Chojnik - czy wiesz, że? - Ciekawostki z szuflady Agaty

Chojnik - czy wiesz, że? - Ciekawostki z szuflady Agaty Strona przybliżająca historię miejscowości Chojnik w powiecie tarnowskim (Małopolska). Wychowałam się w Chojniku, od lat zbieram i opracowuję jego historię.

Czas podzielić się swoją pracą. Ocalmy od zapomnienia naszą, przeszłość.

Czy wiesz, że 170 lat temu chłopak z Chojnika powołany do wojska musiał w nim odsłużyć nawet 14 lat? I raczej nie spędza...
10/06/2026

Czy wiesz, że 170 lat temu chłopak z Chojnika powołany do wojska musiał w nim odsłużyć nawet 14 lat? I raczej nie spędzał ich w koszarach, ale mógł zobaczyć „kawał świata”. Bo świat na XIX wiecznej wsi kończył się dla jej mieszkańców za ostatnią skibą na polu, które obrabiali. A dla wojaka świat był otwarty tam gdzie aktualnie Cesarstwo prowadziło wojny. A tych, wierzcie mi, nie brakowało!

Nic dziwnego, że pewien Tomasz (o jakże swojsko brzmiącym nazwisku!) Kras nie odkrył w sobie obieżyświata i od służby się uchylał. Przeszedł do historii dzięki opublikowanym w krakowskim Czasie z 1856 roku, urzędowym „liście gończym”. Mieszkaniec Chojnika wymieniony jest wśród osób „podlegających służbie wojskowej , którzy nielegalnie opuścili teren (obiekt)” – zapewne jednostki. Cóż, zawsze twierdziłam, że Kras to nie nazwisko, to charakter! Zwiał Cesarzowi jako jedyny z Chojnika! Nie wiadomo, czy pozostali byli tak karni, że pozostali na posterunku czy w tym czasie było tak mało rekrutów z naszej wsi. Na przykład z pobliskiej Brzozowej zdezerterowało dziesięciu. Z Burzyna pięciu. Wiadomo, w grupie raźniej!
Na końcu listy ”zapodzianych” wojskowych umieszczono wezwanie: „Są oni zobowiązani do powrotu do Ojczyzny w ciągu 6 tygodni, w przeciwnym razie zostaną uznani za wychodzćów rekrutacyjnych i będą traktowani z zastosowaniem Patentu z 24 marca 1832 roku” - czyli utracą obywatelstwo😂.
„Rosół bez mięsa to zupa, chłop bez wojska to…” , ale nie w 1856 roku w Galicji.
W okresie Cesarstwa Austriackiego obowiązkowa służba wojskowa trwała bowiem od 8 do 14 lat! W okresie około wspominanego tu roku 1856, monarchia przeprowadziła jedną wielką mobilizację i stoczyła trzy wojny. Nic dziwnego, że nikt nie kwapił się do wojaczki w tym czasie. A wiadomo, że w tych realiach zapotrzebowanie na rekruta było wielkie. Branki (jak ta przedstawiona w Janosiku) wymiatały pół wsi pozbawiając młodych męskich rąk do pracy w polu (nie wspominając już o zawężonym gronie kawalerów, którzy jeśli w ogóle wracali do domu po latach - byli już mocno podstarzali jak na ówczesne realia🤣).
Jeśli taki rekrut przeżył, to wracał do biednej rodzinnej wsi by zaczynać nowe życie i próbować przeżyć kolejny przednówek. Wieś zmagała się bowiem z przeludnieniem i nędzą, co prowadziło do klęsk głodu i chorób. Nic dziwnego, że uchylano się od poboru. Jeszcze częstsze były dezercje (któż z nas nie oglądał filmu C.K. Dezerterzy 😃😜!).
W Galicji zresztą dość często nie zgłaszano się na pobór lub porzucano armię, narażając się na ewentualne konsekwencje. W praktyce największym zagrożeniem dla delikwenta był powrót do armii, utrata praw obywatela albo konfiskata majątku — takiego jednak synowie najbiedniejszych komorników, chałupników czy zagrodników właściwie nie posiadali. Czy wspomniany Tomasz Kras się odnalazł? Jakie były jego dalsze losy? Tego już się raczej nie dowiemy.
Jeśli uznasz, że to co robię jest tego warte - udostępnij proszę ten post, niech idzie dalej w "świat" 👍💪😊 !

04/06/2026
Czy wiesz, że nasi przodkowie mieli okazję spotkać ostatniego cesarza Europy? Do tego jeszcze wyniesionego później na oł...
04/06/2026

Czy wiesz, że nasi przodkowie mieli okazję spotkać ostatniego cesarza Europy? Do tego jeszcze wyniesionego później na ołtarze przez Jana Pawła II, który właśnie po nim otrzymał imię Karol!

Tak się złożyło, że w marcu 1912 roku przez Galicję podróżowała, będąca tuż po ślubie, młoda para książęca. Książę Karol Franciszek Józef Habsburg i księżniczka Zyta z Burbonów. Książęca para udawała się do Kołomyi w Galicji (obecnie Ukraina) gdzie miał stacjonować austriacki regiment dragonów, którym dowodził Karol. Wtedy właśnie Gromnik stał się miejscem odpoczynku w tej podróży. A tak dokładnie to w Gromniku nastąpiło spotkanie małżonków. Zyta bowiem podróżowała pociągiem, którym przybyła z Kalwarii (z miejsca pielgrzymkowego jak pisały ówczesne gazety), książę zaś, wraz z swoim szwadronem kawalerii, nadjechał z Lipnicy Murowanej. Wizyta odbyła się z 25 na 26 marca 1912 r. Możemy sobie wyobrazić jakie poruszenie wywołała ta okoliczność! Para udała się na plebanię, gdzie miała przygotowane „apartamenty” i skąd na drugi dzień wyruszyła w dalszą drogę w stronę Biecza, Jasła i dalej do Kołomyi. Księżna pociągiem a książę konno.
O podróży młodej książęcej pary donosiła Gazeta Lwowska, której zawdzięczamy szczegółową relację jak goszczono parę książęcą w Gromniku (pisownia oryginalna):

✔️„Najd. Arcyksiążę Karol Franciszek Józef i Najd. Arcyksiężna Zyta w Galicyi.
Lwów, 26 marca.
Tarnów. W niedzielę o godz. 1-22 po południu przybyła do Gromnika Najd. Arcyksiężna Zyta i zaraz z dworca kolejowego udała się na plebanię, gdzie dla Najd. Gości przygotowano apartamenty. Przed plebanią zgromadziły się tłumy ludności miejscowej i zamiejscowej, które witały owacyjnie przejeżdżającą Najd. Arcyksiężnę.
Po przedstawieniu się kierownika starostwa tarnowskiego, radcy Dworu Reinera, oraz po przedstawieniu Najd. Arcyksiężnie miejscowego proboszcza łac., naczelnika gminy Gromnika, delegacyi przełożeństwa izraelickiej gminy wyznaniowej w Tuchowie z rabinem na czele, komendanta oddziałowego żandarmeryi Szyszkowitza, starszego inżyniera Rybickiego i miejscowego pocztmistrza, Najd. Arcyksiężna wy-słuchała łaskawie przemowy jednej z uczenic szkoły miejscowej i raczyła przyjąć ofiarowany Sobie bukiet świeżych kwiatów.
Również ofiarowała kwiaty Najd. Arcy-księżnie żona komendanta oddziałowego żandarmeryi Szyszkowitzowa, witając Najd. Arcyksiężnę w języku włoskim, za co podziękowała Najd. Arcyksiężna w tym samym języku.
W kilka minut po przybyciu Najd. Arcyksiężnej Zyty przybył do Gromnika na czele Swego szwadronu Najd. Arcyksiążę Karol Franciszek Józef i zarządziwszy rozlokowanie szwadronu, udał się na plebanię, gdzie oczekujący Jego przybycia radca Dworu Reiner przedstawił Najd. Arcyksięciu zgromadzone tam osoby.
Najd. Arcyksiążę raczył wszystkie przedstawione Sobie osoby zaszczycić rozmową, poczem udał się z oczekującą Go Najd. Małżonką do przygotowanych apartamentów.
Przy pięknej pogodzie bardzo licznie zebrana ludność zgotowała Najd. Arcyksięstwu gorące i uroczyste przyjęcie”

Wtedy nikt nie przypuszczał, że ten młody, wrażliwy i dobry młody książę zostanie ostatnim cesarzem w Europie - nazywanym Cesarzem Pokoju, a po śmierci nazwanym błogosławionym Karolem Austriackim. Sam też nie przypuszczał, że jadąc do Gromnika, Biecza, Jasła jedzie śladem przyszłych okopów linii frontu wielkiej wojny, którą przypadnie mu prowadzić jako monarcha jednej ze stron konfliktu.
Karol Franciszek Józef bowiem tron Austro-Węgier objął niespodziewanie, po zamordowaniu w Sarajewie następcy tego tronu - Franciszka Ferdynanda w 1914 roku. Potem został Cesarzem Austrii i jemu przyszło się mierzyć z szaleństwem I Wojny, której był wielkim przeciwnikiem. Robił co tylko mógł, by zakończyć bezsensowną wojenną rzeź. Podczas jednej z wizyt na usianym trupami polu walki rozpłakał się… Zakazał używania gazów bojowych i bombardowania osiedli cywilnych. W historii zapisało się też ułaskawienie przez niego 116 polskich legionistów skazanych przez sąd wojenny na karę śmierci oraz jego życzliwe słowa o Polsce: „Odrodzenie się państwa polskiego było jedynie aktem sprawiedliwości, ponieważ nie ma bardziej patriotycznego narodu od narodu polskiego, a w dziejach nie było większej niesprawiedliwości od rozbiorów Polski.”

Wracając do Karola i Zyty. Byli wzorowym małżeństwem, głęboko religijnym. Doczekali się ośmiorga dzieci (będąc w Gromniku Zyta była w ciąży z pierwszym dzieckiem). On został błogosławionym, ona jest kandydatką na ołtarze. Jego proces beatyfikacyjny nabrał rozpędu, kiedy za jego wstawiennictwem cudownie ozdrowiała polska zakonnica pracująca w Brazylii. Nazywała się Grafowska. Na imię miała tak jak jego małżonka … Zyta.
Karol Austriacki był człowiekiem wielkiej wiary. Codziennie uczestniczył we Mszy świętej i przyjmował Najświętszy Sakrament, odmawiał Różaniec, nosił szkaplerz karmelitański. Kto wie, może i stary kościółek pw. Św. Marcina w Gromniku również gościł w swych ścianach przyszłego Cesarza na którego cześć imię „Karol” otrzymał Wojtyła?
Gdy jako papież, Karol Wojtyła spotkał się z cesarzową Zytą, przywitał ją słowami: „Miło mi powitać cesarzową mojego ojca”. Karol I Habsburg cesarz Austrii był też ostatnim błogosławionym, którego Jan Paweł II wyniósł na ołtarze.
Jeśli uznasz, że to co robię jest tego warte - udostępnij proszę ten post, niech idzie dalej w "świat" 👍😊 !

Edit - z tych emocji wstawilam post 2x🫣. Trudno widać tak miało być 😄!Dziś swoje 99 urodziny obchodzi, prawdopodobnie na...
01/06/2026

Edit - z tych emocji wstawilam post 2x🫣. Trudno widać tak miało być 😄!
Dziś swoje 99 urodziny obchodzi, prawdopodobnie najstarsza, żyjąca mieszkanka Chojnika - Celina Cieśla🎂🍾💐❤️!
Urodziła się jako 10 dziecko Bronisławy i Wojciecha Majków ( i nie była ostatnim...) kilka lat po I wojnie, w roku, w którym Mazurka Dąbrowskiego ustanowiono hymnem narodowym i zorganizowano pierwszy Konkurs Chopinowski. Do tego Wisła Kraków została pierwszym historycznym mistrzem piłkarskim Polski i miało miejsce całkowite zaćmienie słońca... To rok 1927. Jako dziecko chodziła "na służbę" - pracując za wikt i drobne (raz dostala nawet buty👞👞) u bogatszych gospodarzy. W wolnym czasie🤔 chodziła do szkoły często przysypiając na lekcjach z niewyspania i zmęczenia.
Potem przyszła wojenna zawierucha, która zabierała, rodzeństwo zsyłane na przymusowe roboty do Niemiec. Kilkunastoletnia (13-15 lat) Celina też dostała przydział, ale jej wątła postura, albo wzbudziła litość, albo nie kwalifikowała jej pod względem ekonomicznym, jako osoby zdolnej pracować ku chwale Rzeszy. Została odesłana z punktu rejestracyjnego w Gromniku na stacji kolejowej. Nocą wróciła do domu na piechotę.
Po wojnie wyszła za mąż za Stanisława, chłopaka z sąsiedztwa. Zbudowali dom, doczekali się szóstki dzieci... wnukow, prawnuków. Jak mówią: "Ciężkie czasy tworzą silnych ludzi, silni ludzie tworzą dobre czasy ".
Bez wątpienia przyszło mi żyć w dobrych czasach dzięki Tobie... babciu😊❤️!

Czy wiesz, że...Dziś swoje 99 urodziny obchodzi, prawdopodobnie najstarsza, mieszkanka Chojnika - Celina Cieśla🎂🍾💐❤️! Ur...
01/06/2026

Czy wiesz, że...
Dziś swoje 99 urodziny obchodzi, prawdopodobnie najstarsza, mieszkanka Chojnika - Celina Cieśla🎂🍾💐❤️!
Urodziła się jako 10 dziecko Bronisławy i Wojciecha Majków ( i nie była ostatnim...) kilka lat po I wojnie, w roku, w którym Mazurka Dąbrowskiego ustanowiono hymnem narodowym i zorganizowano pierwszy Konkurs Chopinowski. Do tego Wisła Kraków została pierwszym historycznym mistrzem i miało miejsce całkowite zaćmienie słońca... To rok 1927.
Jako dziecko chodziła "na służbę" - pracując za wikt i drobne u bogatszych gospodarzy🤔. Jak miała czas (i buty👞👞) chodziła do szkoły. Nie miała niestety jednego i drugiego... Często przysypiała na lekcjach z niewyspania i zmęczenia.
Potem przyszła wojenna zawierucha, która zabierała jej rodzeństwo zsyłane na przymusowe roboty do Niemiec. Kilkunastoletnia (13-15 lat) Celina też dostała przydział, ale jej wątła postura, albo wzbudziła litość, albo nie kwalifikowała jej pod względem ekonomicznym jako osoby zdolnej pracować ku chwale Rzeszy. Została zawrócona z punktu rejestracyjnego w Gromniku. Nocą wróciła do domu na piechotę.
Po wojnie wyszła za mąż za Stanisława, chłopaka z sąsiedztwa. Zbudowali dom, doczekali się szóstki dzieci... wnukow, prawnuków. Jak mówią: "Ciężkie czasy tworzą silnych ludzi, silni ludzie tworzą dobre czasy ".
Bez wątpienia przyszło mi żyć w dobrych czasach dzięki Tobie... babciu😊❤️!

Czy wiesz, że nasi przodkowie z Chojnika mieli okazję spotkać autora najpiękniejszej pieśni śpiewanej podczas nabożeństw...
27/05/2026

Czy wiesz, że nasi przodkowie z Chojnika mieli okazję spotkać autora najpiękniejszej pieśni śpiewanej podczas nabożeństw majowych⛪️? Ba! Zapewne niejeden z nim rozmawiał w … konfesjonale! Za kilka dni minie równe 180 lat od tego wydarzenia!

Jeśli uznasz, że to co robię jest tego warte - udostępnij proszę ten post, niech idzie dalej w "świat" 😊!

W lutym 1846 r. Chojnik był areną strasznych wydarzeń– rabacji chłopskiej zwanej „Rabacją Jakuba Szeli” lub „Rabacją Galicyjską” podczas której zamordowano w Chojniku czterech ziemian – w tym dzierżawców Chojnika i Gromnika – Eliasza i Ignacego Dembińskich. W czerwcu tego samego roku, w następstwie tych strasznych i krwawych wydarzeń rabacyjnych, do naszej parafii (wówczas w Gromniku), przybył pewien niezwykły jezuita. Misje, które miały uspokoić trwające od kilku miesięcy niepokoje i grabieże wciąż trwające na wsiach, nie gyłu pierwotnie przewidziane w Gromniku, odbyły się za to w pobliskich Ciężkowicach. Wtedy to rozniosła się wieść o niezwykłych naukach głoszonych przez misjonarza, pod wpływem których wzburzone masy chłopskie się uspokajają i poddają działaniu nauk misyjnych. Do Ciężkowic udaje się Paulina Dembińska, wdowa po zamordowanym kilka miesięcy wcześniej w Chojniku Ignacym, i na wskutek jej wstawiennictwa i prośby przybywa do Gromnika ksiądz Karol Antoniewicz. Jezuita o niezwykłym życiorysie, niezrównany kaznodzieja, autor pieśni „Chwalcie łąki umajone” (oryginalny tytuł to „Pieśń majowa”), „W krzyżu cierpienie”, „Panie w ofierze Tobie dzisiaj składam”, czy „Nie opuszczaj nas, Matko nie opuszczaj nas”. Prawda, że znajome? To przecież tak często śpiewane pieśni w Chojniku i w całej Polsce!
Ks. Antoniewicz pozostawił bowiem po sobie bogatą spuściznę literacką jak: opowiadania, zbiory kazań, modlitewniki, listy, poezje. Dzięki niemu ta dziewiętnastowieczna historia to fragment najlepiej opisanych dziejów naszej wioski, wydanych drukiem zaledwie trzy lata po opisanych w niej wydarzeniach, w książce „Wspomnienia Misyjne z 1846 roku”. To zapis przebiegu głoszonych misji w poszczególnych miejscowościach i relacja z krwawych wypadków których były świadkami. „Ćwierć mili od Gromnika leży wieś Hojnik, gdzie mieszkał brat męża Pani Dzwonkowskiej.” Tak rozpoczyna się opis wydarzeń w naszej wsi we „Wspomnieniach Misyjnych”.

Wracając do księdza Antoniewicza i jego spotkania z naszymi przodkami przed 180 laty – dokładnie przez 9 dni pomiędzy świętami Zielonych Świątek a Bożym Ciałem, które w 1846 roku przypadały od 1 do 10 czerwca. Kiedy głosił nauki w Gromniku, był zaledwie dwa lata po odbytym nowicjacie w Starej Wsi (koło Krosna) i święceniach kapłańskich w Sączu, będąc w sile wieku 40 lat. Wcześniej pochował pięcioro dzieci i żonę. Z wykształcenia prawnik i zamożny ziemianin, powstaniec listopadowy, został jezuitą, płomiennym kaznodzieją trafiającym do serc wiernych – zwłaszcza chłopów. Przez wspomniane 9 dni misyjnych spędzonych w Gromniku nawoływał chłopów do opamiętania, zwrotu zagrabionego mienia, skruchy i pokuty. Zachęcał do przebaczenia również tych, którym wymordowano rodziny. W gromnickiej parafii spowiadano od świtu do nocy, a wieści o niezwykłych misjach ściągały, nie tylko tłumnie parafian, ale i lud od Tarnowa, „Zakluczyna” i dalej. „Wielka to była praca, ale większa pociecha. Za co Bogu chwała, cześć i dzięki na wieki. Amen”- wspominał później o swej posłudze w Gromniku ten wielki jezuita.

A na koniec jeszcze jeden, już współczesny wątek dotyczący Jezuitów, Starej Wsi i naszej parafii. Otóż okazuje się, że w Bazylice Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Starej Wsi pracuje urodzony w Chojniku o. Antoni Drąg –Jezuita! W rozmowie ze mną z dumą opowiadał, iż oprowadzając pielgrzymów po Bazylice może pokazać im pamiątki po wyjątkowym ks. Antoniewiczu, m.in. jego ślubną obrączkę umieszczoną jako wotum na figurze Matki Bożej Loretańskiej. „Przed tą statuą przez dwa lata modliłem się, codziennie odprawiałem rozmyślania i nieraz walczyłem i płakałem gorzką łzą (…)” pisał o. Karol Antoniewicz – Jezuita, który „z krzyżem w ręku najtwardsze kruszył serca” naszych przodków. Teraz modli się przed nią ojciec Antoni.
Zachęcam serdecznie do sięgnięcia do życiorysu i dzieł tego niezwykłego duchownego, o którym pamięć znów odżywa na nowo w kościele i wśród wiernych.
Jeśli kogoś zaciekawiła postać ks. Karola Antoniewicza w komentarzu umieszczam link do ciekawie i pięknie napisanego życiorysu – opowieści o nim z 1865 roku. Naprawdę warto!
A w przyszłości napiszę wam w szczegółach o rabacji w Chojniku i drugim kapłanie z nią związanym.

Dziś drugi dzień Zielonych Świąt (Zielone Świątki po naszemu😃). Czy wiesz, że W Chojniku, jeszcze do lat 90 powszechnie ...
25/05/2026

Dziś drugi dzień Zielonych Świąt (Zielone Świątki po naszemu😃).
Czy wiesz, że W Chojniku, jeszcze do lat 90 powszechnie na te święta "maiło" się domy młodymi gałęziami brzeziny 🌾🌿🌳. Czy zwyczaj ten jest kultywowany do dziś🤔? Może podzielicie się fotografiami w komentarzu 📸?

A tak pisał w 1897 r. o tym zwyczaju autor monografi wsi Brzozowej i okolic (czyli jakby nie patrzeć naszej bliskiej okolicy😊). Jan Świętek opisuje ten zwyczaj tak:
"Na Zielone Świątki zaścielają posadzkę kościoła liśćmi „tatarczuchowymi". Ozdabiają także w niektórych domach ściany frontowe i kąty izb wewnątrz gałęziami jaworowymi, dębowymi, topolowymi lub brzozowymi, stawiając je przy ścianie, za obrazy zaś zatykają gałązki z liścimi z tych drzew."
Żrodło: Jan Świętek " Brzozowa i okolica Zakliczyna nad Dunajcem. Obraz etnograficzny-zbiór z lat 1897 -1906"

Czy wiesz, że 22 lipca 1900 r. w Chojniku odbył  się wiec ludowy o którym rozpisywały się galicyjskie gazety? W wiecu br...
21/05/2026

Czy wiesz, że 22 lipca 1900 r. w Chojniku odbył się wiec ludowy o którym rozpisywały się galicyjskie gazety? W wiecu brało ponoć udział 500 osób i skończył się wielką awanturą także i na łamach prasy, która w zależności od sympatii politycznej, komentowała to zebranie po swojemu 😁!

Spostrzegłam wczoraj, że z moich ostatnich wpisów można byłoby wysnuć wniosek, iż Chojnik może kojarzyć się tylko ze zgonami! Jak nie cmentarze obficie zapełnione uczestnikami walk na przebiegającym tu froncie I wojny, to lokatorzy chojnickiego folwarku, którym przyszło zakończyć w nim żywot, więc aby odrobinę przerwać tę tematykę, dziś będzie o zadziornych i pyskatych „sejmikujących babach” z Chojnika 😀 i polityce, która targała emocjami mieszkańców przed 126 laty.

Jak wspomniałam na wstępie, 22 lipca 1900 r. w Chojniku odbył się wielki wiec ludowy zorganizowany przez znanego z kart historii działacza galicyjskiego, księdza Stojałowskiego.
Ks. Stanisław Stojałowski to postać, która położyła niezwykle wielkie zasługi, jeżeli chodzi o walkę o prawa najniższych warstw społecznych, zwłaszcza na wsi. Założył, m.in.: Towarzystwo Kółek Rolniczych bratnie pomoce, spółki, kasy, domy ludowe, oddziały Towarzystwa Szkoły Ludowej. Był posłem na sejm galicyjski i do parlamentu austriackiego, wydawał pisma ludowe. Niestety wzbudzał kontrowersje u współczesnych sobie i dzieli do dziś historyków.
Wracając do wiecu. Ówczesne galicyjskie gazety jak Dziennik Polski, Łączność - organ Stronnictwa Katolicko-Narodowego oraz Związku Krajowego Katolicko-Robotniczych Stowarzyszeń, Obrona Ludu -Tygodnik stronnictwa chrześcijańsko - ludowego po Lwowski Przegląd polityczny, społeczny i literacki zamieściły relacje z tego szczególnego wydarzenia w Chojniku. Prasa ta również była widocznie stronnicza, co widać było w sposobie przedstawienia przebiegu opisywanych wydarzeń. W artykułach wyraźnie widać konkretne sympatie dla stron awantury wynikłej między Stojałowczykami (jak nazywano zwolenników ks. Stojałowskiego) a ich przeciwnikami. Jednak moim zdaniem (pomijając oczywiście kontekst historyczny tematu) niekwestionowanymi „gwiazdami” wydarzenia były przybyłe licznie na zebranie kobiety (to prawdopodobnie nasze prababki 😊). Wnioskuję z tego, że wtedy w Chojniku nie było źle z równouprawnieniem i świadomością polityczno – społeczną kobiet! Jak napisał Przegląd, kiedy doszło do utarczek między dwoma kapłanami o przeciwnych poglądach, powstał wrzask i zagrożono rozwiązaniem zgromadzenia. „Baby wrzeszczały jak opętane” krzycząc do interweniujących żandarmów: „zabijcie nas, a nie ustąpimy”! Ech, gdyby Kościuszko zabrał do powstania trochę takich krewkich bab z Chojnika😂😂! Koniec końców chojnicki wiec, zorganizowany i z udziałem postaci niewątpliwie historycznej jaką był ks. Stojałowski, przeszedł do historii jako „Sejmik bab i wyrostków” zakończony sprawami sądowymi. 24 mieszkańców otrzymało akt oskarżenia za udział w zamieszkach publicznych (za tzw. ”gwałt publiczny” ). Gazety nie wspominają czy były wśród nich jakieś kobiety. Baby, ach te baby😘!

Jeśli uznasz, że to co robię jest tego warte - udostępnij proszę ten post, niech idzie dalej w "świat" 😀👍 !



Źródła: w opisie zdjęć i komentarzu.

Czy wiesz, że w Chojniku mieszkała jedna z „Cichych bohaterek powstania styczniowego”? Matka słynnego zakopiańskiego chi...
19/05/2026

Czy wiesz, że w Chojniku mieszkała jedna z „Cichych bohaterek powstania styczniowego”? Matka słynnego zakopiańskiego chirurga, autora prac o chirurgicznym leczeniu gruźlicy, lekarza TOPR zamordowanego w Dachau?

Jeśli uznasz, że to co robię jest tego warte - udostępnij proszę ten post, niech idzie dalej w "świat" 😊👍!

23 września 1910 roku dwie krakowskie gazety zamieściły króciutką wzmiankę o śmierci w Chojniku właścicielki ziemskiej Róży z Birtusów Nowotnowej. Po jej przeczytaniu, jedynym skojarzeniem jakie miałam z nazwiskiem Nowotny to słynny przedwojenny zakopiański lekarz, chirurg, którego portret uwiecznił w 1933 r. Witkacy. Lekarz Gustaw Nowotny wprawdzie urodził się pod Tarnowem, ale jednak nie w Chojniku. Dopiero wnikliwa analiza jego życiorysu dała podstawę do dalszych poszukiwań postaci z tajemniczego nekrologu. Otóż w jego życiorysie jest informacja, iż urodził się w Mikołajowicach w rodzinie Gustawa Benedykta i Róży z Birtusów! Zapewne rodzina Nowotnych zakupiła bądź wydzierżawiła później gospodarstwo w Chojniku.

A co wiemy na temat wspomnianej Róży z Birtnusów Nowotnej i jej męża? Okazuje się, że wcale nie tak mało. Róża Birtnus (lub Róża z Birtnusów, znana również jako Róża Birtusówna) to postać historyczna, zasłużona za swoje czynne zaangażowanie w sprawy narodowe podczas Powstania Styczniowego w 1863 roku! Jej historyczny portret oraz biografię znajdziemy w dziele Marii Bruchnalskiej „Ciche bohaterki: Udział Kobiet w Powstaniu Styczniowem” wydanym w 1932 roku.

Róża Birtusówna (1845–1910 - zmarła w wieku 65 lat), opisana jest w niej jako młoda łączniczka i sanitariuszka z czasów powstania styczniowego (1863-1864 r). Z wielkim poświęceniem pomagała rannym w okresie powstania, równocześnie wspierając partyzantów przemykających się za Wisłę w okolicach majątku swego brata Karola w Koszycach. Z książki dowiadujemy się, iż jej brat, Jan Birtus (w innych źródłach występujący jako Karol Jan Birtus), kapitan austriacki, dowodząc oddziałkiem powstańczym po zażartej potyczce został schwytany i rozstrzelany w Łodzi. Z kolei jej mąż, Gustaw Nowotny, więziony w Grodnie prawdopodobnie również za działalność powstańczą, „wyrwał się z więzienia” i po dwuletniej emigracji w Dreźnie „osiadł w Galicji, pracując na roli. Zmarł w Chojniku.”
Z opracowania Marii Bruchnalskiej dowiadujemy się, że w szpitalu w Tarnowie - Gumniskach, zapełnionym po brzegi rannymi powstańcami, pracowało wiele pań, w tym młoda Birtusówna, która z narażeniem życia opiekowała się rannymi. Przeżycia te wywarły na niej tak wielkie piętno, że w starszym wieku mawiała: „Dziękuję Bogu za starość, gdyż przez to widzieć już nie będę rannych braci”. Róża Nowotna zmarła dziewięć lat przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości, syn był słynnym chirurgiem, autorem cenionych publikacji naukowych i patriotą – mającym swój udział w tworzeniu wolnej II RP. Zmarł tragicznie w niemieckim obozie koncentracyjnym Dachau. Jej wnuczka, również nosząca imię Róża, brała udział w Powstaniu Warszawskim też została cenionym lekarzem, uhonorowana Orderem Odrodzenia Polski i Odznaczeniem „Laudabilis”. W 2003 roku Polskie Towarzystwo Lekarskie przyznało jej Medal Gloria Medicinae.
Ot, taka historia z krótkiej prasowej wzmianki o śmierci obywatelki ziemskiej w Chojniku.

Nie spodziewałam się, że opracowania o naszych 5 cmentarzach z czasów I wojny w Chojnik wzbudzą tyle pozytywnych reakcji...
18/05/2026

Nie spodziewałam się, że opracowania o naszych 5 cmentarzach z czasów I wojny w Chojnik wzbudzą tyle pozytywnych reakcji... Korzystając tego chciałabym Was prosić o pomoc i informacje (jakiekolwiek) w temacie kamiennych tablic, drogowskazów jakie były ustawione na drogach prowadzących do tych nekropolii.🤔 Może wiecie co się z nimi stało? Może znacie miejsce gdzie leżą całe bądź ich fragmenty? To ważne zabytki. Może uda się jeszcze je odnaleźć i zachować.
Poniżej zdjęcia poglądowe czego szukamy⬇️ I oczywiście proszę o udostępnienie posta - w ten sposób będzie bardziej skuteczny 😊

Adres

Chojnik
33-180

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Chojnik - czy wiesz, że? - Ciekawostki z szuflady Agaty umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij