Eckersdorf Ciekawostki Historyczne Bożkowa i Okolic

  • Home
  • Eckersdorf Ciekawostki Historyczne Bożkowa i Okolic

Eckersdorf  Ciekawostki Historyczne Bożkowa i Okolic "Eckersdorf - Ciekawostki Historyczne Bożkowa i Okolic" to strona prowadzona z pasji do miejsc oraz ich historii.

Skupiający miłośników Bożkowa, Ścinawek, Ołdrzychowic Kłodzkich , Nowej Rudy i ich okolic.

NEURODE / NOWA RUDAZaginiony pręgierz z Nowej Rudy.    W historii Nowej Rudy istnieje wiele zabytków, które bezpowrotnie...
10/06/2026

NEURODE / NOWA RUDA
Zaginiony pręgierz z Nowej Rudy.

W historii Nowej Rudy istnieje wiele zabytków, które bezpowrotnie zniknęły z krajobrazu miasta. Jednym z najbardziej fascynujących jest średniowieczny pręgierz – symbol wymiaru sprawiedliwości, który przez stulecia stał na rynku, a następnie został uznany za zaginiony. Wszystko wskazuje jednak na to, że nie zniknął całkowicie. Być może do dziś znajduje się w jednym z domów pełniąc funkcję zwykłej podpory stropu.

Pręgierze stanowiły nieodłączny element średniowiecznych miast. Każda ceniona się miejscowość ubiegała się o prawo wstawienia pręgierza. Zezwolenia na jego posiadanie mógł udzielić król, książę czy arcybiskup. Stawiano go głównie przed ratuszem by okazałością akcentować prestiż władzy i manifestowały posiadane prawo. Były miejscem wykonywania kar hańbiących – przykuwano do nich oszustów, złodziei oraz osoby skazane za drobne przestępstwa. Egzekucje odbywały się w dniach zapewniających najwyższą frekwencję mieszkańców i przyjezdnych, a więc w niedziele i święta, a przede wszystkim w dni targowe i to w godzinach szczytu.

Nowa Ruda, choć nigdy nie należała do największych miast Śląska, to posiadała rozwinięty system sądowniczy. Funkcjonowało tutaj więzienie, murowana szubienica oraz reprezentacyjny pręgierz ustawiony przy ratuszu. Najstarsza znana wzmianka o noworudzkim pręgierzu pochodzi z 1440 roku. Źródła wskazują, że wówczas dotychczasowy drewniany pręgierz zastąpiono nowym, wykonanym z kamienia (Józef Milka, Witold Milka „Pręgierze”)

Noworudzki pręgierz wyróżniał się na tle podobnych obiektów. Wykonany został z kamienia, prawdopodobnie czerwonego piaskowca. Osadzono go na kamiennym podeście, a cylindryczny trzon wyposażono w żelazne uchwyty służące do przykuwania skazańców. Najbardziej niezwykłym elementem była jednak – jak można wyczytać w „Schlesien 1909–1910” – głowica zwieńczona kamiennym detalem o kształcie zbliżonym do piramidy. Na czterech ściankach wykonano płaskorzeźby przedstawiające sceny z życia miejskiego kata. Pierwsza scena ukazywała kata z miotłą i stojącym przy nim psem. Było to nawiązanie do codziennych obowiązków kata, który oprócz wykonywania wyroków zajmował się wyłapywaniem bezpańskich zwierząt oraz usuwaniem padliny z ulic. Druga przedstawiała kata z kołem do łamania żeber, symbolem jednej z najbardziej okrutnych kar stosowanych w dawnym sądownictwie. Na trzeciej płaskorzeźbie widniał kat z drabiną do wchodzenia na szubienicę, odnoszącą się do wykonywania wyroków śmierci przez powieszenie. Czwarta scena przedstawiała kata z mieczem w ręku oraz klęczącego skazańca, symbolizując egzekucję przez ścięcie. Ten niezwykły program ikonograficzny sprawiał, że noworudzki pręgierz był nie tylko narzędziem wymiaru sprawiedliwości, ale również wyjątkowym dziełem sztuki późnego średniowiecza.

W pierwszej połowie XIX wieku, jak podaje czasopismo „Glatzer Heimatblaetter" nr IX, doszło do rozbudowy ratusza. Pręgierz, stojący przy jego wschodniej ścianie budynku, przeszkadzał w realizacji nowej inwestycji, dlatego w 1839 r. został celowo przewrócony i przez kilka lat poniewierał się w częściach przy ratuszu, stopniowo niszczejąc. Nawet część jego była użytkowana jako ławka. W 1844 roku resztki pręgierza od miasta odkupił rolnik Franz Herden z miejscowości Zagórzyn (dzisiejsza część Nowej Rudy) i użył ich przy budowie gospodarstwa oraz karczmy przy ulicy Promenada 2 - nowo wytyczonej alei na Górę Świętej Anny. Później w budynku mieściła się gospoda „U Walscha”.

O dalszych losach zabytku wspominał wybitny śląski pisarz i kronikarz Joseph Wittig. W swojej kronice z 1937 roku odnotował, że dawny pręgierz nadal znajdował się w budynku należącym do rodziny Herdenów. Wittig opisał zachowaną część pręgierza jako kamienny słup o wysokości około 1,75 metra i średnicy około 38 centymetrów. W jego powierzchni widoczne były resztki dwóch żelaznych elementów oraz charakterystyczna, głęboka bruzda powstała prawdopodobnie wskutek wieloletniego ocierania się metalowego pierścienia służącego do przykuwania skazańców.

W poszukiwaniu dawnego pręgierza skontaktowałem się z panem Andrzejem Behan – regionalistą i pasjonatem historii. Dzięki przekazanym przez niego informacjom udało się ustalić, że fragment kolumny pręgierza nadal znajduje się w jednym z budynków przy dawnej promenadzie, w rejonie dzisiejszych ulic Nowa Osada i Anny. Po dotarciu na wskazane miejsce odnalazłem ten historyczny zabytek. Jak poinformowała mnie właścicielka budynku, podczas jego montażu został on ustawiony odwrotnie w stosunku do pierwotnego położenia.

Historia noworudzkiego pręgierza jest opowieścią o zmieniającym się podejściu do prawa, karania i pamięci historycznej. Obiekt, który przez stulecia był symbolem miejskiej sprawiedliwości i publicznego wymierzania kar, po utracie swojej funkcji stał się zwykłym materiałem budowlanym. Paradoksalnie właśnie dzięki temu mógł przetrwać do naszych czasów. Zamiast zostać rozbity przez niemal dwieście lat podtrzymywał strop prywatnego domu.

„Bo każdy dzień jest częścią historii”
Krzysztof Kręgielewski
Eckersdorf- Ciekawostki historyczne Bożkowa I okolic
www.ciekawostki-bozkowa.com

TŁUMACZÓW / TUNTSCHENDORFPłomienie nad TłumaczowemJesienią 1621 roku nad pograniczem hrabstwa kłodzkiego zawisł strach. ...
22/05/2026

TŁUMACZÓW / TUNTSCHENDORF
Płomienie nad Tłumaczowem

Jesienią 1621 roku nad pograniczem hrabstwa kłodzkiego zawisł strach. Wojna trzydziestoletnia, która ogarnęła niemal całą Europę, nie była już odległym konfliktem książąt i cesarzy. Dotarła do małych wsi, drewnianych kościołów i zwykłych chłopów żyjących między Nową Rudą a czeskim Broumovem. Jednym z miejsc, które stało się symbolem tej tragedii, był Tłumaczów.

Dziś o dawnych wydarzeniach przypominają jedynie stare epitafia wmurowane w mur przy kościele świętych Piotra i Pawła. Jedna z płyt poświęcona jest Carlowi von Tschischwitzowi — dawnemu właścicielowi Wojborza i Tłumaczowa, które je objął w 1580 roku, niestety zmarł po 1589 roku. Druga, niewielka, należy do dziecka. Zgodnie z inskrypcją przeżyło jedynie 13 lat i 28 tygodni, zmarło w 1613 roku. Kamień przetrwał wieki. Ludzie — nie.

Jeszcze na początku XVII wieku Tłumaczów był spokojną miejscowością pogranicza. Mieszkańcy żyli rytmem pracy na roli, nabożeństw i handlu z pobliskimi Czechami. Jednak religijny konflikt pomiędzy protestantami i katolikami zmienił wszystko. Szlachta hrabstwa kłodzkiego opowiedziała się po stronie protestanckiego powstania czeskiego przeciw cesarzowi Ferdynandowi II Habsburgowi. W odpowiedzi wojska cesarskie rozpoczęły marsz na ziemię kłodzką.

Jesienią 1621 roku właściciele okolicznych dóbr nakazali mobilizację chłopów i utworzenie straży granicznych. Nie byli oni zawodowymi żołnierzami. Większość stanowili zwykli mieszkańcy pobliskich wiosek uzbrojeni w kosy, siekiery i stare rusznice. Ich zadaniem było zatrzymać cesarskie oddziały nacierające od strony czeskiego Broumova.

26 września wojska katolickiej Austrii uderzyły na protestancką wówczas Nową Rudę. Mieszkańcy miasta, wspierani przez oddziały z Kłodzka, zdołali odeprzeć atak. Sukces okupiono jednak krwią — zginęło około trzydziestu noworudzian. Austriacy wycofali się tylko na krótko. Kilka tygodni później ruszyli ponownie. Tym razem celem był Tłumaczów. 21 października 1621 roku we wsi rozegrały się dramatyczne sceny. Straż graniczna i chłopi próbowali powstrzymać regularne wojska cesarskie. Walka była nierówna. Wyszkoleni żołnierze szybko przełamali opór obrońców. Ci, którzy przeżyli pierwsze starcie, uciekli do miejscowego kościoła świętych Piotra i Pawła. Drewniana świątynia miała stać się dla nich schronieniem. Szybko jednak okazała się śmiertelną pułapką. Według przekazów w kościele zamknęło się około dwustu ludzi. Cesarscy żołnierze otoczyli budynek. Nie podjęli negocjacji. Zaryglowali drzwi i podłożyli ogień. Ogień błyskawicznie objął drewnianą konstrukcję świątyni. Wewnątrz wybuchła panika. Ludzie dusili się od dymu i próbowali wydostać się na zewnątrz. Bezskutecznie.

Tylko nielicznym udało się wyrwać z płomieni, ginęli od mieczy i kul na przykościelnym cmentarzu. Tego dnia w Tłumaczowie śmierć poniosło około dwustu chłopów i obrońców pogranicza. Spłonął także cały kościół. Wieść o tragedii błyskawicznie rozeszła się po Ziemi Kłodzkiej. Dla protestantów stała się symbolem okrucieństwa wojny i bezwzględności cesarskich wojsk. W Nowej Rudzie narastał gniew. Kilka tygodni później mieszkańcy miasta wyruszyli z odwetową wyprawą na czeski Broumov. Żądni zemsty przekroczyli granicę w okolicy Włodowic i wkroczyli do Sonova — pierwszej czeskiej wsi na ich drodze, niewielkiej i spokojnej. 11 listopada 1621roku, w dzień św. Marcina, we wsi byli tylko chłopi, kobiety i dzieci. W tej chwili nie chodziło już o honor ani religię. Pozostała wyłącznie zemsta. Po masakrze odstąpiono od dalszego marszu na Broumov i zawrócono.

Przez wiele lat po pożarze kościół w Tłumaczowie pozostawał ruiną. Zgliszcza przypominały o tragedii z 1621 roku i upadku dawnej protestanckiej wspólnoty. Parafia już nigdy nie odzyskała wcześniejszego znaczenia. Po wojnie rozpoczęła się przymusowa rekatolicyzacja ziemi kłodzkiej.

Dopiero po zakończeniu wojny trzydziestoletniej podjęto wysiłek odbudowy świątyni. Wielką rolę odegrał proboszcz Jeremiasz Liebisch ze Ścinawki Średniej. Kilka razy w roku przyjeżdżał do Tłumaczowa i na ruinach spalonego kościoła wygłaszał kazania, zachęcając mieszkańców do odbudowy domu Bożego. Ludzie odpowiedzieli. Mimo biedy i zniszczeń udało się wznieść nową świątynię. 2 lipca 1663 roku arcybiskup Pragi, kardynał Ernst von Harrach, poświęcił odbudowany kościół pod dawnym wezwaniem świętych Piotra i Pawła. Był to już jednak kościół katolicki. Drewniana budowla nie przetrwała długo — w 1711 roku zastąpiła ją nowa, murowana świątynia stojąca do dziś.

A dawne epitafia nadal milczą. Kamienne płyty przy murze kościelnym są jednymi z niewielu świadków tamtych wydarzeń. Przetrwały wojny, pożary i zmieniające się granice. Dla współczesnych mieszkańców są nie tylko zabytkiem sztuki sepulkralnej, ale także niemym przypomnieniem o tragedii, która przed ponad czterystu laty zamieniła Tłumaczów w miejsce śmierci i płomieni.

Artykuł powstał na podstawie pozycji książkowej: "Kronika miasta Nowa Ruda" autorstwa Josepha Wittiga oraz "Chronicken der Grafschaft Glatz. Bd. 5" autorstwa Josepha Kögler.

„Bo każdy dzień jest częścią historii”
Krzysztof Kręgielewski
Eckersdorf- Ciekawostki historyczne Bożkowa I okolic
www.ciekawostki-bozkowa.com

Czytacie? A może już po lekturze? Albo, bądźmy szczerzy, czeka na lepsze czasy, emeryturę lub na koniec świata?W najnows...
16/05/2026

Czytacie? A może już po lekturze? Albo, bądźmy szczerzy, czeka na lepsze czasy, emeryturę lub na koniec świata?

W najnowszym wydaniu, na stronie 27, znajdziecie mój tekst o bożkowskim skarbie. Tak, jest dostępny online więc śmiało możecie zajrzeć od razu do środka.

---------------------------------------------------------
Eckersdorf - Ciekawostki historyczne Bożkowa i okolic
Krzysztof Kręgielewski

https://drive.google.com/file/d/1j0N4QxnPWvD89ZUGueEY7XGVFlRvf1Ll/view?fbclid=IwVERDUAR1OspleHRuA2FlbQIxMABzcnRjBmFwcF9pZAwzNTA2ODU1MzE3MjgAAR4dwkJGbXFhzhsWTFNBZvkvjXhufHeFS1XFjfIml_MRfqV-DM4HM_ZICJv7YA_aem_fS7nJBryzWfwjbEh7gtdTQ

TŁUMACZÓW / TUNTSCHENDORF Bezimienne mogiły Niezatartym śladem działań II wojna światowa na Dolnym Śląsku, w tym na ziem...
08/05/2026

TŁUMACZÓW / TUNTSCHENDORF
Bezimienne mogiły

Niezatartym śladem działań II wojna światowa na Dolnym Śląsku, w tym na ziemi kłodzkiej, są wojenne pomniki i cmentarze. Ich obecność świadczy nie tylko o niezwykle zaciętych walkach, lecz także o nieludzkiej sytuacji więźniów obozów jenieckich oraz tragicznym losie ludności cywilnej i wojskowej, którą na tereny ówczesnej III Rzeszy sprowadziły roboty przymusowe.

Warunki pobytu w niemieckich obozach pracy były bardzo ciężkie. Część pracowników przymusowych nie przetrwała okresu niewoli. Złe warunki bytowe, represje, wyniszczająca praca, choroby oraz rany odniesione podczas walk we wrześniu 1939 roku były przyczyną wysokiej śmiertelności wśród polskich jeńców. Wielu z nich zmarło już w pierwszych miesiącach niewoli. O ile typowy żołnierski grób miał postać ziemnego kopca z drewnianym krzyżem i tabliczką z danymi, o tyle jeńców często chowano w bezimiennych mogiłach. Szczątki ofiar grzebano zazwyczaj w pobliżu lokalnych cmentarzy. Anonimowe groby pokryły znaczną część Dolnego Śląska.

Struktura rozmieszczenia tych grobów i kwater stanowiła wierne odzwierciedlenie wydarzeń z ostatnich miesięcy wojny w tym regionie. Wśród licznych miejsc pochówku największy odsetek stanowili żołnierze radzieccy, jednak istniały także miejsca, gdzie chowano wyłącznie jeńców wojennych — wśród nich dużą część stanowili Polacy.

Tuż po zakończeniu wojny przystąpiono do tworzenia zbiorczych cmentarzy wojennych dla uczenia pamięci tych ofiar. Pierwszy z nich powstał w 1946 roku w Zgorzelec, gdzie pochowano szczątki żołnierzy II Armii Wojska Polskiego, ekshumowanych z terenów Niemiec i okolic Zgorzelca. Spoczęło tam 3384 poległych.
Drugi cmentarz planowano utworzyć we Wrocław. Jego koncepcją było stworzenie miejsca pamięci wszystkich Polaków z miasta i okolic, którzy polegli lub zmarli w wyniku działań wojennych, w obozach jenieckich i koncentracyjnych, więzieniach, podczas robót przymusowych oraz w czasie oblężenia miasta w 1945 roku (oblężenie Wrocławia 1945).

Projekt budowy polskiego cmentarza wojennego na Grabiszynie we Wrocławiu, zatwierdzony w 1949 roku, powierzono architektowi Stanisław Rutkowski. Opracował on koncepcję nekropolii o charakterze monumentalnym. Obszar cmentarza podzielono na trzy równoległe kwatery. Pierwsza, centralna, obejmująca 58 mogił, przeznaczona była dla żołnierzy kampanii wrześniowej 1939 roku. Druga zawierała 150 mogił powstańców warszawskich, a trzecia przeznaczona była dla ofiar robót przymusowych. Łącznie plan przewidywał około 500 mogił. Centralnym elementem kompozycji był pomnik wykonany z granitu pochodzącego z Gross-Rosen. Obelisk nawiązywał symbolicznie do wydarzeń wojennych poprzez trzy urny: szklaną z wodą z Bałtyku oraz dwie metalowe — z ziemią z Warszawy i z Gross-Rosen.

Początkowo ekshumowano ofiary walk o Festung Breslau na terenie samego Wrocławia. W 1951 roku rozpoczęto prace również w powiecie wrocławskim. Do czerwca tego roku na cmentarzu Grabiszyńskim znajdowały się już groby 263 ofiar. Kolejną dużą akcję ekshumacyjną na Dolnym Śląsku przeprowadzono w 1952 roku. Przystąpiono wtedy do likwidacji małych, rozproszonych mogił w osiemnastu miejscowościach regionu. Prace trwały od kwietnia do grudnia. Z przeprowadzonych prac sporządzano dokumentację, obejmującą miejsca ekshumacji, liczbę ofiar, ich narodowość, miejsca ponownego pochówku oraz koszty operacji. W wielu przypadkah było to mało precyzyjne dane. Nawet problem był w ustaleniu narodowości pochowanych. Brak było informacji umożliwjących indyfikację pochowanych. Przeważnie nie zachowały się żadne spisy czy księgi mentarne informujące o pochowanych pracownikach przymusowych. Z zachowanych materiałów archiwalnych wynika, że do Wrocławia przeniesiono wówczas szczątki 49 osób, z czego jedynie sześć udało się zidentyfikować. Do końca 1952 r. na terenie cmentarza znajdowało się ogółem 359 ofiar, uformowano 195 mogił pojedynczych i dwie zbiorowe dla bezimiennych.

Podczas ekshumacji przeprowadzonych w tym okresie na terenie powiatu kłodzkiego odnaleziono łącznie 107 ciał. Spośród nich 19 ofiar spoczywało w okolicach Tłumaczowa. W mogiłach zlokalizowanych na terenie tej gromady zidentyfikowano zwłoki siedemnastu żołnierzy radzieckich oraz dwóch Polaków. Niestety, raport Prezydium Powiatowej Rady Narodowej był bardzo ogólnikowy; nie zawierał personaliów odnalezionych osób, a jedynie zbiorcze zestawienie liczby ciał. Wiadomo, że obszar Tłumaczowa był miejscem funkcjonowania przymusowego zatrudnienia ludności cywilnej (rolnictwo, kamieniołomy), a w maju 1945 roku przebiegała tędy trasa przemarszu oddziałów 1 Frontu Ukraińskiego. Istnieje hipoteza, że odnalezione mogiły mogą należeć do dwóch więźniarek z obozu pracy FAL Mittelsteine, pochowanych przy cmentarzu w Ścinawce Średniej. Niemniej jednak za najbardziej prawdopodobne uznaje się, że są to groby żołnierzy 27. Pułku Piechoty (1. Brygada), którzy stacjonowali w tym rejonie od czerwca do lipca 1945 roku.

W połowie lat 60. zapadła decyzja o przeniesieniu cmentarza w nowe miejsce. Oficjalnym powodem był brak przestrzeni na kolejne pochówki oraz chęć nadania nekropolii bardziej monumentalnego wyrazu. W rzeczywistości ówczesnym władzom nie odpowiadała estetyka i charakter ideologiczny dotychczasowych mogiły. Na nową lokalizację wybrano wzgórze usypane z wrocławskich gruzów, położone nad rzeką Ślęzą przy ulicy Grabiszyńskiej 294. To właśnie tam powstał współczesny Cmentarz Żołnierzy Polskich na Wzgórzu Oporowskim stanowiący istotny punkt na historycznej mapie Wrocławia.

„Bo każdy dzień jest częścią historii”
Krzysztof Kręgielewski
Eckersdorf- Ciekawostki historyczne Bożkowa I okolic
www.ciekawostki-bozkowa.com Pokaż mniej

EBERSDORF / DZIKOWIECKaplica Trójcy Świętej świadectwem wiary i grozy Epidemie oraz choroby zakaźne w minionych stulecia...
13/04/2026

EBERSDORF / DZIKOWIEC
Kaplica Trójcy Świętej świadectwem wiary i grozy


Epidemie oraz choroby zakaźne w minionych stuleciach wielokrotnie dziesiątkowały ludność, stanowiąc obok wojen, nieurodzajów i klęsk głodu jedną z największych plag dawnego świata. Ówczesna ludzkość pozostawała wobec nich niemal bezradna, a jedyną ucieczką stawała się modlitwa. Na terenie hrabstwa kłodzkiego do dziś liczne kaplice dziękczynne oraz kolumny morowe przypominają o tragicznym roku 1680, kiedy w okolicach Kłodzka zmarły tysiące ludzi.

W wyniku działań wojennych prowadzonych przez Turcję zaraza rozprzestrzeniła się w 1679 roku na tereny Austrii. Już 4 marca 1680 roku dotarła do Pragi, gdzie pochłonęła pierwsze ofiary. W odpowiedzi na narastające zagrożenie na ziemi kłodzkiej podjęto natychmiastowe środki zapobiegawcze. Zamknięto granice, odwołano procesje oraz zaczęto gromadzić zapasy żywności. Magistrat Nowej Rudy już 9 marca 1680 roku powołał straż miejską. Wysłał on również rajcę wraz z dwoma towarzyszami do Wrocławia, aby zakupić w tamtejszej aptece niezbędne środki ochronne i lecznicze.

Miasto Kłodzko jako pierwsze zostało dotknięte epidemią. Na początku kwietnia rymarz handlujący używaną odzieżą powrócił z Austrii, przywożąc ze sobą czarną śmierć. Wkrótce z jego domu przy ulicy Niskiej wyniesiono pięć ciał. Pod koniec miesiąca liczba chorych w Kłodzku wynosiła już 210 osób, spośród których 160 zmarło. Każdy kolejny miesiąc przynosił wzrost liczby ofiar. W sierpniu 1680 roku odnotowano 745 chorych na dżumę i 297 zgonów. Dopiero w listopadzie zaraza zaczęła wyraźnie ustępować, a ostatecznie wygasła 2 grudnia. Dzień później mieszkańcy Kłodzka obchodzili święto świętego Franciszka Ksawerego, którego w maju obrali swoim patronem na czas zarazy. Uroczyste obchodzenie jego święta ślubowano kontynuować na zawsze w podzięce za wstawiennictwo.

Tragedia z 1680 roku nie była jedynym tego typu dramatem w regionie. Już podczas wojny trzydziestoletniej w 1633 roku Kłodzko opłakiwało 4284 ofiary dżumy. W tym samym czasie w Radkowie zmarło 309 osób, a podczas kolejnej fali w 1680 roku epidemia pochłonęła niemal wszystkich pozostałych mieszkańców, gdyż przeżyły jedynie trzy małżeństwa. Choroba dotknęła wówczas również dolną część Bożkowa. W Nowej Rudzie i jej okolicach w 1633 roku zmarło około 900 osób. Co ciekawe, dwie miejscowości, czyli Dzikowiec i Słupiec, zostały oszczędzone przez obie epidemie.

Wdzięczni za ocalenie mieszkańcy Dzikowca wznieśli w 1682 roku przy polnej drodze, prowadzącej do Czerwieńczyc, kaplicę modlitewną. Obiekt zaprojektował budowniczy Georg Langer, który był zatrudniany przez kłodzkich jezuitów. Z jego ręki pochodził prawdopodobnie również projekt kaplicy morowej w tej samej miejscowości, położonej na starej łące pastwiskowej przy drodze do Nowej Wsi. Inicjatorem budowy był ówczesny proboszcz Woliborza, Georg Ignaz Pachy.

Budowla powstała na fundamencie z białego piaskowca i posiada mury z cegły. Architekt nadał jej ośmiokątny plan, który pośrodku przechodzi w charakterystyczną wieżyczkę. Z oddali kaplica sprawia wrażenie zapadniętej wieży kościelnej. Barokowy hełm pokryty jest drewnianym gontem i zwieńczony kulą oraz krzyżem arcybiskupim. Obecność tego krzyża świadczy o tym, że mieszkańcy Dzikowca budowali świątynię za zgodą praskiej władzy kościelnej.

W XVIII wieku przeprowadzono remont kaplicy, podczas którego prawdopodobnie wymieniono kamieniarkę w frontowej części elewacji i nałożono nowe tynki. W 1828 roku kaplica Trójcy Świętej została ponownie odnowiona. W kolejnym stuleciu obsadzono ją dwiema lipami, a front budynku zdobiono malowanym na blasze obrazem przedstawiającym Trójcę Świętą. Pole naczółka wypełniała polichromia w formie gwiazd na niebieskim tle, która symbolizowała niebo.

Wejście skierowane ku wsi wykonane jest z czerwonego piaskowca. W obramowaniu można częściowo odczytać fragment napisu z datą 1828. Żelazne drzwi z niewielkim wizjerem zamykają dostęp do wnętrza. W środku znajduje się ołtarz Matki Bożej, a przed 1945 rokiem wisiały tam dwa boczne obrazy wotywne z lat 1796 i 1820. Wnętrze oświetlają półkoliste okna rozmieszczone po stronach południowo-zachodniej oraz północno-wschodniej.

Miejsce to przez stulecia była popularnym przystankiem dla pielgrzymów kierujących się do Wambierzyc, którzy wędrowali ze Śląska po przekroczeniu Przełęczy Srebrnogórskiej. Przy kaplicy rosły dawniej lipy, a ustawione tam ławki zachęcały do odpoczynku i modlitwy. Zgodnie ze ślubowaniem z czasów zarazy, do dzisiaj co roku w uroczystość Trójcy Świętej odbywa się przy kaplicy procesja dziękczynna. Wierni wraz z kapłanem niosącym Najświętszy Sakrament pod baldachimem zmierzają przy dźwiękach orkiestry do starej kaplicy morowej, gdzie pośród zapachu kwitnących lip odprawiana jest uroczysta msza święta.

„Bo każdy dzień jest częścią historii”
Krzysztof Kręgielewski
Eckersdorf- Ciekawostki historyczne Bożkowa I okolic
www.ciekawostki-bozkowa.com

Agnieszka Wideł od najmłodszych lat dorastała w cieniu historii Bystrzycy Kłodzkiej. Codzienność pośród średniowiecznych...
08/04/2026

Agnieszka Wideł od najmłodszych lat dorastała w cieniu historii Bystrzycy Kłodzkiej. Codzienność pośród średniowiecznych murów, obronnych baszt i renesansowych kamieniczek zaszczepiła w niej pasję do odkrywania przeszłości. Wąskie, wiekowe uliczki stały się dla niej labiryntem tajemnic, które krok po kroku, w miarę zdobywania kolejnych informacji, udawało jej się zgłębiać.

Czasami jednak Agnieszka opuszcza rodzinne miasto, by dzielić się historiami miejsc, które szczególnie poruszyły jej wyobraźnię – takich jak Kościół pod wezwaniem. Św. Ap. Piotra i Pawła w Bożkowie. Materiał z jej udziałem na temat tej świątyni można obejrzeć w w programie „Drogi Wiary” z 21 marca 2026 roku na antenie TVP3 Wrocław (emisja od 16:30 minuty odcinka).

Telewizja Polska S.A

Wspieram całym sercem Towarzystwo Historyczne Ziemi Bożkowskiej i mówię stanowcze NIE dalszemu niszczeniu Pałacu w Bożko...
03/04/2026

Wspieram całym sercem Towarzystwo Historyczne Ziemi Bożkowskiej i mówię stanowcze NIE dalszemu niszczeniu Pałacu w Bożkowie. To nie tylko mury – to nasza tożsamość i dziedzictwo, które znika na naszych oczach.

​Nie bądźmy obojętni! Udostępnij ten post, aby świat usłyszał o Bożkowie. Razem możemy więcej! 🏰💪

LIST MANIFESTACYJNY
w sprawie dramatycznego stanu Pałacu w Bożkowie

Szanowni Państwo, Mieszkańcy regionu, przedstawiciele władz, instytucji kultury oraz wszyscy, którym bliskie jest dziedzictwo historyczne Dolnego Śląska i Ziemi Kłodzkiej,
Zwracamy się do Państwa z głębokim niepokojem i poczuciem pilnej potrzeby działania w sprawie postępującej degradacji Pałacu w Bożkowie – jednego z najcenniejszych zabytków naszego regionu.

Czas na bierne wyczekiwanie aż ktoś coś z własnej inicjatywy rozwiąże nawarstwiające się problemy naszego wspólnego dziedzictwa minął bezpowrotnie. Teraz nadszedł czas by każdy z nas wziął w swoje ręce odpowiedzialność za zabytek naszej małej ojczyzny.

Ten wyjątkowy obiekt, będący świadkiem historii, kultury i tożsamości lokalnej, znajduje się dziś w stanie poważnego zaniedbania i dewastacji. Pałac w Bożkowie ma bogatą i wielowiekową historię sięgającą XVI wieku, kiedy to powstała w tym miejscu pierwotna rezydencja szlachecka. Na przestrzeni lat był wielokrotnie przebudowywany, szczególnie w XVIII wieku, kiedy nadano mu barokowy charakter. Obiekt należał do znanych rodów arystokratycznych, m.in. von Magnis i pełnił funkcję reprezentacyjnej siedziby otoczonej rozległym parkiem krajobrazowym. Po II wojnie światowej pałac został znacjonalizowany i wykorzystywany m.in. jako ośrodek szkoleniowy oraz budynek użyteczności publicznej.

Niestety, wraz z upływem czasu i brakiem odpowiedniej opieki, jego stan techniczny zaczął się systematycznie pogarszać. Jak wynika z najnowszych doniesień, sytuacja pałacu osiągnęła stan krytyczny – w ostatnim czasie zawalił się kolejny strop, a wcześniej runęły już trzy inne oraz fragment dachu. Kontrola przeprowadzona 24 marca 2026 roku przez Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków, w asyście policji, potwierdziła postępującą degradację obiektu, w tym zawalenie części dachu wraz z lukarną oraz zalegający gruz blokujący dostęp do wnętrz. Od marca 2025 roku pałac ma nową właścicielkę, która – jak wskazano – nie prowadzi żadnych prac zabezpieczających ani konserwatorskich, mimo wcześniejszych nakazów i kar. Sprawą zajmuje się prokuratura w Kłodzku, badając możliwość popełnienia przestępstwa polegającego na zniszczeniu zabytku.

Apelujemy!

Do władz lokalnych i regionalnych o podjęcie natychmiastowych działań zabezpieczających.

Do właścicieli obiektu o odpowiedzialne podejście i współpracę w celu ratowania pałacu.

Do instytucji państwowych i organizacji zajmujących się ochroną zabytków o wsparcie finansowe i merytoryczne.

A przede wszystkim do społeczności lokalnej o nagłośnienie sprawy i aktywne zaangażowanie.

Wzywamy do stworzenia realnego planu ratunkowego, który obejmie: zabezpieczenie konstrukcji budynku, ocenę stanu technicznego przez specjalistów, pozyskanie środków na renowację, nadanie obiektowi nowej funkcji, która pozwoli na jego utrzymanie i rozwój.

Nie pozwólmy, aby Pałac w Bożkowie stał się kolejnym zapomnianym symbolem zaniedbania. Mamy jeszcze czas, by go uratować – ale ten czas szybko się kończy.

Niech nasz wspólny głos odbije się echem po salach obrad i gabinetach decydentów. Niech ludzie mający możliwość realnego i namacalnego działania przypomną sobie, że głosu ludzi nie wolno ignorować.

NEURODE / NOWA RUDANoworudzka Kaplica Loretańska Ziemia kłodzka, znana niegdyś jako hrabstwo kłodzkie (często nazywane p...
26/03/2026

NEURODE / NOWA RUDA
Noworudzka Kaplica Loretańska

Ziemia kłodzka, znana niegdyś jako hrabstwo kłodzkie (często nazywane przez Polaków w minionym stuleciu hrabstwem glackim), była obszarem styku wpływów czeskich, austriackich oraz śląskich. Istotnym elementem jej dziedzictwa kulturowego są kaplice typu Santa Casa, stanowiące lokalne repliki Świętego Domku z Loreto.
Stłumienie antykatolickiej i antyhabsburskiej rebelii na ziemi kłodzkiej w 1622 roku stało się punktem zwrotnym w historii regionu. Skonfiskowane buntownikom dobra przeszły w ręce nowych właścicieli, lojalnych wobec dworu w Wiedniu. Podjęli oni aktywne działania na rzecz zmiany oblicza wyznaniowego tych terenów, dążąc do ich całkowitej rekatolicyzacji. Proces ten wspierały silnie zakony osadzone w regionie: jezuici, franciszkanie oraz bernardyni.

Ważnym elementem nowej pobożności stał się kult loretański. Na ziemi kłodzkiej powstały trzy znaczące realizacje tego typu. Pierwsza z nich nie była wolnostojącym domkiem loretańskim, lecz kaplicą boczną w kościele bernardyńskim pw. Matki Bożej Różańcowej w Kłodzku (ul. Łukasińskiego). Otrzymała ona wezwanie Matki Boskiej Loretańskiej i została uroczyście poświęcona 15 sierpnia 1668 roku. Druga z kaplic powstała z fundacji właściciela dóbr w Bożkowie i powstała na jednym ze wzgórz w pobliżu miejscowości.

Trzecim obiektem będącym przejawem kultu Matki Boskiej Loretańskiej, a zarazem jedynym zachowanym do dziś na terenie ziemi kłodzkiej, jest kopia Świętego Domku w Nowej Rudzie. Usytuowana przy ulicy Cmentarnej, w sąsiedztwie cmentarza. Jej lokalizacja nie była przypadkowa. Wcześniej, przy drodze biegnącej ku polom obok kaplicy, po około 100 metrach znajdowało się rozdroże z kolumną maryjną z 1713 roku. Możliwe, że fakt powiązania tego miejsca z imieniem Marii sprawił, iż pół wieku później właśnie tutaj powstała Kaplica Loretańska.
Noworudzka Kaplica Loretańska jest najpóźniejszym tego rodzaju obiektem na kłodzkiej ziemi. Dzieje jego budowy są wielce znamienne dla okresu w jakim go wzniesiono, a stało się to bezpośrednio po zakończeniu wyniszczającej kraj wojny siedmioletniej (1756-1763). Głównym inicjatorem był Antoni Klamt, sukiennik rodem z pobliskiego Broumova, który przybył do Nowej Rudy 9 lipca 1764 r. Jako wędrowny czeladnik przemierzał Europę, docierając aż do Rzymu i - być może - do Loreto. Legenda głosi, że gdy podczas wędrówki znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, przyrzekł Bogu, iż w podzięce za ocalenie wzniesie kopię świętego domu nazareńskiego.

Już przy planowaniu postawienia budowy lokalne władze postawiły mu twarde warunki: musiał sam zebrać fundusze bez uciekania się do żebraniny oraz wskazać dwóch poręczycieli, którzy dokończyliby budowę w razie jego śmierci. Sukiennik dopiął swego – przemierzył Śląsk i ziemię broumovską, zbierając datki od ludzi poruszonych jego historią. W porozumieniu z miejscowymi feudałami (Stillfriedami) i proboszczem, za aprobatą biskupa praskiego, Antoni Klamt doprowadził do wmurowania w 1765 r. kamienia węgielnego na placu ofiarowanym przez Wacława Wolffa. Budowa trwała dwa lata, ale po jej ukończeniu kaplica przez kolejne dwa lata stała pusta i niepoświęcona. Powodem była niechęć noworudzkich władz do katolickich inicjatyw. Mimo to, na skutek determinacji dziekana kłodzkiego Carla Wintera, w dniu 20 VII 1768 r. dokonano uroczystego poświęcenia. Nie uzyskano jednak jej wymaganego przepisami pozwolenia od nowych władz pruskich. W związku z tym na uroczystość tę zaproszono przedstawicieli administracji zbiurokratyzowanego (choć ż drugiej strony - dbającego o porządek) państwa, żądając, by w obecności zgromadzonych w czasie uroczystości poświęcenia urzędnicy miasta uzasadnili swą od mowną odpowiedź. Nie przybyli oni jednak i w efekcie, nie mając pisemnego zezwolenia, doprowadzono rozpoczęte przez Antoniego Klamta dzieło do końca. Uroczystość konsekracji Loreta swoją obecnością uświetnił opat benedyktynów z Broumova - Fryderyk Grund.

Noworudzka kaplica to wyjątkowy przykład tzw. typu blokowego – surowej, zwartej formy architektonicznej, pozbawionej bogatych dekoracji. W przeciwieństwie do swojego włoskiego pierwowzoru zachwyca nie przepychem, lecz prostotą. Ta oszczędność formy wynikała najprawdopodobniej z ograniczonych środków fundatora, Klamta. Gładkie elewacje kaplicy przełamuje jedynie jedno okno w ścianie zachodniej, które – poza funkcją użytkową – niesie także znaczenie symboliczne. Dodatkowym akcentem są dwoje drzwi umieszczonych na jednym z dłuższych boków budowli. Na zewnątrz nie znajdziemy typowych dla tego typu obiektów przedstawień Proroków, Sybilli czy scen z życia Marii. Ich obecność ogranicza się do wnętrza, gdzie zachowały się elementy charakterystycznej ikonografii. W środku znajduje się również skromny barokowy ołtarz z figurami Matki Bożej Bolesnej oraz św. Jana Ewangelisty. Najprawdopodobniej pochodzi on z czasu budowy kaplicy, czyli z lat sześćdziesiątych XVIII wieku.

Dawny kontekst urbanistyczny w otoczeniu kaplicy był inny jaki mamy dziś. Jeszcze w latach 70-tych, tuż obok (po prawej stronie), wznosił się okazały, dom mieszkalny z około 1800 roku. Ten jednokondygnacyjny budynek został rozebrany po 1972 roku – dziś śladem po nim są jedynie stare fotografie.

W 1773 roku otoczenie kaplicy wzbogaciło się o kamienną figurę Chrystusa na krzyżu ze stojącymi obok figurami Maryi i św. Jana Ewangelisty. Poniżej figury ustawiono, prawdopodobnie w 1841 r. scenę Modlitwy w Ogrójcu (tzw. Górą Oliwną) przedstawiającego modlącego się Chrystusa i trzech śpiących apostołów: Jana, Piotra i Jakuba. Ta niewielka Kalwaria zwaną pospolicie Górą Oliwną, która powstała od 1773 do 1841 roku i wraz z dwoma biegi schodów, zbudowanych w latach 1765–1773, tworzy całość teatralną, barokową kompozycję przestrzenną i przypomina w pewien sposób schody wiodące do wambierzyckiej bazyliki. Fundatorem całego otoczenia kaplicy był Jakob Stein

Po latach powojennego zaniedbania, w 1994 roku z inicjatywy Fundacji Odnowy Ziemi Noworudzkiej kaplicę odrestaurowano. Dziś pozostaje ona bezcennym zabytkiem i pomnikiem niezwykłego uporu człowieka, który dotrzymał danego Bogu słowa.

Niemniejszy artykuł powstał na postawie „Kroniki Nowa Ruda” autorstwa Josepha Wittiga oraz czasopisma “Guda Obend” z 1930 r.

„ Bo każdy dzień jest częścią historii”
Krzysztof Kręgielewski
Eckersdorf- Ciekawostki historyczne Bożkowa I okolic
www.ciekawostki-bozkowa.com

Address


Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Eckersdorf Ciekawostki Historyczne Bożkowa i Okolic posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Contact The Organization

Send a message to Eckersdorf Ciekawostki Historyczne Bożkowa i Okolic:

  • Want your organization to be the top-listed Government Service?

Share