną w maju 1920 roku były niezwykle krwawe i dynamiczne. Sowiecka kontrofensywa parła na zachód, a polskie oddziały musiały toczyć ciężkie boje opóźniające. Pamięć o lokalnych bohaterach z małych ojczyzn – takich jak Chojnik – pozwala lepiej zrozumieć, że na wielkie zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej złożyły się setki takich mniejszych, lokalnych aktów najwyższego poświęcenia.
Mowa o wspominanym już przeze mnie niejednokrotnie Stanisławie Krasie, który za odwagę w walkach z bolszewikami został odznaczony orderem Virtuti Militari🥈.
Od momentu odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r. służył on w Wojsku Polskim, dowodząc 3. kompanią I batalionu 16. pułku piechoty (pułku tarnowskiego). Walczył na Śląsku Cieszyńskim, a następnie w wojnie polsko-bolszewickiej. Brał udział w bitwach pod Haliczem, Brzuchaczem, Tarnopolem, Brodami i Mikuliczynem. Szczególnie odznaczył się w 1920 r. podczas walk pod Ihumieniem, za co otrzymał Krzyż Srebrny Orderu Virtuti Militari. Wiosną 1940 r. kapitan Stanisław Kras został zamordowany w lesie katyńskim.
Opis bohaterskiego wyczynu ówczesnego chorążego Krasa w bitwie pod wsią Martynówka znalazł się w wydanej w 1928 roku książce Franciszka Znamirowskiego pt. „Zarys historii wojennej 16-go pułku piechoty”. Oto fragment dotyczący wydarzeń z 20 maja 1920 r., kiedy to bolszewicy podjęli próbę przełamania frontu nad Berezyną:
❗️„W bitwie pod Martynówką odznaczył się wówczas pełną poświęcenia inicjatywą chorąży Stanisław Kras. Ogniem karabinów maszynowych poraził on tyraliery nieprzyjacielskie, ułatwiając wycofanie się 1-ej kompanii i kolumnie taboru batalionu. Zaskoczony gęstym ogniem nieprzyjaciel poniósł duże straty w momencie, gdy w masie zwartej, w miejscu zbyt ciasnem do rozwinięcia się, zbierał swoje siły. Chorąży Kras, chociaż był otoczony, przebił się i wycofał do swoich drogami bocznymi”.❗️
W podsumowaniu F. Znamirowski napisał:
„Bój pod Martynówką to pomnik bohaterskich czynów i poświęceń żołnierza. Złotemi zgłoskami winny być zapisane nazwiska poległych na kartach historii pułku, aby świecić wzorem i przykładem dla żyjących”.

Myślę, że z bolszewikami walczył jeszcze niejeden chojniczanin – miejmy nadzieję, że kiedyś uda się poznać ich nazwiska oraz dalsze losy.

Czy wiesz, że na cmentarzu w Chojniku spoczywa jeden z uczestników wojny polsko – bolszewickiej z 1920 roku🫢? Mieszkanie...
12/08/2026

Czy wiesz, że na cmentarzu w Chojniku spoczywa jeden z uczestników wojny polsko – bolszewickiej z 1920 roku🫢? Mieszkaniec Chojnika o którym z dużym prawdopodobieństwem możemy też powiedzieć, że wraz ze swym pułkiem brał udział w słynnej Bitwie Warszawskiej😱.

Niedawno z mroków niepamięci mieszkańców Chojnika wydobyłam na światło i przypomniałam postać Stanisława Krasa, pochodzącego z naszej wsi żołnierza, weterana I wojny światowej, wojny z bolszewikami, obronnej w 39 r. i wreszcie ofiary zbrodni katyńskiej. Nie przypuszczałam wtedy, że za parę miesięcy natrafię na ślad kolejnej osoby o ciekawej historii - uczestnika wojny polsko – bolszewickiej, a w dodatku związanej ze mną więzami krwi… Mowa o moim „nieślubnym” pradziadku Władysławie Kurczabie z Chojnika („nieślubny” - bo nie dał nazwiska mojemu dziadkowi i z różnych przyczyn nie ożenił się z jego mamą, mimo, iż uznawał dziadka za syna i został nawet chrzestnym ojcem swego wnuka 😏). Władysław (zwany przez sąsiadów „Kowalcykiem”), rocznik 1896, syn Józefa i Anny z domu Burnat, raczej nie został zmobilizowany na początku I wojny, prawdopodobnie dlatego, że na front poszedł jego trzy lata starszy brat Jan. O Janie Kurcabie (tak zapisano nazwiska obu braci w różnych ich dokumentach z tego okresu) wiemy, że został jeńcem wojennym w Rosji. O Władysławie zaś długo nie udawało mi się nic odnaleźć pomimo, iż po rodzinie krążyły historie, że kiedyś był kawalerzystą. Dopiero dzięki opowieściom brata mojej mamy, który jako dziecko często miał okazję słuchać opowieści dziadka, udało się podjąć wątek wojaczki naszego przodka. Zmotywowany moimi małymi odkryciami historycznymi z Chojnika wujek Antoni odnalazł i udostępnił mi dwa niezwykłe dokumenty należące do Władysława Kurcaba (Kurczaba), które na początku pozwoliły na odkrycie części sensacyjnej niemal historii z jego życia. Okazuje się bowiem, że Władysław był weteranem wojny Polsko- Bolszewickiej, służył bowiem w jednym z najbardziej słynnych pułków - 18 Pułku Piechoty II RP! W karcie tożsamości, w której znajdujemy jego dane jak: datę i miejsce urodzenia (oczywiście Chojnik, powiat Tarnów!), imiona rodziców i wyznanie, widnieje pieczątka z danymi jednostki: II batalion, 18 pp, 7 kompania! Kto nie słyszał o bojowym szlaku 18 p p (p p – pułk piechoty) w tym II batalionu – polecam skrót w wikipedii: https://pl.wikipedia.org/wiki/18_Pu%C5%82k_Piechoty_(II_RP lub lekturę książki płk. Andrzeja Krysiaka: „Skierniewicki 18 Pułk Piechoty 1918-1939”.
Według znalezionej Karty Legitymacyjnej, 3 sierpnia 1920 r. Władysław Kurczab otrzymuje przydział do III Kompani Zapasowej, Baonu zapasowego 18 pp w Koninie – to kilkanaście dni przed Bitwą Warszawską. Czy jest po wyczerpującym szlaku bojowym swojego pułku czy dopiero trafił tam jako jego uzupełnienie by wziąć udział w ostatnich akordach wojny, której szalę szczęśliwie przechyliła na korzyść Polski bitwa o Warszawę zwana Cudem nad Wisłą 15 sierpnia? Tego analizując ten dokument jeszcze nie wiedziałam, ale wierzyłam, że czas pozwoli odkryć i te szczegóły.
Zastanawiające jest dlaczego chłopak z Chojnika trafił do pułku w Koninie. Jak czytamy we fragmencie rozkazu dziennego dowódcy 18 pp nr 27 z 3 lutego 1934 r. : „(…) W roku 1918 wojna się zakończyła i Polska odzyskała niepodległość, ale musiała jej bronić. Nasz 18 Pułk Piechoty powstał w roku 1918 z żołnierzy służących podczas wojny światowej w armii austriackiej. Stworzono z nich jeden batalion, który natychmiast wyruszył na front w obronie granic. Podobnie III i II batalion w podobny sposób zostały stworzone w Sanoku, Dębicy i w Krakowie. Początkowo każdy batalion walczył oddzielnie. W listopadzie 1918 r. wszystkie trzy bataliony zostały zebrane w jeden pułk, który otrzymał nazwę Pułku Ziemi Rzeszowskiej, potem 15 pp, wreszcie w 1919 r. - 18 Pułku Piechoty”.
Władysław musiał trafić tam zatem z formacją stworzoną w Dębicy, Sanoku lub Krakowie.
Po przeszukaniu dostępnych archiwów i rozmowie z człowiekiem, który na temat 18 pp wie wszystko – pułkownikiem Andrzejem Krysiakiem nie spodziewałam się zbyt wielu odkryć w tym temacie. Szukałam informacji o szeregowcu – jednym z tysięcy zmobilizowanych w tej wojnie, a po ponad 30 latach po jego śmierci nie spodziewałam się znaleźć wielu prywatnych archiwaliów z czasów jego młodości. Miałam nadzieję chociaż na fotografię która przecież musiała być wykonana do dowodu osobistego dlatego też rozpytywałam o to ludzi, którzy jakimś cudem mogą coś pamiętać. I wtedy okazało się, że fotografii nie ma, ale jest dobrze zachowana książeczka wojskowa z której zapisów poznajemy losy szeregowego Władysława Kurczaba związane z wojną polsko – bolszewicką rozpętaną tuż po odzyskaniu przez nasz kraj niepodległości!!!
Otóż Władysław został zmobilizowany w szeregi formującego się po 123 latach zaborów polskiego wojska przez tarnowską Komisję Uzupełnień w dn. 4 lutego 1919 r. i wcielony do 20 Pułku Piechoty. Został przeszkolony, jak zapisano w jego książeczce, jako „filizjer” (w przedwojennym wojsku polskim fizylierami nazywano w drużynie piechoty żołnierzy sekcji wyposażonej w broń maszynową. Zauważyć tu jednak trzeba pewną nieścisłość, ponieważ 20 pp Ziemi Krakowskiej oficjalnie został powołany pod tą nazwą dopiero w kwietniu 1919 r. – zatem 2 miesiące po wcieleniu poborowego Kurczaba do wojska polskiego. Składam jednak tę nieścisłość na karb organizacyjnego „zamieszania” podczas przekształcania i formowania nowych jednostek po odzyskaniu niepodległości i być może późniejszego uzupełniania dokumentu przez Komisje Wojskowe. Faktem natomiast jest, iż Pułk Ziemi Krakowskiej w lutym 1919 r. już organizacyjnie istniał (bez nadanego numeru) na bazie polskiej kadry żołnierzy byłego 16 austriackiego pułku strzelców.
Wracając do wojennych losów naszego bohatera, zapewne w skutek reorganizacji i uzupełnień armii w ramach odradzającej się nowej polskiej państwowości, Władysław trafia do 18 Pułku Piechoty z którym przechodzi praktycznie cały jego chlubny szlak bojowy. Szlak rozpoczęty od wojny obronnej na Ukrainie, a skończywszy na krwawych starciach z bolszewicką nawałą pod Berezyną od 28 maja 1920r.
We wspomnieniach rodzinnych były przekazywane opowieści „dziadka Kowalcyka” (takim przezwiskiem tytułowano go we wsi) o tym, że był z Piłsudskim prawie w Moskwie (raczej należy przypuszczać, że chodziło o Kijów- słynną Wyprawę Kijowską) i walczył w tym samym miejscu co 100 lat temu Napoleon – dziś wiem, że chodziło właśnie o Berezynę❗️.
Z adnotacji we wspomnianej książeczce wynika, że szeregowy Kurczab bierze udział w walkach na froncie Wschodnim (walki o Stanisławów), Wołyńskim (walki pod Żytomierzem) i wspomnianej Wyprawie Kijowskiej w składzie 3 Armii dowodzonej przez samego Józefa Piłsudskiego (a jednak!). Kulminacyjnym momentem na szlaku bojowym chojniczanina jest rozpoczęty 28 maja 1920 r. bój nad Górną Berezyną – miejscu rzeczywiście 100 lat wcześniej związanym z Napoleonem i jego armią. Berezyna to ostatnia udokumentowana bitwa Władysława. Zostaje tam ranny w lewą nogę w wyniku przestrzału kulą karabinową. Dwa miesiące spędza w szpitalu (VI-VII 1920 r.). Następny przytaczany na wstępie dokument w postaci Karty legitymacyjnej informuje, iż Władysław od 3. VIII. 1920 r. jest żołnierzem III Baonu zapasowego 18 pp w Koninie gdzie znajduje się garnizon Pułku. Czy bierze udział w ostatnich sierpniowych walkach pułku w obronie Warszawy? Możemy się jedynie domyślać, że tak, ponieważ w obliczu ogromnego zagrożenia dla stolicy 18 pp wchodzi w skład grupy „Płońsk” broniąc Warszawy od północy. Zatem każdy żołnierz tak zaprawiony w boju jak szer. Kurczab był na wagę złota. Po odparciu bolszewików pod Warszawą, 1 września pułk odjeżdża w rejon Lwowa prowadząc ostatnie walki w Galicji Wschodniej, a potem na litewską granicę by powrócić do Konina. Rozkazem dowództwa pułku Władysław Kurczab uzyskuje prawo do noszenia dwóch odznak honorowych za pobyt na froncie. Wreszcie w dniu 24 kwietnia 1921 roku szeregowy Kurczab, po ponad dwóch latach żołnierskiej frontowej tułaczki, zostaje przeniesiony do rezerwy. Wraca do Chojnika, a w jego książeczce wojskowej jeszcze trzy razy pojawiają się wpisy o odbytych wojskowych komisjach kontrolnych i miesięcznych ćwiczeniach wojskowych odbytych już w 16 Tarnowskim pp aż do 1925 r.
Władysław Kurczab ożenił się dopiero w wieku 53 lat, oprócz mojego dziadka Stanisława, nie miał więcej dzieci, zmarł w latach dziewięćdziesiątych, a jego grób odnajdziecie na cmentarzu w rodzinnym Chojniku. Z opowieści wiem, że szczególnie uroczyście celebrował zawsze dzień 15 sierpnia. W kontekście opisanych wyżej faktów należy przypuszczać, że nie było to dla niego tylko święto kościelne - Matki Boskiej Zielnej, ale i wspomnienie kampanii zakończonej Cudem nad Wisłą.
Jak stwierdził w rozmowie ze mną płk Andrzej Krysiak, z którym konsultowałam informacje zawarte w odnalezionych dokumentach „ten żołnierz był niewątpliwie wielkim bohaterem” mimo, iż milczą o nim archiwa ponieważ szeregowcy rzadko byli w nich odnotowywani.
W dwudziestoleciu międzywojennym Kowalczyk Władysław był rolnikiem udzielając się jako czynny działacz Koła Stronnictwa Ludowego w Chojniku. Koło posiada ufundowany w 1933 roku sztandar, który przetrwał zawieruchę drugiej wojny światowej dzięki ukryciu i przechowaniu go z narażeniem życia właśnie przez Władysława Kurczaba. O swej żołnierskiej przeszłości i udziale w walkach z bolszewikami po wojnie z wiadomych względów nikomu się nie chwalił. Jednak nie pozbył się dokumentów, które starannie zostały przechowane i przetrwały ku pamięci następnych pokoleń.
Teraz kiedy wreszcie poznaliśmy historię szeregowego Władysława Kurczaba „Kowalcyka” z Chojnika starajmy się pamiętać o nim podczas przyszłych rocznic sierpniowych. Tym bardziej, że jego grób bez trudu odnajdziemy na naszym cmentarzu w Chojniku.

Czy wiesz, że 98 lat temu Chojnik wykonał najpiękniejszy wieniec dożynkowy?W 1928 roku wieniec dożynkowy z Chojnika wzbu...
04/08/2026

Czy wiesz, że 98 lat temu Chojnik wykonał najpiękniejszy wieniec dożynkowy?
W 1928 roku wieniec dożynkowy z Chojnika wzbudził ogromny podziw mieszkańców powiatu oraz ówczesnej prasy. Uwity z kłosów pszenicy przedstawiał orła polskiego – znak będący wyrazem patriotyzmu i manifestacją tożsamości narodowej mieszkańców naszej wioski, którzy dopiero od niespełna dziesięciu lat cieszyli się wolną i niepodległą Polską.
Tak opisywał tę niezwykłą uroczystość, jaką były dożynki powiatowe w Tarnowie, tygodnik „Słowo Tarnowskie” z dnia 22 września 1928 roku:
„Obchód dożynek w Polsce jest od niepamiętnych czasów tradycją. Skoro zapełniły się spichrze i stodoły, skoro w pocie czoła zebrano plon całorocznej pracy, nadchodzi dzień święta dożynek, dzień święta wsi. Wije się wieńce z kłosów żytnich, pszenicznych, przeplatając je jęczmieniem, owsem i kwieciem. Najpracowitsi chłopcy i dziewczęta niosą plon w dom gospodarza z pieśnią na ustach.
Z inicjatywy M. T. R. (Małopolskie Towarzystwo Rolnicze – przypisek własny) święto dożynek w Tarnowie po raz pierwszy miało uroczysty charakter. Podniosłość tego dnia zwiększało to, że w dniu tym święcono sztandar młodzieży wiejskiej. Wczesnym rankiem dnia 16 b. m. zaczęły napływać grupki strojnych dziewcząt i dziarskich chłopców na plac na Burku.,
Przed godziną 9 rano ruszył do kościoła księży Misjonarzy z uwitemi wieńcami i sztandarem barwny pochód, poprzedzany banderią i orkiestrą rzemieślniczą. Po nabożeństwie, na którem dokonano poświęcenia sztandaru, pochód skierował się pod pomnik Mickiewicza, gdzie do zebranej licznie publiczności przemówił Dr. Kulpa, jeden z założycieli Związków Młodzieży wiejskiej, poczem udano się na boisko Tarnovii, gdzie miało nastąpić wręczanie w wieńców p. staroście radcy Marossany'emu gospodarzowi powiatu.
Miłą niespodzianką były artystyczne a produkcje chóru ze Skrzyszowa. Podnieść należy, że wykonanie bez zarzutu szeregu pieśni to wyłączna zasługa nauczycielki p. Sachównej, której znojna praca nie poszła na marne.
Po uroczystości p. starosta Marossany gościł u siebie przybyłe na dożynki delegacje.
❗️Wśród wielu wieńców uderzał śliczny, prawdziwie artystycznie wykonany z kłosów pszenicznych orzeł polski (Chojnik). (…).”❗️

Wiele lat po tym opisywanym wydarzeniu coroczna tradycja wicia wieńca dożynkowego w Chojniku znów odżyła. Kolejny, piękny wieniec, uwity być może rękami wnuków i prawnuków autorów tego przedwojennego, podziwiać będziemy mogli w przyszłą niedzielę. W Chojniku odbędą się bowiem dożynki, a zatem będzie i tradycyjny wieniec, orkiestra, strojne dziewczęta i dziarscy chłopcy. Bo "skoro zapełniły się spichrze i stodoły, skoro w pocie czoła zebrano plon całorocznej pracy, nadchodzi dzień święta dożynek, dzień święta wsi". Taka historia i tradycja prawdziwie zobowiązują!

Adres

Chojnik
33-180

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Chojnik - czy wiesz, że? - Ciekawostki z szuflady Agaty umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij